Co zrobić, gdy nie wiadomo co robić?

Dzisiaj odpowiem na pytanie, bo wydaje mi się pilne i ważne. Proszę pamiętajcie jednak, że to, co piszę w tym blogu, to tylko moje osobiste refleksje i opinie, a nie jakieś zalecenia bezwzględnie słuszne. Mimo najlepszych intencji i wiedzy mogę nie mieć pełnego obrazu i wyciągać niesłuszne wnioski.

Jestem uzależniony. Moi rodzice nie są uzależnieni od alkoholu. A jednak jak tak czytam sobie „Koniec współuzaleznienia” to aż mi się chce wyć tak bardzo tam odnajduję siebie, mam trudności z dobrnięciem do końca, emocje są za silne…
Nie wiem ani co mam robić. Mam wrażenie, że ja tego nie dam rady przeczytać ani zrobić zawartych tam ćwiczeń. Być może się mylę, trudno mi powiedzieć. Mógłbym zadać pytanie to co ja mam zrobić? Ale to bardzo szerokie pytanie.


Szerokie, na pewno. Dlatego najlepiej patrzeć na ten moment tu i teraz. Jednak jeżeli CHCESZ coś z tym zrobić, to znaczy, że już zacząłeś.
Widzę tutaj dwa główne tematy.

Pierwszy to taki, czy można być jednocześnie osobą uzależnioną i współuzależnioną.
To dla mnie jest oczywiste. Można. A nawet często tak jest. Ludzie uzależnieni są dość często uzależnieni od kilku rzeczy. Nie bez powodu. Także osoby współuzależnione bardzo łatwo się uzależniają. Jest jeszcze trzecia siostra tych dwóch – anoreksja – katowanie się odmawianiem sobie czegoś, niekoniecznie musi chodzić o jedzenie. Często te trzy się ze sobą łączą i mieszają.

Drugi temat, to co robić.

Przeszłości zmienić się już nie da – było co było. Przyszłości też się bezpośrednio nie zmieni, nawet nie wiemy za dobrze jaka ona będzie. To, na co masz wpływ to jest ta chwila i dzisiejszy dzień. W teraźniejszości możesz wyleczyć rany, które powstały kiedyś i otworzyć się na znacznie ciekawszą przyszłość. W teraźniejszości możesz przeżywać swoje życie i cieszyć się nim, możesz je także zmieniać. To takie bardzo podstawowe założenie i możesz je uznać za truizm, ale skoro mówimy o szerokiej perspektywie…

Twoją wypowiedź rozumiem tak:
Boję się swoich emocji, które pojawiają się przy lekturze czegoś, co jest jakby „o mnie”. W związku z tym tracę motywację do zajmowania się sobą. Lęk jest zbyt silny. Tracę wiarę w to, że mi się uda.

Tak jak powiedziałam, na chwilę odstaw rozważanie tego, co będzie w przyszłości.
W teraźniejszości natomiast tym, co Cię powstrzymuje przed osiągnięciem wolności – o ile dobrze rozumiem – jest lęk przed zbyt silnymi emocjami. Możesz więc spróbować dwóch sposobów.

1. Oswoić trochę swoje emocje, żeby przestały być takie straszne. Jak? Ogólnie mówiąc – lepiej się z nimi zapoznaj i postaraj się je zrozumieć, wtedy zobaczysz, że one są Ci potrzebne i wartościowe, a nie straszne. Pomoże Ci w tym lista uczuć i proste, raczej mało straszne ćwiczenia, których opis znajdziesz w tym blogu – jest cała taka kategoria.

2. Uwolnij się od przymusu robienia czegokolwiek i od obwiniania się. Zrozum, że nie ma czegoś takiego, jak „nie mogę”, „muszę”, „nie dam rady”. Zamiast językiem ofiary, możesz zacząć się posługiwać językiem siły. Jeżeli nie zaczniesz działać, nigdy się nie dowiesz, czy dasz radę, czy nie. Zamiast zamartwianiem się, możesz się zająć nauką podejmowania decyzji w języku siły. Zamiast „nie mogę”, zacznij mówić „nie chcę”. Zamiast „muszę” albo „powinienem” zacznij mówić „nie chcę”. Mów też „chcę” wyraźnie i otwarcie, gdy tylko czujesz, że to jest prawda. Porozważaj sobie swoje chęci i niechęci, szczerze i zgodnie z prawdą. Naprawdę, od siebie dowiesz się więcej niż od jakiegokolwiek mądrego specjalisty.
Jeżeli czujesz, że czegoś chcesz – zrób to! Oczywiście bez naruszania granic innych.
To możesz zrobić dla siebie tu i teraz.

Zaraz potem zabierz się za szukanie dla siebie profesjonalnego terapeuty, gromadzenie wiedzy, udział w warsztatach. Jeżeli coś jest dla Ciebie zbyt dołujące, to zmień na co innego, byle się działo i żeby kierunek był taki, jaki Ci jest potrzebny. Pamiętaj przy tym, że warto konfrontować się ze swoimi emocjami i pogłębiać poziom kontaktu ze sobą, jednak nic na siłę, lecz zgodnie z tym, co Ci jest potrzebne dzisiaj.

Wspominasz też o rodzicach i dziwisz się, że mimo że nie byli uzależnieni, Ciebie coś takiego spotkało, a opisy współuzależnienia są dla Ciebie bolesne. Moi rodzice też nigdy nie pili alkoholu ani w ogóle chyba nie byli od niczego uzależnieni. Ani mnie nie bili. Mimo to, gdy patrzę z perspektywy lat (hehe) na swoje dzieciństwo i swoje życie, to wcale się nie dziwię, że tak się ono później potoczyło, jak się potoczyło. Właściwie dopiero teraz i bardzo po trochu budzę się i odzyskuję zdrowe życie.
Rodzice nieraz popełniają błędy, z których sami nawet nie zdają sobie sprawy i mimo całkiem dobrych intencji nie radzą sobie w swojej roli. To nie jest ich wina, bo ich rodzice też pewnie popełniali błędy, natomiast są za to odpowiedzialni. Nieraz to się ciągnie przez kilka pokoleń. Dlatego tak ważna jest praca nad sobą – żeby przerwać zaklęty krąg i uwolnić się od duchów przeszłości. Profesjonalna pomoc terapeutyczna – oto od czego moim zdaniem najlepiej zacząć, żeby wystartować efektywnie i odnieść sukces.

Mam nadzieję, że to, co napisałam, będzie dla Ciebie pomocne.

Pozdrawiam Was wszystkich i serdecznie zachęcam do komentowania.
Justyna

One Response so far.

  1. x pisze:

    Dziękuję Ci Justynko za ustosunkowanie się do moich słów. Przeczytam to kilka razy, prześpię się z tym i napiszę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *