Bliskość w związku, o co w tym chodzi?

Jeśli ja pochodzę z rodziny dysfunkcjnej – była stosowana przemoc przez ojca, to czy ja mogę mieć problem z bliskością w związku? Mam 35 lat a z nikim nie nawiązałem bliskiego związku. Mam czasami lęk przed samotnością i znam dziewczynę, której umarł mąż. Ta osoba nie jest zbyt piękna, to łączy nas jakby wspólne przeżycie traumy. Czy taka przyjaźń wystarczy żeby budować miłość? Związek jest na razie na odległość, bo bo dzieli nas 350km. Ja jej nie kocham, a tylko lubię. Chciałbym ją „użyć” do wspólnego prowadzenia gospodarstwa domowego. Czy to jest miłość??”

Witaj!
To nie jest miłość, sam przecież piszesz, że jej nie kochasz, więc skąd wątpliwości? Bliski związek nie polega też na „używaniu” kogoś do swoich celów. W ogóle „używanie” innych ludzi do naszych celów jest mało etyczne, więc jeśli ktoś uważa się za zwolennika dobra i współpracy między ludźmi, raczej stara się tego nie robić.

Coraz rzadziej spotyka się ludzi, którzy wiedzą, o co w tym wszystkim chodzi. Ludzie, którzy mają jasny obraz sytuacji i umieją powiedzieć w dwóch słowach na czym to wszystko polega, nieraz okazują się fanatykami jakiegoś pokrętnego sposobu myślenia, których być może jest użyteczny w teorii, ale w praktyce mało komu daje prawdziwe szczęście…

Tak jak w „Misiu” Barei, gdy Stanisław Paluch przy piwku mówi do kumpla:
Tak sobie czasem myślę, czy miłość to w ogóle w życiu jest możliwa, czy to w ogóle jest takie cuś.
– Miłość?
– No miłość. Czy to w ogóle jest możliwe.
– No… W telewizji to często pokazują, miłość, jak jacyś tam się kochają, albo mówią…
– No. Ja też tak myślę. W życiu to jest niemożliwe…

A jednak wielu ludzi mówi, że takie coś jak miłość istnieje naprawdę. Więc i tacy też są. O co więc w tym wszystkim chodzi? Jeżeli obecnie nie jesteś w szczęśliwym, bliskim związku, możesz się zastanawiać, czy należę do osób, które jak Paluch nie mają szansy na miłość, czy może nie umiem nawiązać bliskiej relacji? A może mi się ona nie należy?

Wielu specjalistów uważa, że dysfunkcyjna rodzina pochodzenia może wpłynąć na trudności w nawiązywaniu bliskich relacji. Myślę jednak, że wpływ rodziny dysfunkcyjnej na czyjeś przyszłe życie polega na czymś więcej, niż na tym, że gdy się miało w dzieciństwie za mało troski rodzicielskiej, to się nie wie jak to jest, więc nie umie się okazywać ciepła.

To są moim zdaniem konsekwencje tego, o czym wspominają między innymi John Bradshaw w książce „Powrót do swego wewnętrznego domu” oraz Timmen Cermak w serii „Czas na wyleczenie” jako o utkwieniu na etapie dzieciństwa. Chodzi mniej więcej o to, że człowiek, który z jakiegoś powodu przeskakuje lub omija pewne etapy rozwoju, ma trudności z przechodzeniem do kolejnych i podświadomie dąży do „nadrabiania straconego czasu”. Przez to trudno mu przyjąć pełną odpowiedzialność za swoje czyny i słowa, mierzyć się z konsekwencjami i akceptować rzeczywistość taką, jaka jest.

Często osoby, które wyrastały w rodzinie dysfunkcyjnej mają trzy ciężkie kule u nogi.
brak poczucia bezpieczeństwa, brak wiedzy o świecie, brak poczucia znaczenia.

Jednak wspomniane wyżej kule u nogi mają drugie dno – a konkretnie chodzi mi o to, że osoby pochodzące z dysfunkcyjnej rodziny często nie wyobrażają sobie, że w ich życiu coś może się zmienić na lepsze i że mają MOC, dzięki której mogą tego dokonać!

Jak się to objawia:

  • widzą rzeczywistość przez pryzmat silnych i sztywnych schematów;
  • wierzą w związki pomiędzy zdarzeniami racjonalnie niepowiązanymi ze sobą;
  • nie rozumieją swoich emocji i uczuć, nie panują nad ich okazywaniem;
  • mają trudności z określeniem i poszanowaniem granic (i wolności) swoich oraz cudzych.

Dlatego też trudno im zaakceptować rzeczywistość taką, jaka jest, a także innych ludzi i siebie samych takich, jakimi są. Czasem trudno im nazywać rzeczy po imieniu. Przejawiają brak zaufania. Przypisują odpowiedzialność za swój los innym (rodzicom, partnerowi) lub światu. Mają „jedynie słuszne” i niezmienne przekonania. Czują się zagubieni i tracą rozeznanie o co w tym wszystkim chodzi. Zapominają, że mają wpływ na SIEBIE i że teraz są już dorośli, mogą żyć po swojemu, a nie zgodnie z utrwalonymi schematami. Zapominają, że inni też także mają prawo do życia po swojemu. Zdarza im się traktować innych przedmiotowo, lub pozwalać sobie wchodzić na głowę. W jednym i drugim przypadku mogą nie zauważyć, że tak się dzieje.

To oczywiście nie ułatwia budowania bliskich związków.

Dla mnie podstawą w tym wszystkim jest założenie, że świat jest różnorodny i dokładne przyglądanie się wszystkiemu bez filtrowania przez nasze wstępne założenia czy przekonania. Bo jeżeli założymy, że wszyscy są dobrzy, to trafi się złodziej, który nas okradnie. A jeżeli założymy, że wszyscy są źli, to odrzucimy i przyjaciół. Ludzie są różni. Sytuacje są różne. Trenujmy elastyczność spojrzenia.
Po drugie, nazywajmy emocje i uczucia po imieniu i mówmy o nich. Emocje to wewnętrzny drogowskaz, który był dopracowywany przez miliony lat, więc w większości przypadków powinien działać prawidłowo. Chyba że nie znasz swoich emocji lub uczuć i mylisz je między sobą, na przykład miłością nazywasz sentymentalną czułostkowość lub przyjemność fizyczną.
Po trzecie, nauczmy się podejmować decyzje i przyjmować na siebie ewentualne konsekwencje swoich wyborów.
Po czwarte, nauczmy się określać i dbać o swoje prawa, granice i wolność jednocześnie uznając, że inni również je mają w takim samym stopniu, jak my. Określajmy jasno i precyzyjnie, jakie są nasze intencje i zamiary wobec innych osób. Jeżeli się nie godzą na nasze propozycje, nie zmuszajmy i nie manipulujmy. Nie poganiajmy świata by dał nam to, czego chcemy. Szczęście przychodzi wtedy, kiedy jest na to właściwy moment.

Myślę że taki trening daje szansę na to, by znaleźć swoje miejsce w życiu i pozbyć się kul u nogi.
Ja już nad tym pracuję.
A Wy?

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie, zwłaszcza wszystkich i wszystkie DDA i DDD!
Justyna

3 komentarze so far.

  1. gosia pisze:

    pewnych rzeczy nie da sie przeskoczyc….mam prawie 50 lat.ojciec surowy traktuje jak niegrzeczna uczennice…zamkniety w pokoju niczym dyrektor w gabinecie…tak bylo zawsze…nie slucha tylko mowi….matka jakby nie widziala nic…siostra swe frustracje odreagowuje mowiac nieorzyjemnym tonem…nie da sie normalnie rozmawiac w tyn domu od zawsze….brak ciepla i milosci..rodzice zawsze sie klocili…separacja.starsza siostra sie odciela…ZERO SZANS NA ZMIANY…

  2. Mirek pisze:

    Zastanawiam się czy twoje wskazówki w ogole mnie dotyczą. Może opisujesz tylko DDA. Kobiety i mężczyźni bardzo różnią się na temat tego co nazywamy miłością. Czy same lubienie i szacunek nie wystarczy, żeby zbudować związek. Miłość romantyczna i tak mija po 2-4 latach. Nie jestem młodzieniaszkiem to hormony już mi tak nie buzują. Jest między nami bliskość, tyle ze ta kobieta jest nieco jakby taka „twarda”. : D Zastanawiam się czy mam szukać innej czy może ją zmiękczać : D

    • Justyna pisze:

      Witaj,

      Oczywiście można żyć w dowolnym układzie, z tym że obie strony powinny wiedzieć na czym stoją, co to jest za układ i również takiego układu chcieć, a nie liczyć po cichu na głęboką miłość.

      Jeżeli pozostają niedopowiedzenia i nadzieje na coś innego, nie wróży to dobrze na przyszłość.

      Niedopowiedzenia i niespełnione nadzieje są bardzo męczące. Owszem, można odgrywać swoje role w imię wygody, obowiązku czy przyzwyczajenia przez wiele lat, jednak czy żyjąc tak można czuć spełnienie?

      Nie zgadzam się z twierdzeniem, że pewnikiem jest, iż romantyczna miłość wygasa po 2-4 latach i nic z niej nie zostaje. Tak, to prawda, naukowcy badający zachowania ludzi wyciągnęli z obserwacji wniosek, że jesteśmy biologicznie i hormonalnie zaprogramowani tak, żeby rodzice trzymali się razem na czas spłodzenia i podstawowego odchowania dzieci, do czasu gdy mogą samodzielnie się odżywiać. To prawda, mamy pewne uwarunkowania biologiczne, które wytworzyły się przez wiele milionów lat.

      A jednak, ostatnie kilka tysiącleci, które na tle dziejów ewolucji są mgnieniem oka, spowodowało, że człowiek stworzył kulturę, cywilizację i ewolucja gatunku homo sapiens weszła w zupełnie inny wymiar.

      Współcześni genetycy, ze słynnym popularyzatorem tej dyscypliny naukowej, Richardem Dawkinsem na czele mówią, że to już nie geny dziedziczymy, lecz jednostki pamięci zbiorowej, wiedzy i kultury, zwane memami.
      To dlatego równie ważne, co uwarunkowania dziedziczne, mają uwarunkowania kulturowe, pochodzące z wychowania i kontaktów z innymi członkami społeczeństwa.

      Co to oznacza w praktyce? Między innymi to, że człowiek ma tak zwane uczucia wyższe. Jest zdolny do autorefleksji i do odsuwania przyjemności w czasie po to, by zrealizować znacznie bardziej dalekosiężne i ambitne cele. Człowiek jest obecnie w stanie sam wpływać na siebie i na swoje otoczenie w sposób świadomy. To właśnie stanowi o naszym człowieczeństwie. Dlatego człowiek jest w stanie panować nad swoimi uwarunkowaniami biologicznymi w znaczenie większym stopniu, niż zwierzęta.

      Dzięki temu, między innymi, człowiek jest w stanie budować związki monogamiczne, które trwają przez kilkadziesiąt lat i które mimo upływu lat, nieustannie dostarczają obojgu silnych, pozytywnych uczuć, a także poczucia swobody i spełnienia.
      Powtarzam, każdy może sobie wybrać układ, w jakim zechce funkcjonować, nie ma rzeczy niemożliwych. Bariery tworzymy sobie sami. Warunkiem jest jednak, moim zdaniem, uczciwość wobec drugiej strony.

      Nie zgadzam się też, że mężczyźni i kobiety inaczej rozumieją miłość. Na ogół każdy rozumie ją nieco inaczej. Każdy nieco czego innego potrzebuje. Natomiast na ogół jest tak, że najwięcej czasu kobieta spędza właśnie ze swoim mężczyzną, dlatego też różnice wizji tak często się ujawniają właśnie między kobietą a mężczyzną. Bardzo rzadko rozmawiamy o tym między sobą co to dla każdego z nas znaczy, narzucamy drugiej osobie swoją własną wizję i definicję, choć przebywamy ze sobą i mówimy że się kochamy…

      Jeżeli wiesz czego chcesz i potrafisz o tym uczciwie i nieagresywnie powiedzieć, nie narzucając swojej wizji drugiej stronie i zachęcając ją, żeby powiedziała, czego ona chce, to moim zdaniem bardzo dobra podstawa na której można budować dobry związek – lub podjąć wspólną decyzję o rozstaniu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *