Ciągle z nim jesteś…

Witajcie!
Zdaje się, że na temat rozstań można mówić bardzo wiele i choć niby tyle zostało powiedziane, w dalszym ciągu pojawiają się ważne pytania, na które nie sposób znaleźć prostą odpowiedź. Zobaczcie:

Jestem w związku z mężczyzną od 9 lat w ostatnich latach nasilił się u niego problem alkoholowy pije regularnie co tydzień zaczyna w piątek kończy w sobotę wieczorem. Najbardziej dręczy mnie to że nie potrafię od niego odejść. Próbowałam już tyle razy ale zawsze do niego wracam, bo chcę z nim być. Nie potrafię poradzić sobie z tym. Sama do siebie mam żal jak mogę być z człowiekiem, który nie szanuje mnie i gra na moich uczuciach.
Chciała bym poznać sposób jak poradzić sobie i jak zbudować zdrowe relacje między nami. Co robić gdy on po raz kolejny wraca pijany co robić przez następne dni, nie odzywać się? W pierwszych dniach jest to łatwe ponieważ czuję do niego ogromną złość, ale po kilku dniach przechodzi. On jest wtedy niezwykle miły uczuciowy, a ja daję się na to nabrać i pod koniec tygodnia znowu rozczarowanie bo gdy wracam z pracy on znów jest pijany. I tak moje życie biegnie z tygodnia na tydzień, a ja nie potrafię zrobić z tym porządku. Ciągle z nim jestem mając nadzieję że któregoś dnia przestanie pić.

Dzisiaj jest Wielki Piątek, dzień zadumy, modlitwy i porównywania naszych cierpień do cierpienia Zbawiciela na krzyżu. Jego cierpienie miało sens i cel, a nasze?
Nasze, tak mi się wydaje, czasami ma sens, czasami nie.

Myślę też, że to my decydujemy, czy cierpienie będzie ten sens miało, czy nie. To my nadajemy mu znaczenie.
To w byciu człowiekiem jest moim zdaniem naprawdę piękne – jesteś podmiotem, nie przedmiotem. To Ty możesz decydować, jakie znaczenie będzie miało Twoje życie i każdy Twój krok.

To też jest chyba jedna z podstaw poczucia, że się spełniamy – gdy to my nadajemy znaczenie naszym czynom i dziełom, a nie jakieś okoliczności zewnętrzne, albo inni ludzie.

Niestety, z drugiej strony musimy sobie uświadomić, że inni ludzie też ze swojego punktu widzenia są podmiotami i największym szczęściem dla nich jest samodzielne nadawanie znaczenia temu, co robią. Dlatego nasz wpływ na nich jest ograniczony. Nie możesz się spodziewać, że Twój ukochany zmieni się tylko dlatego, że Ty sobie tego życzysz.

Wracając do listu – zaczęłabym od zapytania Ciebie, czego tak w ogóle chcesz. Mam wrażenie, że jesteś zaplątana w swoje własne rozmyślania, różne zasłyszane teorie i przekonania o tym, jak powinno być.

Zobacz. Piszesz, że chcesz z nim być, a wcześniej że nie umiesz odejść, że próbowałaś ale się nie udawało. A dlaczego miało się udać skoro chcesz z nim być?
Piszesz też, że nie wiesz jak możesz być z kimś, kto Cię nie szanuje. No ale skoro chcesz z nim być… Pomieszanie z poplątaniem.
Mogę się mylić, ale wyobraziłam sobie, że tak naprawdę prawdziwe jest to, że chciałabyś z nim być i że wcale nie chcesz odchodzić, bo dużo do niego czujesz.
Tylko że z jednej strony próbujesz go karać (i straszysz rozstaniem), z drugiej masz w głowie głosy rozsądku lub innych ludzi, że jak ktoś pije, to Cię nie szanuje i trzeba się z nim jak najszybciej rozstać.
Jeżeli tak jest, to zrozumiałe że próby odchodzenia kończą się powrotem. Bo skoro chcesz z nim być…
Wiesz, mam dla Ciebie taką propozycję, być może rozjaśni Ci się gdy zastanowisz się, czego chcesz, gdzie jesteś Ty, a gdzie różne obce głosy – rodziców, psychologów, znajomych, dziennikarzy… Gdy odnajdziesz w tym całym melanżu swój własny głos, pozwól sobie na akceptację tego, czego chcesz. To znaczy, przyznaj się do tego, jak jest naprawdę. To, tak w ogóle, jest w Twoim świecie najważniejsze. To Ty nadajesz znaczenie swojej rzeczywistości. Jeżeli go kochasz i chcesz z nim być – to dobrze. To świetny punkt wyjścia do dalszych rozważań. Na pewno masz różne oczekiwania od tego związku i tego partnera. Jeżeli któreś nie są zaspokajane, to co na to Twój partner? Rozmawiacie o tym? Rozumie te Twoje potrzeby? Chce je spełniać? Czy też są sprawy w których nie możesz się przebić? Jeżeli on czegoś nie rozumie, albo lubi coś zupełnie innego, albo po prostu odmawia, to oczywiście nie zmusisz go do robienia czegoś, co tylko Tobie pasuje. Jeżeli każesz mu się zmienić – tym bardziej się nie zmieni. Każdy ma potrzebę bycia szefem swojego życia i nikt nie będzie mu niczego kazał.
Dlatego może się okazać, że na spełnienie niektórych swoich potrzeb w tym związku nie masz szans. Gdy już to będziesz miała jasne, zadecydujesz, czy są to na tyle ważne dla Ciebie sprawy, że nie ma innej rady, jak szukać innego związku, czy też nie są takie istotne, lub można je realizować bez udziału Twojego partnera. A może postanowisz nadać swojemu cierpieniu jakieś inne znaczenie i poświęcić część siebie w imię czegoś innego. To ostatnie wyjście jest niby łatwe, bo nie trzeba robić żadnej rewolucji, jednak jest też bardzo trudne, bo rezygnacja z części siebie pozostawia rany, które nieraz nie chcą się zagoić do końca życia.

Na niektóre pytania nie ma prostych odpowiedzi, a raczej – nikt z zewnątrz nie jest w stanie na nie prosto odpowiedzieć. Jednak ja głęboko wierzę, że każdy w swoim ciele nosi odpowiedzi na wszystkie trudne i ważne pytania, jakie tylko chciałby zadać. Wystarczy się do tych odpowiedzi odpowiednio dobrać.

Zastanawianie się nad znaczeniem różnych rzeczy, które robimy i przeżywamy jest właśnie jednym ze sposobów sięgania po te odpowiedzi.

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i jeszcze raz życzę Wesołych świąt!
Justyna

Komentarze mile widziane!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *