Czy osoba współuzależniona, jest w stanie związać się ze zwyczajnym mężczyzną?

„Czy jesteś w stanie powiedzieć mi czy osoba współuzależniona, jest w stanie związać się ze zwyczajnym mężczyzną, mężczyzną który jest w domu i nie ma nałogów?”

„Dlaczego ładuję się w związki tak toksyczne, że aż kończy się to tragicznie?”

Witajcie!
Nieraz osoby współuzależnione zauważają, że zamiast związać się z kimś, z kim będą prowadzić spokojne, szczęśliwe życia, wciąż trafiają na ludzi, którzy fundują im huśtawkę emocjonalną i z którymi trudno współpracować przy tworzeniu rodziny i budowaniu wspólnej przyszłości.

Jeszcze częściej się jednak zdarza, że zauważają to dopiero wówczas, gdy bardzo wiele wycierpiały i postanowiły coś z tym zrobić, to znaczy, w czasie terapii współuzależnienia lub w grupie wsparcia.

Jakimś tajemniczym sposobem osoby te wydają się „przyciągać” albo alkoholików i innych uzależnionych partnerów, albo osoby emocjonalnie niestabilne, niezaradne życiowo, skupione na sobie, wykorzystujące innych bez skrupułów, nie tylko emocjonalnie, ale nieraz też fizycznie i finansowo. Może im się nawet w pewnym momencie wydawać, że tak naprawdę WSZYSCY możliwi kandydaci na partnera są jacyś uszkodzeni, że populacja dobrych, uczciwych i zdrowych mężczyzn (czy kobiet) wyginęła.

Dlaczego tak się dzieje? Czy działa tu jakaś magia?
A po drugie – jeżeli takie przyciąganie faktycznie się odbywa, czy osoba, która ma skłonności do współuzależnienia, może związać się z kimś, kto jest normalny, trzeźwy i spokojny, i prowadzić szczęśliwe życie u jego boku?

Spróbujmy sobie odpowiedzieć na te pytania, choć na pewno nie będzie to takie łatwe. Wiele na ten temat czytałam i brałam udział w wielu dyskusjach… widzę to obecnie w sposób następujący:

Myślę, że powstawanie relacji między ludźmi płci odmiennych przebiega dwuetapowo. Są to dwa duże, główne etapy.
Etap 1 – przyciąganie kandydatów
Etap 2 – wybór partnera

Etap pierwszy polega na wzbudzeniu zainteresowania – w sposób świadomy lub nieświadomy, w pewnej grupie osób płci przeciwnej, a także na okazaniu im zainteresowania w sposób, który zaprosi ich choćby wstępnie do znajomości.

Etap drugi to podjęcie jakiegoś rodzaju zobowiązań, dzięki którym można powiedzieć, że dwoje ludzi stało się parą. Oczywiście to jest ogromne uproszczenie, bo przecież potem rozwijają się kolejne etapy znajomości.

Na każdym z tych etapów wywierasz pewien wpływ na innych ludzi. Faktycznie, w pierwszym etapie, przyciągasz do siebie pewne osoby, a inne do siebie zniechęcasz. Robisz wiele różnych rzeczy, które zachęcają potencjalnych partnerów do zbliżania się do Ciebie. Część z tych rzeczy robisz nieświadomie, a część świadomie, na przykład ładnie się ubierasz, perfumujesz, uśmiechasz…

Jeżeli obawiasz się, że nie przyciągasz wystarczającej liczby sensownych kandydatów na partnera, być może warto się zastanowić, kogo chciałabyś przyciągać i spróbować dopracować te metody przyciągania wymarzonego partnera, na które masz świadomy wpływ. Być może warto też powiększyć grono znajomych o jeszcze kilka sympatycznych, normalnych osób, gdyż zwiększenie aktywności towarzyskiej może spowodować, że Twój wymarzony partner pojawi się na Twojej drodze. Samotnicze życie, mały, zamknięty krąg znajomości, ograniczenie kontaktu z płcią przeciwną, to oczywisty sposób na zmniejszenie szans na poznanie kogoś wartościowego na całe życie. Musisz jednak być skrajnym samotnikiem, lub osobą celowo zniechęcającą innych ludzi, żeby nie mógł znaleźć się ktoś – dobry i fajny, kto Cię pokocha.

Drugi etap jest moim zdaniem jeszcze ważniejszy od pierwszego – wybór partnera spośród możliwych. Co jest najważniejsze w tym wybieraniu? Silne emocje? Cudowny seks? Przyjaźń? Wspólne zainteresowania? Wspólne plany i dążenia?

Myślę, że wszystko po trochu. Na pewno warto mieć podobną wizję wspólnego życia. Jakoś trudno mi uwierzyć też w związki, w których w pewnym momencie (raczej na początku) nie pojawiło się silne uczucie, fascynacja tą drugą osobą, a także w których ktoś nie czuje spełnienia pod względem fizycznym.

Jednak tak naprawdę, nasz wybór partnera odbywa się w dużym stopniu na poziomie podświadomym. Możemy całkiem nie zdawać sobie sprawy z tego, że tak naprawdę kierujemy się zupełnie innymi kryteriami, niż się wydaje naszemu świadomemu umysłowi.

A oto jakie kryteria mogą być dla nas – i na ogół są – podświadomie ważne:

– czy z tym partnerem możemy liczyć na udany seks?
– czy ten partner zaspokoi moje deficyty z dzieciństwa?
– czy przy tym partnerze czuję się jak u siebie, to jest jak w rodzinie pochodzenia?
– czy ten partner podnosi mój status społeczny?
– czy ten partner podnosi mój prestiż?
– czy z tym partnerem mogę mieć zdrowe, ładne i mądre dzieci?
– czy ten partner da mi i potomstwu poczucie bezpieczeństwa duchowego, czy będzie uczciwy i wierny?
– czy ten partner da mi i potomstwu poczucie bezpieczeństwa materialnego?
– czy ten partner będzie się mną opiekować w chorobie i na starość?
– czy ten partner będzie o mnie dbać?

Wiem, że do zadawania niektórych spośród tych pytań niechętnie się przyznajemy. A jednak są one dość ważne. Co ciekawe, jeżeli nie zastanawiamy się nad naszymi potrzebami, nad tym, co jest w życiu ważne i co mieści się w zakresie naszej odpowiedzialności, a co nie, na ogół pytania powyższe zadajemy sobie właśnie w takiej kolejności, w jakiej je wymieniłam. To przynajmniej wynika z rozlicznych opracowań tematu stworzonych przez specjalistów, lekarzy, terapeutów i innych znawców tematu.

Najciekawsze jest właśnie to, że na jednym z pierwszych miejsc na naszej liście znajduje się „zaspokajanie deficytów z dzieciństwa”. Tak tak, nawet Eric Berne w swoich pracach na temat gier społecznych pisze, że częścią, która tak naprawdę dokonuje wyboru partnera, jest wewnętrzne Dziecko. Gdy młody człowiek idzie na imprezę, jego dorosła część zajmuje się grami towarzyskimi, takimi jak rozmowy, tańce, jedzenie, picie… a tymczasem jego wewnętrzne dziecko rozgląda się w poszukiwaniu partnera, przy którym można liczyć na przedłużenie historii jego rodziny, rozwiązanie niedokończonych konfliktów z dzieciństwa, na powrót do domu i pozostanie w nim. Na to prawdopodobnie najbardziej liczymy. To tłumaczy, dlaczego tak często ludzie dobierają sobie na partnerów i partnerki ludzi w jakiś sposób podobnych do ich rodziców. Ponieważ dzieje się to nieświadomie, podobieństwa te nie muszą być widoczne na pierwszy rzut oka. Nieświadoma część mózgu jest w stanie analizować dane wzrokowe, słuchowe i chemiczne znacznie szybciej i sprawniej, niż część świadoma. Jest więc w stanie przeprowadzić znacznie głębszą analizę, niż nasz biedny świadomy umysł.

Oznacza to także, że nieświadomie poszukujemy na partnerów ludzi, którzy w naszej nowej rodzinie będą tworzyć podobny układ, jaki tworzyli nasi rodzice, na przykład układ pełen napięć i silnych, skrajnych emocji. Albo wręcz zastąpią nam rodziców, a my będziemy występować w roli dziecka. Niestety jeżeli w dzieciństwie coś się działo z nami nie tak, jak powinno i jeżeli nie pracujemy nad naprawieniem tego, łatwo jest wciągnąć partnera do roli zaspokajacza naszych niezaspokojonych potrzeb z dzieciństwa. Nieraz oznacza to związanie się z kimś takim, jak nasz rodzic (np. rodzic niestabilny emocjonalnie lub niedostępny emocjonalnie) i dokonywanie prób „odkręcenia historii”, tak by tym razem potoczyła się ona szczęśliwiej, niż w czasach dzieciństwa.

Niestety na ogół takie marzenia i próby kończą się źle, kolejnym toksycznym układem. Jeżeli w dzieciństwie doświadczyliśmy czegoś niedobrego, jedyną metodą na poradzenie sobie z tym jest praca własna, a nie używanie do rozwiązywania swoich spraw innych…

Tak więc doszłam do momentu, gdy chcę odpowiedzieć na początkowe pytania. Owszem, to jest możliwe, pod warunkiem, że swoje konflikty i deficyty z czasów dzieciństwa rozwiążesz samodzielnie lub z terapeutą, bez wciągania swego partnera do roli rodzica. Drugim warunkiem, by związać się z kimś, kto nie ma tendencji do uzależnień jest bezwzględne wybieranie osób, które nie mają takich tendencji. A to oznacza zrozumienie czym te tendencje są i jak się przejawiają. Konieczne są długie rozmowy, zgodność co do wyznawanych wartości, a także wspólna i indywidualna praca nad poszerzaniem świadomości.

Myślę, że im głębiej sięga nasza świadomość do naszych potrzeb i konfliktów wewnętrznych, tym mamy większe szanse związać się z kimś takim, jakiego chcemy. Po prostu im lepiej rozumiemy co się w nas dzieje, tym łatwiej nam wychwytywać sygnały ostrzegawcze i tym lepiej będziemy rozumieć co oznacza zapalająca się czasem czerwona lampka. Czy ją zignorujesz? Czy w panice natychmiast zaczniesz uciekać? A może nauczysz się odczytywać wszystkie nawet drobne sygnały i bez nadmiernej podejrzliwości umieć w razie czego zareagować?

Jeżeli zainteresował Cię ten tekst i myślisz, że chciałabyś pracować nad poszerzaniem swojej świadomości, proponuję Ci na początek lepsze poznanie swoich uczuć. Co one oznaczają? Czy z zamieszania, jakie się czasem w głowie pojawia można wyłuskać pojedyncze sygnały, mówiące bezwzględnie prawdę? Moim zdaniem tak. Na początek zachęcam Cię do przyjrzenia się liście uczuć, którą możesz bezpłatnie pobrać z mojej strony.

Serdecznie Was pozdrawiam i zachęcam do komentowania oraz – oczywiście – do pobierania listy uczuć.
Justyna

2 komentarze so far.

  1. jola pisze:

    Witam może napiszę o sobie, pierwszy mąż miał zaburzenia osobowości wyszło na końcu jego życia. Rostalam się z nim, bo mnie zdradzał przy pomocy psychiatry dużo rozmawialiśmy. Później byłam długo sama stanęłam na nogach i było mi dobrze,ale mężczyzn traktowalam bardzo feministycznie. Do dzisiaj nie pozwalam sobie na głupie teksty, nieszanowanie.No i wyjechałam do niemiec zakochałam się i co wybrałam alkoholika. Nie rozumiałam tego problemu
    na początku postawiłam na ostrzu noża, i pił tylko na wczasach.Tak ze było ok
    niestety długo to nie trwalo, ale teraz postawiłam jasno nie ma picia w domu
    i znajomi wszyscy to wiedzą, czasami chcą to przeforsować i mówię spokojnie nie w tym domu.Wczasy zaczynam spędzać osobno, co mu się nie podoba.
    Ale nie musze w tym uczestniczyć i tak samo z imprezami nie jadę jak pije.Teraz jest tak ze on widzi że się oddalilam, wiem ze mnie kocha ale u mnie coś się wypalilo.
    I na razie tego się trzymam.Tak czasami myślę że może będę miała szczęście spotkać zdrowego mężczyznę.Jak to mówią do 3 razy .Tylko teraz włączę rentgen

    pozdrawiam jola

    • Justyna_Jannasz pisze:

      Mówią, że najlepszym rentgenem jest dobra znajomość siebie 🙂 Życzę Ci żebyś spotkała osobę, którą chcesz spotkać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *