Czarno-białe życie

Kocham go. Nienawidzę siebie. Nienawidzę go. Nawet go nie lubię. Muszę z tym skończyć. Nie mogę nic na to poradzić. Do niczego się nie nadaję. Zniosę każde cierpienie.
Nieraz do głowy takie mieszane myśli kłębią się w głowie. Znasz to? To jesteś współuzależniona. A przynajmniej masz dobre zadatki.
Oczywiście takie myślenie wiąże się z dużym stresem, ale wcale niekoniecznie wywołuje je stres, któremu jesteśmy poddawane teraz.

To jest wspomnienie stresu z dawnych czasów.

To jest stres, w który wpadamy jak w koleiny schematycznego myślenia. Właściwie nie musimy, lecz przyzwyczajenie zmusza nas do przestawienia się na ten właśnie tor myślenia, a potem już tylko jedziemy dalej.

Takie czarno-białe myśli są dla osób współuzależnionych (a także dla uzależnionych) dość charakterystyczne. W stresie objawiają się czasem w postaci takiej mieszanki jaką zacytowałam na początku. Gdy jest spokojniej, czarno-białe myślenie przejawia się surowością ocen, krytykowaniem siebie lub innych, irytacją lub niezrozumieniem, gdy ktoś okazuje się inny od nas, brakiem tolerancji, a także przymusem udowodnienia innym, że to my mamy rację.

Czarno-białe myślenie przeszkadza w życiu i w rozwoju osobistym.
Dlaczego?
Wydaje mi się, że przede wszystkim dlatego, że oddala nas od prawdy i od rzeczywistości. Po drugie, przeszkadza w konstruktywnym działaniu, ponieważ nie pozwala dostrzec rzeczywistych problemów, ani wymyślić dla nich skutecznych rozwiązań.

Rzeczywistość nie jest czarno-biała. Jest bardzo różnorodna. I o wiele łatwiej dotrzeć do prawdy gdy staramy się zrozumieć tę różnorodność i przyglądać się jej z zaciekawieniem, a nie wpasowywać do szufladek, potępiać lub uwielbiać.

Skąd się w ludziach (hehe, we mnie też) bierze chęć myślenia czarno-białego?

Po pierwsze – ze stylu wychowania. Po drugie – z kultury. Gdy rodzice wychowują dziecko odrzucając je, gdy robi coś nie po ich myśli, okazując mu dezaprobatę, brak zrozumienia, albo wyśmiewając się z jego nieporadności, świat staje się czarno-biały. Emocje robią się zbyt silne. Kogoś trzeba nienawidzić, a kogoś kochać. Ktoś jest ideałem i zawsze w porządku, a ktoś jest śmieciem. Czasem, żeby nie wyszło, że to my jesteśmy śmieciem, skazujemy na tę rolę kogoś innego. Misie, lalki, głupie koleżanki. To zostaje w głowie. Dorośli, którzy nie przestali myśleć czarno-białymi koleinami nienawidzą Murzynów, Żydów, zwolenników innej partii, różnie bywa. Jednak podskórnie, dopóki czarno-biały schemat funkcjonuje, czasem przypominają sobie o tym, kim są w porównaniu ze swymi kochanymi-znienawidzonymi rodzicami. Kultura to czarno-białe postrzeganie świata dodatkowo umacnia. Podkreśla różnice, zaciera podobieństwa. Stwarza pola do rywalizacji. Karze częściej niż nagradza. Boleśnie odrzuca i wyraża dezaprobatę.

Tak zatem zarówno ja, jak i prawdopodobnie także Ty, jesteśmy wytworem takiego właśnie sposobu wychowania dzieci i młodzieży. Nie sprzyja on poznawaniu prawdy, ani samodzielnemu myśleniu. Nie jest to być może niczyja wina – w końcu ich tak samo wychowano. Wydaje mi się jednak, że jako dojrzali ludzie możemy się postarać pomyśleć samodzielnie i wyrwać się z tego schematu. Poszukać prawdy o rzeczywistości, a jeśli coś nam w niej nie pasuje – postarać się o skuteczne rozwiązania.

Od czego bym zaczęła uczenie się kolorowego życia?
Od przyglądania się rzeczywistości i mówieniu sobie „Aha. Więc to tak jest”. I tyle. Bez ocen, bez obrazy. Nawet jeśli coś jest całkiem inne.

Potem przyjrzałabym się w ten sam sposób sobie samej. „Aha. Moja sytuacja wygląda tak.” Nie wiem teraz jaką decyzję podjąć, mogę więc także nie podjąć żadnej – to też jakaś decyzja, może okazać się bardzo dobra. Poczekam jeszcze trochę. Tydzień, miesiąc… ale zapiszę sobie w komórce przypomnienie, żeby sprawdzić jak się sprawy mają po tym terminie, żeby nie przestać się tym zajmować, bo inaczej – to jak rozwiążę skutecznie moje sprawy?

Nieraz się mnie pytacie co robić, gdy czujecie się zmuszone podjąć jakieś działania, ale bardzo się boicie takiego „kroku”. Na przykład wyprowadzki. Albo wystawienia jego rzeczy. To ja powiem tak: w takiej sytuacji idź do terapeuty i przy nim(niej) dlaczego tak bardzo się tego boisz i czego tak naprawdę się najbardziej obawiasz. A jak nie do terapeuty, to do grupy. Zamiast podejmować szybką decyzję, możesz zacząć od uczenia się podejmowania dojrzałych decyzji. Pytania się siebie „czego tak naprawdę chcę?” „Co jest dla mnie naprawdę ważne?”

Mogę Ci zaproponować na tę okoliczność ćwiczenie, o którym już wspominałam nieraz – wagę z zaletami i wadami Twojej obecnej sytuacji. Podawałam ją jako przykład rozpiski plusów i minusów życia w towarzystwie alkoholika, ale jest ona dość uniwersalna. Szukaj na blogu i w mojej książeczce o pierwszym kroku

Pamiętaj, że Twoje ciało i Twoja podświadomość znają doskonale odpowiedzi na wszystkie ważne pytania dotyczące Ciebie i Twojego szczęścia. Tylko trzeba umieć się do nich dobrać. Nie nerwowo, spokojnie, delikatnie, przyjaźnie. O wiele też łatwiej do nich się dostać, gdy patrzysz na świat realistycznie, widząc całą jego różnorodność i rozumiejąc, że taki to on właśnie jest.

miłe komentarze zawsze widziane…
Justyna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *