Alkohol reguluje, a następnie zabija uczucia

Dotyczy to, o dziwo, nie tylko tych, którzy piją.
Współuzależnienie dlatego jest tak nazwane, „współ”, że ktoś, kto ma bliski kontakt z uzależnieniem przystosowuje się i włącza się w obieg mechanizmów uzależnienia. To jak w przysłowiu, jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one. Czy tego chcesz, czy nie.

Kiedyś pokazano nam na terapii ćwiczenie, które miało obrazować życie w rodzinie alkoholowej. Było to tak: kilka osób, cztery lub pięć, tworzy zwarte kółko i zaczynają się obracać w prawo. Potem jedna osoba zaczyna ciągnąć wszystkich w lewo. To wystarczy, żeby kółko przestało się kręcić w prawo i wszyscy zaczynają się chwiać na nogach. A potem nawet obracają się w lewo… Całkiem udane porównanie, prawda?

Jedną z pierwszych i głównych różnic pomiędzy myśleniem osoby zdrowej a osoby uzależnionej jest to, że uzależnieniem łagodzi się silne emocje. Albo też wzbudza się w sobie emocje, których inaczej by się nie miało. Piję, żeby mi się zrobiło weselej. Piję, bo jest mi smutno. Piję, żeby się trochę rozluźnić. To chyba najczęściej powtarzane powody, dla których ludzie sięgają po alkohol. Związek pomiędzy piciem alkoholu a uczuciami niby nie jest taki oczywisty na pierwszy rzut oka, ale gdy się dobrze przyjrzeć, uzależnienie polega właśnie na tym, że traci się umiejętność przeżywania uczuć, takich, jakie się pojawiają, i zaczyna się nimi ręcznie sterować.

Podobnie jest ze współuzależnieniem. Partner(ka) uzależnionego uczy się od niego i przejmuje sposoby radzenia sobie z uczuciami. Zresztą, gdy ma się w domu chorego na alkoholizm, poziom uczuć, z którymi trudno sobie radzić bywa bardzo wysoki. Co i raz pojawiają się rozpacz, przerażenie, różne odmiany lęku, gniew, wstyd, a czasem też nadzieja, że dzięki ogromnemu wysiłkowi uda się coś zmienić, ulga gdy chwilowo jest dobrze. No i stres. Jeżeli przeżywasz tyle silnych uczuć i przestajesz sobie z nimi radzić, szukasz różnych sposobów. Te najłatwiej dostępne to odcinanie się od uczuć, udawanie, że ich nie ma, a następnie oduczenie się odczuwania. Alkoholik steruje swoimi uczuciami w taki sposób, że gdy się jakieś pojawia, pije, a wtedy uczucie przestaje być odczuwalne. Osoba niepijąca steruje swoimi uczuciami przyjmując maskę obojętności, tłumacząc sobie że nie jest tak źle, albo rzucając się w wir działania. Gdy jesteś zmęczona, czujesz mniej, prawda?

Co więcej, alkoholicy uczą się manipulować nie tylko swoimi uczuciami, ale także otoczeniem i jego uczuciami. Grają na poczuciu odpowiedzialności, wstydu, strachu lub dumy drugiej osoby. Są w tym przeważnie całkiem nieźli. To dodatkowo wspomaga występowanie huśtawki emocjonalnej u osób z rodziny i przyspiesza naukę odcinania się w przypadku zbyt trudnych uczuć, aż wszystkie uczucia zostaną wyrugowane.

Ciekawe wyda Ci się, być może, że w ten sposób zanikają nie tylko trudne uczucia, ale także i wszystkie te dobre i miłe. Po prostu świat przestaje być przyjazny, życie przestaje cieszyć.

Witam. Mój mąż pije od dnia ślubu, tzn. tylko w dniu ślubu był trzeźwy. Od tego czasu nie było dnia aby nie pił. Najpierw były to 2,3 piwa a teraz już nie liczę, bo jest ich tyle codziennie. Jakieś pół roku temu byłam u psychologa i nawet chodziłam na terapie dla osób współuzależnionych, ale byłam tam kilka razy, miałam nadzieję że może tam jeszcze mi powiedzą, że nie jest tak źle, ale tylko potwierdzili moje wątpliwości. Robiłam już wszystko co było możliwe z mojej strony, ale jest coraz gorzej. Nie mam już siły, nie chce mi się już żyć, coraz częściej o tym myślę, budzę się codziennie rano i nie wiem po co, bo muszę iść do pracy. Tylko po to….Już nic mnie nie cieszy…

Jak widzisz, uzależnienie ma naprawdę dużo wspólnego z przeżywaniem uczuć. Dlatego też jednym z ważnych elementów terapii jest powtórna nauka odczuwania własnych uczuć i konstruktywnego radzenia sobie z nimi. Szczere i prawdziwe spotkanie ze swoimi uczuciami to podstawa zdrowienia. Zachęcam Cię więc do zrobienia wszystkiego, co możesz, by poznać, zrozumieć i zaakceptować swoje uczucia. Te przyjemne i te nieprzyjemne.

Pozdrawiam wszystkich wakacyjnie,
Justyna

6 komentarzy so far.

  1. Beata pisze:

    Zgadzam się z tym ,właśnie jestem na etapie odbudowywania swoich uczuć mieszkając nadal z alkoholikiem . Jest zdecydowanie lepiej ponieważ od 2 lat ciężko pracuję nad swoim zdrowym myśleniem. Potrafię cieszyć się z życia ,z ludzi ,z tego co mnie otacza.Wiem że jest możliwe tak żyć i być szczęśliwą.

  2. marzena pisze:

    witam ja przechodze podobnie mój mąż pije ok5lat nie pije codziennie na poczatku tak ok raz w miesiącu mial tygodniówke pcia teraz conajmiej 2 raZy w miesiacu no i tak co pare dni piwkował dałam mu ultimatum albo leczenie albo rozwod poszłam z nim na pierwsze spotkanie z terapeuta chciałam żeby widzial ze jestem z nim zreszta mu to powiedziałamze chce mu pmóci ratowac nasze malzenstwo oboje jestesmy z rodzin gdzie ojcowie nasi pili on swojego ojca zato nienawidzil nie rozmawial z nim wiec wiedzielismy jak to zycie wyglada gdy maz zaczol pic zbyt duzo i czesto stwierdzil ze on nikomu krzywdy nierobi ja mu tlumaczylam ale to nanic poszedl na terapie tylko dlatego ze bal sie ze zloze pozew po kilku spotkaniach stwierdzil ze niebedzie tam chodzil i wysluchiwal zyciainnych ludzi a wogle ze tam sa juz degeneraci ja zaczelam tez chodzic na terapie dla wspolzaleznych myslalam ze damy rade i znow bedziemy normalna rodina mamy starz 30 letni dwojedoroslych dzieci wspanialego wnusia na poczatku denerwowalam sie na tych terapiach bo mialam wrazenie ze tam mowi sie tylko o tym zeby kobieta odeszla jak najszybciej od alkoholika nie sposobow ratowania malzenstwa zrobilam przerwe w spotkaniach maz aczol pracowac zagranica zrobil straszne dlugi ktore musi splacic chcial zebysmy zaczeli od poczatku chcialam nawet wziasc kredyt by mu pomóc ale moja przyszla synowa blagala mnie zebym sie wstrzymala i dzieki bogu bo dlugo nieczekalam na tygodniowke znow obiecywal pojechal do pracy napisal mi wracam i jedziemy na odpoczynek nad moze i tak bylo bylam szczesliwa wzielismy wnusia zesoba no i w pierwszy dzien pobytu czegosz szukalam w torbie i znalazlam pusta juz butelke potem byly po pare piwek ostatnie dwa dni yl ju pozadnie pijany gdy wrocilismy szybko szukal zwady zemna a to krzywo spojrzalam a to nie tak sie odezwalam i klutnia gotowa stwierdzil ze idzie na dzialke jak mu powiedzialam pojdziemy razem to powiedzial ze niepotrzeba wiedzialam ze musi sie juz napic tak zawsze bylo klutnia o byle co zeby miec pretekst i nieodzywanie sie wrocil wieczorem czulam alkohol od niego wyszlam z domu do kolezanki czego nigdy nierobilam traktuje gojak powietrze jest mi juz obojetne i juz mi niezalezy ratowanie czegos co juz umarlo najgorsze jest to ze rozwod duzo niezmieni poniewaz mieszkamy w mieszkaniu wlasnosciowym i zapewne po rozwodzie nadal w nim pozostaniemy teraz wiem ze na terapiach nauczono mnie by myslec o sobie i niedawac soba manipulowac wracam na spotkania i kazda z was naawiam by tam chodzily i ze choc wydaje nam sie ze mowi sie tam no widzisz a ty mu wiezylas ze sie zmieni zejdz na ziemie kobieto jemu wlasnie o to chodzi zebys siedziala w domu dolowala sie plakala i wciaz dawala szanse dzieki tym spotkaniom wychodze z domu spotykam sie z kolezankami wracam do domu i jest mi obojetne co z nim sie dzieje mysle ze musze myslec o sobie i takie mam postanowienie daj boze obym wytrwala powiedzialam mu ze niezalezy mi juz na nas a jezeli przyjdzie pijany do domu zadzwonie na policje jezeli mi ublizy lub podniesie reke namnie zreszta on wie ze syn mu nato niepozwoli a co bedzie dalej zobaczymy niechce mu robic krzywdy wolala bym zeby sie wyprowadzil i dal nam spokojnie zyc proponowalam mu ze splace go w ratach mieszkanie ale uslyszalam takie epitety wyzwiska pod swoim adresem i zebym sobie nawet niemazyla ze on sie wyprowadzi wiec niemam wyboru musze czekac choc ciezko mi tak jest bo wolala bym uniknac scesji policji i tych niemilych zeczy ale on mi niedaje wyboru czemu tak musi byc czemu niemozna zakonczyc tego jak cywilizowani ludzie zeby nasz syn niemusial ogladac napitego ojca i tego wszystkiego pozdrawiam wszystkie kobiety zony alkoholikow i mowie wam musimy byc stanowcze wiem ze to nieproste ale tylko tak odzyskamy swoja godnosc i szczescie

  3. anna pisze:

    witam czytalam poprzednia wypowiedz i bardzo duzo bym powtorzyla,nie mam juz sily chce sie rozwiezdz ale nie mam odwagi ,czegos sie boje sama nie wiem czego .trzy tygodnie mialam temu 22 rocznice slubu-dostalam rozyczki i pijanego meza ktory jeszcze nie chcial byc ze mna w letnim domu tylko zaszyl sie w domu w bloku i pil.naprawde nie mam sily ,jak niektore kobiety maja sile i odwage zeby to przerwac? zbieram sily i ciagle nie moge podjac kroju zeby zlozyc pozew, pozdrawam wszystkie panie,,

    • Justyna pisze:

      Anno,
      Nie musisz podejmować decyzji o rozwodzie tylko dlatego, że jesteś zła i jest Ci źle. Rozwód to naprawdę ostateczność, a dopóki nie jesteś do tej decyzji naprawdę przekonana, nie masz się co spieszyć. Zanim złożysz pozew, możesz już teraz zacząć dbać o siebie. O swoją siłę fizyczną i swój spokój wewnętrzny. Wiele z nas znalazło siłę dzieląc się swoimi troskami i przyjmując wsparcie duchowe od innych kobiet. Wielu z nas pomogła wiedza o tym, co się dzieje z alkoholikiem i dlaczego robi to, co robi. Często bardzo pomocne są naprawdę proste czynności, które możesz robić dla siebie. Wielu z nas pomogło zwykłe jeżdżenie na rowerze, albo modlitwa. Z takich prostych rzeczy można czerpać siłę i cieszyć się życiem.
      Przesyłam Ci ciepłe myśli, Justyna

  4. magda pisze:

    moje zycie bylo takie samo , jak wasze dziewczyny-przez ok.20 lat .wkoncu poszlam na terapie, dla zon alkocholikow i mialam sily zeby cos zmienic w swoim zyciu.powiedziaalam mezowi ze rozwiode sie z nim jak bedzie dalej pil,ale jak zwykle nie wiezyl mi,wiec zlozylam papiery rozwodowe i na pierwszej sprawie dostalismy rozwod.wkoncu odzylam!w domu byl spokoj, ale musialam ,,uczyc sie zyc,,.moj maz przez 2 lata dalej pil,ale pozniej poszedl po rozum do glowy i zaczol sie leczyc, zmienil calkowicie swoje zycie,kolegow,poprostu pelny zwrot!i wyobrazcie sobie ze dzis , jestesmy znow malzenstwem! nie pije, kazdemu mowi, ze rozwod uratowal mu zycie !
    naprawde.tak wiec , kochane dziewczyny, chroncie siebie i swoje dzieci!!nigdy nie jest za pozno na zmiany!
    ja , gdy rozwodzilam sie,to nie pracowalam,nie mielismy swego mieszkania i dzieci byly w gimnazjum, wiec ciezko mi bylo,ale nie dalam sie
    i dobrze zrobilam!tak mnie zmienilo takie zycie ze nie dam sie teraz, moj maz wie, ze nie zartuje!pewnie gdybym nie podjela wtedy tej decyzji,to moze juz bym nawet nie zyla,a dzieci – nie wiem!!kazdej kobiebie w podobnej sytuacji, mowie zeby nie poddawala sie i trzeba dzialac, bo czas leci!

  5. TERESA pisze:

    Jak wszystkie kobiety na tym blogu jestem współuzależniona…..mój mąż jest alkoholikiem….uświadomiłam to sobie dopiero gdy już nie dawałam sobie rady….picie…..choroba męża…..1,5 roczna abstynencja….i powrót do picia….wytrąciło to mnie i moje życie z równowagi….i wreszcie się opamiętałam i zrobiłam to o co prosili mnie wszyscy wokół: koleżanki po terapiach, córka, siostrzenica….długo to trwało….aż wreszcie poszłam na terapię…teraz żałuję, że tak późno….mam 53 lata i całą młodość poświęciłam na „walkę” z alkoholizmem męża…miałam swoje zainteresowania, cele i marzenia i zostawiłam to w imię miłości do męża….kocham męża ale to trudna miłość….kiedy już nie mialam siły coś wyzwoliło we mnie siłę i odwagę aby coś z tym zrobić tym razem zawalczyc o siebie….terapia pozwala zobaczyć mi w czym tkwię i jak mogę sobie poradzić z emocjami, złoscią, jak zobaczyć jakie mechanizmy obronne i manipulacyjne stosuje mój mąż….i wreszcie przestać się bać, że jest pijany, że może coś mu się stać…jest mi ciężko z tego powodu ale wiem, że innego wyjscia nie ma….po cichu modlę się za męża i oddaję Bogu mój strach, bezsilność….i wierzę, że będzie dobrze….powróciłam do mojej jogi która trzymała mnie ‚przy życiu”…..obecnie ćwiczę Kundalini jogę….i jestem nią zachwycona….podczas ćwiczeń pracuje się z emocjami i to mnie do niej przekonało….bo odczuwam ją jako drugą terapię dla ciala i ducha…..wiem już, że warto poddać się terapii mimo wszystko….nawet jeśli ma się 53 lata i 27 staz małżeński…..serdecznie pozdrawiam kobiety które są na terapiach, przed terapią i zastanawiają się czy warto…uwierzcie…WARTO ZAWALCZYĆ O SIEBIE!!!!! Mimo wszystko….. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *