Czy wsadzanie „kija w mrowisko” po tylu latach ma sens?

kij w mrowisko

Witajcie!
Dziś chciałam się z Wami podzielić opowieścią jednej z Was. Jakiś czas temu pisałam o alkoholikach, którzy na zewnątrz funkcjonują bez zarzutu. Wielu z nich jednak nie potrafi dać swoim bliskim tego, czego najbardziej potrzebują: kochającego, prawdziwego siebie. Kłótnie, milczenie, sztywność, dystans, brak zainteresowania, huśtawka emocjonalna, burze i brak bezpieczeństwa – to częsta rzeczywistość w rodzinach, w których gości alkohol – nawet jeżeli na zewnątrz udaje się zachować pozory, nawet jeżeli żyje się w dostatku.

Ciekawe, jak często osobą, która problem zaczyna nazywać po imieniu jest dorosłe lub dorastające dziecko. Często odkrycie to bierze się z poszukiwania rozwiązania problemów, które mamy „ze sobą”. Często też odkrycie, że jest się dzieckiem alkoholika, jest zaskoczeniem, choć niby było to zawsze oczywiste. To jednak zupełnie co innego „mieć ojca, który pił”, a co innego „być dzieckiem alkoholika”. Jednocześnie, nagle dowiadujemy się, że są ludzie, którzy choć mieli problemy podobne do naszych, zrobili coś, dzięki czemu teraz prowadzą szczęśliwe życie i nie mają już żadnych „problemów ze sobą”. Wtedy budzi się nadzieja, że skoro tak, to ja też mogę być szczęśliwa i zdrowa. Z zapałem bierzemy się do dzieł i staramy się „naprawić” naszą rodzinę. Tylko – to jakoś nie wychodzi. Rodzice okazują się niereformowalni, nie słuchają rad, nie chcą niczego zmieniać, nawet jeżeli są niezadowoleni ze swojego losu. Niektórzy się na swoje dzieci wręcz obrażają – że wyciągają na wierzch stare sprawy, że odkrywają tajemnice, których nie powinno się zdradzać, że się buntują przeciwko rodzicom. Czy takie „wbijanie kija w mrowisko” ma w ogóle sens?

Mam 22 lata, mój tata jest alkoholikiem, pije odkąd pamiętam. Nigdy nie miał z nami dobrych relacji, były jako takie, bardziej formalne, suche, bez uczuć, szczerych rozmów. Mam starsze rodzeństwo, gdy byłam młodsza o tym, że tata pije wiedzieli wszyscy, jednak nie rozmawialiśmy o tym otwarcie. Mama starała się nie narażać nas na negatywne emocje, agresję ojca, przykre rozmowy, chociaż i tak byliśmy świadkami kłótni „po alkoholu”, widzieliśmy co przeżywa mama. Gdy tata przestawał pić, wszystko wracało do normy, wszyscy udawaliśmy, że wszystko jest ok (zresztą to typowe zachowania rodziny alkoholowej. Od kilku lat mama zaczęła już z nami rozmawiać o tym problemie, zaczęła się zwierzać ze swoich problemów nam, bo na tatę nie może liczyć. Ja zaczęłam się interesować tematem alkoholizmu, przeczytałam masę książek o tej tematyce, dowiedziałam się o współuzależnieniu, o DDA i nie mogłam uwierzyć jak bardzo dotyczy to mnie, mojej rodziny. Z jednej strony się przeraziłam a z drugiej odetchnęłam z ulgą, że nie jestem sama z tym problemem, ze jest to sprawa powszechna, zbadana i są osoby i instytucje, które mogą mi pomóc i że nie musimy z tym żyć. Relacjonowałam to mamie, zachęcałam do czytania, do skontaktowania się z psychologiem, jednak ona była oporna, chyba nauczyła się już z tym żyć, mimo, że było jej źle, to nie chciała nic zmieniać, nie widziała też żadnego wyjścia z tej sytuacji. Ja sama wiedziałam, że muszę podjąć jakieś kroki, ale brakowało mi czegoś, co by mnie „popchało” do tego..i zwlekałam. Z racji tego, że studiuję w innym mieście, to w roku akademickim w domu jestem tylko w weekendy, więc powiedzmy, że jestem trochę od „tej” sytuacji odizolowana. Jednak w minione wakacje mój ojciec tak nadszarpnął zdrowie mamy i moje, jego picie się nasilało i związane z tym jego zachowanie było nie do wytrzymania, że wzięłam się w garść. Pojechałam z mamą do psychologa, który dyżurował w miejskim ośrodku rozwiązywania problemów alkoholowych. Za jego namową złożyłam wniosek o przymusowe leczenie, założyłam niebieską kartę i zostało wszczęte postępowanie karne o znęcanie się psychiczne, jednak za namową mamy wycofałyśmy się z tego. Zorganizowałam też rodzinne spotkanie, na którym powiedziałam tacie, że chcemy mu pomóc i chcemy, żeby podjął leczenie, a jeśli nie chce, to my go zgłosimy. Chcieliśmy dać mu ostatnią szansę, po dobroci. Niestety spotkanie obróciło się w jedną wielką kłótnię, chociaż mieliśmy tego uniknąć. Tata krzyczał, stawiał tak nielogiczne argumenty, obrażając przy tym wszystkich. Miałam wtedy dużo siły żeby walczyć, mama zaczęła regularnie chodzić na spotkania z psychologiem. Tata dostał wezwanie na policję, na komisję ds. alkoholowych, trochę się uspokoił, chociaż miał do mnie pretensje i robił wszystko, żebym czuła się winna i wycofała się z tego, co do tej pory zrobiłam.
Trochę długi ten mój wywód. Tata jeździ też do psychologa, ale nie widać żadnej zmiany, on nie widzi dalej problemu, twierdzi, że tym co robię osiągnę odwrotny skutek, że on zacznie jeszcze bardziej pić. Nie wiem co mam dalej robić, z moim tatą już nikt z rodziny się nie dogaduje, ranimy się tylko nawzajem, wiem, że mojej mamie ten związek nie służy, ona jest świadoma problemu, ale jest trochę jak męczennica, nie chce słyszeć o rozwodzie ani separacji. Chciałabym, żeby w domu było normalnie, jeśli mój tata nie chce się leczyć, to żeby chociaż nie zaburzał spokoju domowego, nie ubliżał, poczuwał się do obowiązków, nie dokuczał, nie znęcał się psychicznie. Sama nie wiem jak postępować, wiem, że jestem DDA i chyba powinnam zacząć naprawiać tą sytuację od siebie… jak się zachowywać względem ojca..? kłótnie z nim nie mają sensu, chociaż czasami wydają się nieuniknione, traktować go jak powietrze, najtrudniejsza jest twarda miłość… nasza relacja jest już tak nadszarpnięta, mam w sobie tyle urazy i negatywnych emocji, że nie potrafię być dla mojego taty miła, nie potrafię z nim rozmawiać, nie potrafię się na niego otworzyć… Czuję się zagubiona, nie wiem czy gdyby moja mama inaczej postępowała on nie wpadłby w ten nałóg, czy on po prostu ma taki charakter, czy miał trudne dzieciństwo, czy winić tylko alkohol?
Moja mama ma typowe objawy współuzależnienia, jest dobrą kobietą, aż za dobrą, stwarzała tacie warunki do picia… a taty praktycznie w ogóle nie znam, zawsze był, ale jakby go nie było, fakt – pracował, ale poza tym jego główne zajęcia to telewizja i gazety, dawał pieniądze, ale nie interesował się zbytnio życiem rodzinnym, problemami, wychowywaniem nas, on był sam dla siebie najważniejszy. Mama zajmowała się wszystkim w domu, była głową i szyją, była dla nas mamą i tatą… rodzice mają już po 60 lat, ja w zasadzie rozpętałam obecną wojnę domową, bo wsadziłam kij w mrowisko, czy po tylu latach jest sens coś z tym robić, czy lepiej zostawić tą sprawę taka jaka jest? szkoda mi mamy, wiem, że moje rodzeństwo, mimo iż ma już swoje rodziny, też ciągle przeżywa ten dramat…
Wiem, że miałam spytać o jedną rzecz, ale jakoś mam problem z wybraniem tej najważniejszej, i czuję potrzebę podzielenia się z kimś tym, co mnie nurtuje.
Nie oczekuję nawet odpowiedzi, bo może trudno to ogarnąć, dziękuję, że mogłam się wygadać…

Jak się Wam wydaje, warto czy nie warto?

4 komentarze so far.

  1. sabina pisze:

    warto,nawet trzeba jestem na terapii współuzależnienia,mam 56 lat i36 lat życia w małżeństwie z problemem alkoholowym.życzę wytrwałości

  2. Teresa pisze:

    Jak najbardziej…mam 55 lat i chodzę od roku na terapię dla współuzależnionych….zmieniam się i bardzo się z tego cieszę….od 3 miesięcy mój mąż podjął przymusowe leczenie dla AA /choroba go zmusiła/ i cieszę się…było ciężko też nie mogłam się dogadać z mężem ale teraz mówi już „ludzkim głosem” jest spokój…jest coraz lepiej…nawet jak się posprzeczamy to jest „spokój” jeśli mogę to tak określić…także odwagi…ja właśnie dzięki mojej córce poszłam na terapię i jestem jej za to bardzo wdzięczna….zobaczysz niedługo wszystko się zmieni na lepsze….tak jak u mnie….serdecznie pozdrawiam… 🙂

  3. Alicja pisze:

    Walcz i leczcie się ,pomagajcie sobie ,wspierajcie się z mamą.Bo warto zacząć żyć własnym ,życiem a nie alkoholika.pozdrawiam i powodzenia.Ja od 6 lat walczyłam i alkoholik wybrał niestety alkohol,ale jestem od 2 miesięcy szczęśliwa bo go nie ma i nie będzie mam taką nadzieję.

  4. Elżbieta pisze:

    Warto żyć w prawdzie – a alkoholizm to choroba zakłamania.
    Kiedyś miałam podobne wątpliwości w stosunku do własnego męża
    Dziś mam wnuki i bardzo dobre stosunki z synową i synem.
    Każde działanie pozbawiające komfortu picia przynosi skutki ,
    nawet czasami pozornie nieskuteczne .Cieplutko pozdrawiam i
    TAK TRZYMAJ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *