Czy współuzależnienie jest nieuleczalne?

W książce „Powrót do swego wewnętrznego domu” John Bradshaw powołuje się parę razy na pracę „Breaking Free of the Co-dependency Trap”, czyli „Ucieczka z pułapki współuzależnienia” Barry’ego i Janae Weinholdów. Chyba nie została ona wydana po polsku, jeżeli się mylę i udało Ci się ją znaleźć po polsku to bardzo proszę daj mi znać.

Miałam jak wiecie ostatnio okazję być tam, gdzie księgarnie są wielkie no i oczywiście uzupełniłam swoją biblioteczkę o kilka mało lub wcale niedostępnych w Polsce pozycji, między innymi właśnie ową książkę Weinholdów.

Robi bardzo zachęcające wrażenie już od pierwszej chwili. Zawiera to, co najbardziej lubię – mnóstwo ćwiczeń, spójną teorię, zero rozwlekłości.

Przede wszystkim jednak bardzo do mnie przemawiają poglądy Weinholdów na współuzależnienie. Po pierwsze, uważają, że na pewno nie jest to choroba, lecz styl bycia wynikający z niedostatków rozwojowych. Doskonale komponuje się to z tym, co twierdzi Alice Miller – moja ulubiona, jak już pewnie zauważyliście.

Ale nie koniec na tym. Uważają oni bowiem, że nie tylko nie jest to choroba, którą należy leczyć lekami, lecz także nie jest to coś nieuleczalnego. Niedostatki rozwojowe można bowiem nadrobić, styl zachowania zmienić na taki, dzięki któremu życie będzie w pełni satysfakcjonujące.

Ile czasu potrzeba, żeby dojść do pełni formy? Weinholdowie zakładają, że potrzeba około miesiąca pracy na każdy rok przeżytego życia. Ale zaznaczają, że podjęcie pracy nad sobą dość szybko przynosi dobre efekty, nie trzeba więc na nie czekać trzech czy czterech lat.

Nie obiecują złotych gór, natomiast proponują pewien program pracy, dzięki któremu to wszystko jest możliwe. Dodają, że wszelkie formy pracy nad sobą, takie jak medytacja, ćwiczenia oddechowe, prowadzenie dziennika, rejestrowanie uczuć, relaksacja i inne, znacznie przyczyniają się do przyspieszenia zmian na lepsze.

Najważniejsza jednak jest chęć uświadomienia sobie prawdy, tego jak było, jak jest i śmiałe przyjrzenie się temu. Nie wskazują przy tym winnych. 98% naszego społeczeństwa to ludzie mniej lub bardziej podatni na współuzależnienie, nie można za to winić ani ich samych, ani ich rodziców, ani współmałżonków. Nawet teściowej. Większość błędów, jakie popełniamy, powstaje nieświadomie i bez złych intencji. Jednocześnie nikogo to do końca nie tłumaczy i nie zdejmuje z nikogo odpowiedzialności. Rzeczywistość nie jest ani czarna, ani biała, tylko kolorowa – taka jaka jest.

Myślę, że jeszcze wielokrotnie będę powracać do tej książki i ją cytować. Jeżeli masz jakieś przemyślenia związane z naszkicowanymi tu zagadnieniami, proszę podziel się w formie komentarza. Jeżeli masz jakieś osobiste pytanie związane ze współuzależnieniem, możesz mi je zadać anonimowo w okienku zapytaj Justynę na prawym bocznym pasku. Na pytania te odpowiadam w blogu oraz w innych moich publikacjach, takich jak np. bezpłatny e-book o współuzależnieniu, który również znajdziesz do pobrania na prawym pasku.

Pozdrawiam bardzo serdecznie,
Justyna

One Response so far.

  1. agacia_ pisze:

    Heh…też odniosłam wrażenie, że współuzależnienia raczej nie wyleczy się lekami…. więc zgadzam się z przytoczoną przez Cibie, Justyno teorią…. być może nawet można je wyleczyć całkowicie….chociaż… tego nie jestem już taka pewna…
    Człowiek to istota niedoskonała…. jednemu zaradza, inne się odzywa… nowemu zaradza, zapomina o poprzednich nowych zachowaniach… rzeczy oczywiste przestają być oczywiste…. wg. mnie praca na całe życie…
    Uświadomienie sobie prawdy… poznanie siebie jaka jestem to podstawa… bo jak zmienić coś czego nie wie się, że trzeba to zmienić… Jednak to nie jest łatwa praca. Czasem staramy się nawet… wydaje się, że już się znamy…rozmawiamy z kimś, kto słucha i odnosi o nas zupełnie inne zdanie w tej kwestii… czasem nawet robimy wieeelkie oczy czy gniewamy się na tą osobę… ja tu tak się starałam, tyle zmieniłam a wychodzi na to , że tak mało zmieniłam… albo obrałam nie ten kierunek…
    Myślę też, że nie ma sensu obwiniać nikogo za nasze współuzależnienie… ani rodziców, ani męża, ani nikogo innego… Rodzice choćby się jak najbardziej starali przekazać dobro dziecku to mogą nie do końca przekazać tak jakby chcieli albo dziecko przyjmie po swojemu…. Mężowi też teoretycznie mogliśmy się przeciwstawić…. innym zresztą też… Myślę, że jeśli chcemy być dorośli i dojrzali to w pewnym momencie powinniśmy zdać sobie sprawę z tego jacy jesteśmy i co powinniśmy zmienić w naszym życiu aby żyło nam się dobrze:)
    Pozdrawiam:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *