Czy ktoś uzależniony musi sięgnąć dna?

Wśród zadawanych mi pytań trafiłam na jedno bardzo moim zdaniem ciekawe, wręcz filozoficzne. Czy ktoś uzależniony musi sięgnąć dna? Zastanowienie się nad nim może przynieść całkiem praktyczne skutki, tak mi się przynajmniej wydaje.

Pytanie było takie:

Czy są naukowe dowody, że ktoś uzależniony musi sięgnąć dna?

Czy są gdzieś dane dotyczące tego, ile jest osób po sięgnięciu dna (szczególnie po rozwodzie) zdecydowało się zerwać z nałogiem? 

Rzuciłam się do światowej bazy artykułów naukowych (EBSCO), zajrzałam na Google Scholar, Researchgate… i niestety… malutko tego… Ale i z tego malutkiego coś mi się udało wyskrobać, więc relacjonuję:

Czyżby temat był niezbadany? Dlaczego? Czy ktoś uzależniony musi sięgnąć dna, czy nie?

Prób naukowego badania tego, czy osiągnięcie dna jest pomocne, jest niewiele. A to dlatego, że w tradycyjnie prowadzonych badaniach naukowych konieczne jest precyzyjne definiowanie zjawisk, inaczej badanie ich nie ma sensu. Zawsze patrzy się, czym jest badane zjawisko (zmienna). A tymczasem… czym jest osiągnięcie dna? Co to oznacza osiągnąć dno?

Co trzeba stracić, by osiągnąć dno?

Powiecie, stracić wszystko. A czym jest wszystko? Dla jednego to będzie utrata pracy, domu, dla kogoś innego utrata honoru. Jeszcze ktoś inny zadowoli się namiotem na trawniku przy przelotowej trasie, nawet wśród śmieci. Byle za krzakami i żeby na wódkę użebrać. I czuje się wystarczająco szczęśliwy, bo wolny. Jeszcze ktoś inny nie czuje że osiągnął dno nawet gdy jest krańcowo wyczerpany i po prostu chory. Dla jednego dnem będzie odejście żony, inny się z tego ucieszy, to żona będzie nieszczęśliwa.

W każdym razie bardzo trudno powiedzieć, co to znaczy osiągnąć dno. I większość naukowców podejmujących ten temat właśnie to zastrzega na samym wstępie. Kilka prac na ten temat analizuje czym może być osiągnięcie dna.

Drugie pytanie, jakie warto zadać, to czym jest pozbieranie się po osiągnięciu dna?

Może totalną abstynencją? Może chwilową próbą? Również i na to pytanie każdy w zasadzie mógłby sobie sam odpowiedzieć.

Dwa słowa o metodach naukowego badania uzależnień

Tradycyjna metoda prowadzenia badań, polegająca na znalezieniu konkretnie zdefiniowanych czynników, zmierzenia ich poziomu u ludzi, a potem obliczeniu zależności jest tu, jak widać, trudna do zastosowania. Najnowsze metody naukowe, tak zwane jakościowe, umożliwiają sprawdzenie tego w sposób pewniejszy. Prowadzenie takich badań jest niestety trudne, długotrwałe, pracochłonne i kosztowne. Dlatego tak mało rezultatów. Szansą dla badaczy jest wykorzystanie komputerów oraz sieci społecznościowych.

W książce „Introducing Qualitative Research in Psychology”, Carla Willing cytuje badania Patricka Biernackiego oraz innych psychologów badających zjawiska uzależnień, które właśnie miały charakter jakościowy. Są więc szanse, że liczba takich badań będzie rosła, a więc wiedza na ten temat będzie coraz pewniejsza.

Willing, C. (2013) Introducing Qualitative Research in Psychology, McGraw Hill Education, Open University Press: Maidenhead. 

A jednak już istnieją badania, z których wynika, że „coś w tym jest”

Badanie „Hitting rock bottom” prowadzone przez polskich psychologów w 2016 r. wykazało, że utrata zasobów jest jednym z lepszych wskaźników tego, że pacjent ukończy leczenie, nie zrezygnuje gdzieś po drodze.

Gruszczyńska,E., Kaczmarek, M., Chodkiewicz, J. 2016 Nord J Psychiatry. Hitting rock bottom? Resource loss as a predictor of alcoholism treatment completion. Nord J Psychiatry. 70(5):351-7.

W 1994 r. John Cunningham i inni pytali pacjentów w dwóch klinikach terapii uzależnień o powody podjęcia decyzji o zgłoszeniu się na terapię. Najczęściej podawane przyczyny to „rozważenie za i przeciw” oraz „ostrzeżenie od małżonka”. Sprawdzali także, jak się ma podawana przyczyna do faktycznego przejścia do końca przez całą terapię. Najlepiej pod tym względem wypadły: „rozważanie za i przeciw”, „osiągnięcie dna”, oraz doświadczenie „znaczącej zmiany stylu życia”.

Cunningham, J.A., Sobell, L.C., Sobell, M.B., Gaskin, J. (1994). Alcohol and drug abusers’ reasons for seeking treatment. Addictive BehaviorsVol. 19, Nr 6. 691-696

2 komentarze so far.

  1. Renata napisał(a):

    Nie lubię teorii dna dla uzależnionego- czekałam na to kilka lat, ale okazywało się, że mój syn ma zawsze „drugie dno”i zawsze może być gorzej…Trafiłam na książkę Wiktora Osiatyńskiego, w której pisze, że jest taki moment, w którym trzeba podać rękę, inaczej człowiek się stoczy, bo nie będzie miał nic- ani adresu, ani dokumentów, ani możliwości podjęcia pracy i wtedy zostaje ulica…Powiedziałam, że pomogę, ale nie wolno pić-zaczął brać tabletki, podjął pracę, wyszedł na prostą.Były dwie próby picia, obie skończyły się w szpitalu, ale to były jego decyzje.Wyprowadził się, pracuje w Holandii, nadal się wspomaga tabletkami bo mówi, że na niego terapia nie działa- widocznie to jeszcze nie ten czas, do terapii trzeba dojrzeć.

    • Justyna_Jannasz napisał(a):

      Dziękuję Ci za podzielenie się tym doświadczeniem. Oczywiście, osiągnięcie dna jest sprawą subiektywną i nigdy nie wiadomo, czy to już jest to dno, czy jeszcze nie. Jednak bardzo bolesne jest patrzeć, jak ukochana osoba za nic nie chce przyjąć pomocnie wyciągniętej dłoni i tylko się buntuje, im bardziej inni chcą pomóc, tym paradoksalnie ona brnie dalej w uzależnienie. A przy okazji rani tę osobę z pomocną dłonią i nieraz naprawdę ją krzywdzi. Myślę że postawa kocham cię i będę ciebie wspierać, ale twojego uzależnienia nie, jest najrozsądniejsza 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *