Agresja w domu… czy z tym da się coś zrobić???

Witaj!

Często kobiety mające skłonności do współuzależnienia mają kłopot w postaci agresji w domu. Problem dotyczy oczywiście wielu rodzin, w których nikt nie jest od niczego uzależniony, ale w pytaniach, które dostaję od osób współuzależnionych wątek ten powtarza się bardzo często.
Na przykład:
Mój mąż jest jedynakiem. Ja pochodzę z rodziny wielodzietnej i w związku z tym od najmłodszych lat musiałam się dzielić wszystkim z moim rodzeństwem, dziadkami, którzy z nami mieszkali i z moimi rodzicami. W rodzinie męża było troje egoistów. Mama kochała tylko siebie, tato był nieszczery, manipulujący każdą sytuacją. Jesteśmy małżeństwem z 25 letnim stażem. Mój mąż traktuje mnie jak osobę do pomocy. Często mam mu coś podać, zrobić, przynieść. Nie czuje potrzeby, żeby powiedzieć „proszę”. W domu coraz częściej dochodzi do konfliktów, ponieważ system wartości jego jest diametralnie różny od mojego. Bardzo często w ocenia zdarzenia na które nie mamy wpływu, ponieważ się już wydarzyły, więc dołowanie tego czego nie da się zmienić nie ma sensu. Bardzo rzadko wyrazi swój pogląd na temat zdarzenia, które się ma wydarzyć. Dopiero, kiedy to przebiegnie nie po jego myśli robi awanturę. Często proszę, żeby się wypowiedział jak ma wyglądać ta czy inna sprawa wtedy brakuje mu wyobraźni lub nie potrafi określić jakie ma oczekiwania. W związku z tym bardzo często dochodzi do konfliktów. Powody są banalne. Dla niego wszystko jest tragedia. Czasami mam wrażenie jakby celowo dążył do konfliktów. Kłóci się ze wszystkimi. Ile razy wyjdzie po zakupy słyszę po powrocie: ale mu nagadałem. Jego sposób zwracania uwagi na wątpliwe zarzuty tez budzi kontrowersje. On nie ma potrzeby wytłumaczenia jak sobie wyobraża daną sytuację, tylko od razu krzyczy i mówi wszystkim, ze są głupi. Jego konflikt z otoczeniem polega na tym, że b. często nie chce zrozumieć mechanizmów które tworzą taka sytuacje. Np. dziwi się, że nie ma drogich ekskluzywnych butów w naszym mieście, a w naszym mieście ludzie zarabiają najmniej w kraju, czyli ten bogaty musi pojechać do większego miasta. To jest dziwne,że 90% to rozumie nawet jeżeli nie dokładnie analizując sytuacje materialną mieszkańców to intuicyjnie. Natomiast mój mąż ciągle jest zdziwiony, ciągle wszystkich poucza jak maja handlować, gotować kupować, jakby wszystkie rozumy pozjadał. Od rana do wieczora słyszę, że dzieci nasze są głupie, ja jestem głupia, ekspedientki są głupie, w telewizji wszyscy są głupi. Mam pytanie: jak postępować z takim typem?

Ano, w niektórych ludziach, zresztą nie tylko mężczyznach, drzemią głębokie pokłady agresji. Różnica między wyrażaniem jej przez mężczyzn i przez kobiety jest taka, że mężczyźni częściej sobie pozwalają na jawną demonstrację agresji, a kobiety częściej wyrażają ją w postaci jadu, zrzędzenia, lub przewrotnych manipulacji.

Co to jest agresja? Jak się przed nią bronić?

To, co przeczytałam na ten temat i co samodzielnie zaobserwowałam i co mówią inni, zbliża mnie do poglądu, że agresja, to jest pewien styl zachowania.
Wielu ludzi, którzy nie radzą sobie z własną agresją uważa, że nie mogą nic na to poradzić, że w pewnym momencie trafia ich szlag, coś wybucha i dają się ponieść fali złych emocji. Potem bywa im wprawdzie przykro, ale tłumaczą się, że tacy po prostu są, że nic nie mogą na to poradzić. Inni wcale się nawet nie tłumaczą.

Oczywiście, trochę jest w tym prawdy. Jeżeli jesteśmy bardzo przyzwyczajeni do jakiegoś „swojego” stylu zachowania, najłatwiej przychodzi nam zachowywać się właśnie w ten sposób. Nie jest jednak prawdą, że tego nie można zmienić. To jest tylko zachowanie, nie osoba, nie jej potrzeby ani jej uczucia. To, jak się zachowujemy, jest naszą decyzją i możemy to zmieniać mimo, że mamy pewne utarte schematy zachowania i swoje przyzwyczajenia.

To jest dokładnie tak samo, jak z wychodzeniem z domu rano. Kiedyś miałam z tym duży problem. Nieraz dopiero w drodze do pracy orientowałam się, że nie wzięłam… a to komórki, a to portfela, a to czegoś, co było mi koniecznie potrzebne w ciągu dnia… Ktoś mi powiedział, że to można zmienić. Że przed wyjściem trzeba przepowiedzieć sobie listę rzeczy, które się zawsze zabiera. Że wieczorem na biurku zostawiam kartkę z listą rzeczy do sprawdzenia przed wyjściem, czy wzięłam. Najpierw szło opornie. Z czasem weszło w nawyk. Teraz bardzo rzadko zapominam o komórce, portfelu, pendrivie…

Możemy zatem pozwolić sobie na „jazdę bez trzymanki”, a możemy też postarać się wyrazić to, co chcemy, w sposób, który nie rani innych. To jest kwestia pracy nad swoim zachowaniem. Nie trzeba zmieniać charakteru, żeby przestać zachowywać się agresywnie.
Naprawdę uważam, że ludzie, którzy są agresywni, pozwalają sobie na to.

Prawdą jest, że są ludzie, w których jest dużo złości, frustracji i smutku. Są ludzie o wyższym poziomie testosteronu, adrenaliny. Są na świecie napięcia przedmiesiączkowe. Są ludzie, którym poziom hormonów skacze. Na ogół zresztą hormony i uczucia są ze sobą sprzężone i wzajemnie na siebie oddziałują. Im bardziej się tak ma, tym szybciej się wszystko dzieje, trudniej jest postępować świadomie, łatwiej jechać w koleinach wyznaczanych przez przyzwyczajenie. Uważam jednak, że mimo to, agresywne zachowanie to jest wybór, a nawyki można zmieniać, nie zmieniając charakteru, osobowości, potrzeb ani uczuć. To jest dokładnie tak samo, jak z zachowaniem osoby współuzależnionej, myślę, że wiesz o czym mówię, a jeżeli nie – zapisz się na biuletyn lub e-book o współuzależnieniu (w prawej górnej części tej strony), to się wkrótce dowiesz.

No dobrze. Ale co robić, gdy to nie ja mam problem z agresją, tylko mam problem z agresją w moim domu?
Ano, prawdopodobnie dużo możesz poprawić, jeżeli zaczniesz pracować… nad swoim zachowaniem. Bardzo możliwe, że również i Ty wpadasz w koleiny i „jedziesz po bandzie”. Jesteś uległa, dopóki nie wybuchniesz. Słuchasz rozkazów, zamiast je wydawać. Czekasz na pomysły, zamiast je mieć. Reagujesz zamiast brać sprawy w swoje ręce. No i… zastanawiasz się nad swoim partnerem i powodami jego postępowania, zamiast nad sobą. Tymczasem o wiele większy wpływ mamy na siebie, niż na kogoś i decyzje podjęte za siebie mają naprawdę więcej sensu. A Twoje zachowanie może mieć z kolei wpływ na zachowanie reszty rodziny.

Jeżeli zainteresował Cię ten artykuł i czujesz potrzebę głębszego zastanowienia się nad radzeniem sobie ze złością, frustracją i budowaniem szacunku do siebie, śledź pilnie bloga i biuletyn. Już niedługo dowiesz się więcej o tym, jak radzić sobie z trudnymi uczuciami.

Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego, spokojnego dnia, a chętnych zapraszam do dyskusji w komentarzach poniżej.

Justyna

3 komentarze so far.

  1. Renata pisze:

    Jakbym słyszałam o moim byłym mężu, chociaż to ja jestem jedynaczką a on pochodził w wielodzietnej rodziny. Tak, więc, zachowania nie zależą od tego czy się jest jedynakiem, czy nie, ale od wartości wyniesionych z domu. Wspominasz, ze Twoi teściowie też są egoistami, czy zatem są jedynakami? Myślę, ze posługujesz się stereotypami – to po pierwsze.
    Po drugie- jak to się stało, ze potrzebowałaś aż 25 lat na odkrycie „wrednego charakteru” swojego męża?

    „Mam pytanie: jak postępować z takim typem?”- te słowa chyba świadczą o tym, ze nie masz już pozytywnych uczuć do męża, więc, czemu nadal z nim jesteś? Może warto zadać pytanie: co ja mogę zrobić, zmienić u siebie, żeby zmienić swoją sytuację, w której jestem nieszczęśliwa?

    Kiedy dzisiaj patrzę na siebie z perspektywy czasu i pracy nad sobą rozumiem, ze trwanie w takim związku było mi potrzebne do realizacji własnych celów. Dzięki temu byłam „wielka”, „dzielna”. Przy takim „zwykłym” mężu byłabym całkiem przeciętna, zwykła- przy nim tylko JA mogłam wytrzymać 😉 Tylko JA mogłam się poświęcić – czyż nie brzmi to jak „wyprawa krzyżowa” ? 😉 Twoja podświadomość takie komunikaty poświecenia od dawna zapewne wysyła podświadomości Twojego męża. Wasze wzorce: on- agresor, Ty- ofiara idealnie do siebie pasują. Jedno bez drugiego nie mogłoby przecież istnieć. To taka zależność przyczynowo-skutkowa 😉 Jego świadomość zaś odbiera to Twoje „poświecenie” i zwyczajnie wkurza się. W końcu, czy Ty chciałabyś czuć poświecenie, zniecierpliwienie, udrękę zamiast miłości, zrozumienia wsparcia?

    Justyna ma rację, ze zmiany trzeba zacząć od siebie. Nie mamy prawa zmieniać innych, tym bardziej bliskich ludzi. W końcu taki właśnie facet Ci się podobał, tyle, że nie chciałaś widzieć cech, które Ci nie pasowały. Zauważyłaś je dopiero wtedy, gdy dawne namiętności odeszły, a pozostało tylko przywiązanie. Wtedy pojawia się pytanie: jak z takim typem postępować?

    Potraktuj ten związek, jak lekcję, z której masz się czegoś dowiedzieć o sobie. Ja wiem, ze jestem dość konfrontacyjna, ale czasem taka metoda szybciej „stawia do pionu”- mi w każdym razie bardziej pomogła niż „głaskanie” na terapii podstawowej.

  2. Justyna pisze:

    Renatko, bardzo cenne jest to, co piszesz o czerpaniu swoistej satysfakcji z poświęcania się i bycia ofiarą. To może wciągać, to prawda. Chciałabym natomiast sprostować, bo nie wiem czy to jasno wyraziłam, że ja nie sugeruję nikomu, by patrzeć tylko na swoje błędy i nie mamy prawa dostrzegać tego, co nam w innych przeszkadza. Nie nie. Uważam tylko, że jeżeli na cokolwiek mamy jakiś sensowny wpływ, to właśnie na siebie i jeżeli chcemy zacząć coś zmieniać, to od siebie NAJŁATWIEJ zacząć. 🙂

  3. gosia pisze:

    to ja chyba tez musze cos zrobic

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *