Co jest normalne, a co nie – facet zostawia żonę, która się poświęcała…

Wiecie co, czasem zdarza się tak, że uzależniony mąż (żona też może być, ale mąż częściej występuje w takiej roli) przez wiele lat daje się żonie „wyciągać” z nałogu, daje sobie pomagać na wszelkie możliwe sposoby… i nic jakoś z tego nie wychodzi. Wreszcie po latach, żona sterana życiem, zmęczona, wyczerpana i zaniedbana żyje już tylko z dnia na dzień, żałując że tak oto minęła większa część jej młodych lat, aż tu nagle pewnego dnia pan przychodzi do domu i oznajmia, że to koniec, że się wyprowadza.
Okazuje się, że oto znalazł inną kobietę (często młodszą od siebie), która w przeciwieństwie do żony „doskonale go rozumie” i jest dla niego ideałem. No i wyprowadza się, pozostawiając żonę (starszą i bardziej zmęczoną niż musiałaby być) na łasce losu.
Co gorsza, przy nowej nieraz naprawdę przestaje pić i przy okazjonalnych spotkaniach z żoną wytyka jej, że to przez nią tak pogrążał się w uzależnieniu.

Poniżej list na dowód, że faktycznie tak się zdarza. Tak, słyszałam o takich przypadkach nieraz.

Witaj,
mam problem z moja reakcja na rozpad związku, mój partner od 20 lat, w wieku 50 lat oznajmił, że nasz związek już mu nie odpowiada. Związek ten zawsze wymagał ode mnie ustępstw i dostosowywania się. On jest niepijącym alkoholikiem, który nigdy nie wyleczył się po prostu zmienił picie na prace, zachowania pozostały.
Dziwi mnie moja reakcja na jego oświadczenie, zamiast rozejść się, ja zaczęłam walczyć o ten związek, walczyłam będąc poniżana i nieszanowana, doprowadziło mnie to do wariactwa typu- obsesje, depresja, kompletne porzucenie mojego życia i desperacka walka o przetrwanie związku. Podejrzliwa, zazdrosna, zdesperowana żyłam tak półtora roku. W końcu on mnie zostawił, dwa miesiące temu, a ja wciąż cierpię i mam nadzieję, że wróci.
Mania czy normalne? Czy słyszałaś o podobnym przypadku?
Jak z tym skończyć?

Normalne normalne. Nic dziwnego, że po tylu latach dostosowywania się i ustępstw żal Ci związku, w który zainwestowałaś… znaczną część swojego życia! Sama zresztą przyznajesz, że zrezygnowałaś z siebie. Normalne jest również, że nie każdy odczuwa wdzięczność do innych za to, że się poświęcają. Wręcz przeciwnie, można czuć wobec nich wstyd i niechęć, mieć poczucie winy. Każdy przecież chciałby sam odnosić sukcesy, a nie na czyichś plecach, wiadomo! Głupio mieć kogoś, komu się zawdzięcza, zamiast zawdzięczać sobie. Jak również, muszę przyznać, mało kto szanuje osoby, które dają się wielokrotnie poniżać.

Dlatego, drogie kobiety, radzę Wam z całego serca – poświęcajcie się, proszę bardzo, ale tylko na tyle, na ile nie oczekujecie wdzięczności. Z własnej nieprzymuszonej woli i tylko w takim stopniu, w jakim jesteście pewne, że w razie braku wdzięczności, nie będzie Was kusiło, by to komuś wypomnieć.

To tak jak w inwestowaniu na giełdzie. Wiadomo, że jest ryzyko. Wiadomo też, że bez ryzyka nie da się zarobić. Ale ryzyko można ograniczyć do takiej kwoty, jaką możemy poświęcić na straty. Powyżej tego – nie ryzykujemy. I tyle.

Związek może się rozpaść. To jest możliwość, którą warto brać pod uwagę, choćby teoretycznie. Zresztą to nie dzieje się z dnia na dzień, na rozpad związku obie strony na ogół pracują latami. I zawsze gdy związek się rozpada, ktoś musi być tym pierwszym, który to oznajmi i coś z tym zrobi. Dla drugiej strony to szok, a potem – jeżeli nie chciała zakończenia – okres żałoby, którą się przeżywa – to też jest normalne.

Może się mylę, ale wydaje mi się, że nadmierne poświęcanie się przez jedną osobę i ustawianie jej przez drugą to pierwszy sygnał, że owa „praca” się rozpoczęła. Wydaje mi się też, że w związku, który ma przetrwać, nie ma miejsca na poświęcanie się „w imię czegoś tam”, tylko każdy wkłada tyle, na ile ma ochotę. Nikt też nie musi być wdzięczny. W ostatecznym rozliczeniu, w takich związkach często wychodzi, że każdy starał się mniej więcej po równo, a przynajmniej tak to oboje odczuwają.

Druga strona medalu dotyczy dbania o siebie i swoje potrzeby. Jeżeli Twoje potrzeby – szacunku, bliskości, pewności, relaksu itd – nie są zaspokajane, nic dziwnego, że możesz odczuwać krzesanie z siebie jeszcze więcej sił, jako poświęcenie. Jeżeli masz wrażenie, że się poświęcasz i oczekujesz wdzięczności, zastanów się, czy aby przypadkiem nie zaniedbujesz siebie (lub facet nie zaniedbuje Ciebie i Waszego związku) i zastanów się, jak będziesz się czuła, gdy on po latach uzna, że to było nie to.

Myślę, że warto żyć tak, żeby potem nie żałować. Myślę też, że nadmierne poświęcanie się (tak odczuwane – jako poświęcenie) to doskonały sposób na to, żeby właśnie żałować. To nikogo nie uszczęśliwi.

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i zachęcam do komentowania
Justyna

One Response so far.

  1. Ewa pisze:

    swietny artykul nt….facet zostawia zone, ktora sie poswiecala…..kochala z abardzo, zapominajac o rownowadze w zaiwazku i o niezmiernei waznej kwetsii jaka jest dbanie o siebiee, o swa przestrzen w zwiazku….polecam bardzo te rozwazania wielu kobietom- uswiadomilam sobei,z eponiekad mialam podobna sytuacje w zyciu.
    Tak, pamietajmy, my kobiety, jest granica dawania siebei drugiej osobie, powyzej, ktorej nasz partner juz nas nie doceni, nie szanuje, zwiazek zaczyna pekac, oddalamy sie od siebie i my samiw efekcie czujemy sie sfrustrowani, nieszczesliwi, a ..zycie nasze szczesliwie bcy powinno przede wszystkim.
    Do tego wszyscy mamy prawo.
    jeszcze raz serdecznie polecam, i idzmy ku wyleczeniu, to jedyna aby zyc pelniej, bardziej swiadomie i szczesliwie, z respektem do siebie – ato podstawa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *