Dla dobra dziecka

maternity_2447248Witajcie,

dziś chciałabym poruszyć być może kontrowersyjny temat dobra dziecka w rodzinie, w której ktoś jest uzależniony. Skłoniło mnie do tego poniższe pytanie ze strony www.pelniazycia.pl, gdzie zadaje się pytania anonimowo, a zatem całkowicie bezpiecznie:

„Mam problem z chłopakiem, który jest  alkoholikiem. On twierdzi inaczej. Chciałabym mu pomóc, ale on o tym nie chce słyszeć. Mamy małą córeczkę 2-letnią nie chcę jej skrzywdzić.”

Dobro dziecka jest zdecydowanie najważniejsze. Tylko na czym ono konkretnie polega, i co jest dobre dla dziecka? To pytanie nie ma jednej słusznej odpowiedzi, a zadawanie go rodzi nieraz potężne dylematy.

Chcę w tym miejscu przypomnieć, że każda sytuacja jest mimo wiele podobieństw inna od innych, więc najlepiej jest, gdy każdy w swojej sprawie podejmuje własne decyzje i dokonuje wyborów na własną odpowiedzialność. Inni mogą co najwyżej radzić lub dzielić się wiedzą, doświadczeniem i przemyśleniami, co i ja tutaj robię.

Gdyby nie obecność dziecka, zdrowy rozsądek i wiedza o alkoholizmie skłaniałaby ku wskazaniu rozstania jako jednej z bardzo dobrych możliwości, korzystnych zarówno dla kobiety, jak i dla uzależnionego mężczyzny. Mówi się, że uzależnienie trwa na ogół dopóki ktoś nie walnie porządnie głową w dno dna. Dopiero stamtąd ludzie się podnoszą. Dlatego rozstanie jest jednym drastycznych, ale często proponowanych i nieraz skutecznych rozwiązań.

Ale wiadomo, człowiek to nie tylko rozum i kalkulacje, ale przede wszystkim serce. „Ale ja go kocham!” – to zdanie pada bardzo często. Ja osobiście uważam, że miłość jest niezwykle ważna i może zdziałać cuda, dlatego kierowanie się samym rozumem byłoby, moim zdaniem, głupie 🙂

Jeszcze częstszym argumentem żeby się nie rozstawać jest właśnie posiadanie dzieci i ich dobro. Z jednej strony, wielu dorosłych, którzy wychowali się w uzależnionej rodzinie mówi, że woleliby mimo wszystko, gdyby rodzice się rozstali dawno temu i nie fundowali im oglądania pijaństwa, kłótni, dramatycznych akcji, nie mówiąc o przemocy domowej. Z drugiej strony wiadomo też, że trudno jest rozwijać się w niepełnej rodzinie. Trudne jest konstruowanie nowej rodziny od początku. Trudno jest kontaktować się z rodzicem, który nie mieszka w tym samym domu. Takich argumentów przeciwko rozstaniu rodziców można przytaczać wiele. Poza tym czasem wpada się z deszczu pod rynnę. Czym jest więc to dobro dzieci? Czy zawsze tylko chwilowym mniejszym złem?

To wszystko razem wzięte wygląda jak jakieś błędne koło, sytuacja bez wyjścia. Rozstanie okazuje się rozwiązaniem bardzo prostym, ale jednocześnie bardzo trudnym i psychicznie „kosztownym”.

Gdy czytam różne wypowiedzi na forach internetowych i słucham wypowiedzi na żywo, mam na ogół wrażenie, jakby istniało tylko wszystko albo nic (rozstanie lub życie w uzależnieniu), a „dobro dziecka” lub „ja go kocham” zamykało wszelką dyskusję o jakichkolwiek zmianach i zmuszało do życia tak samo, jak wcześniej. Owszem, czasem ktoś  napisze, że kobiety, które zostają z uzależnionymi też bywają silne, mądre, inteligentne… „bo zobacz ile one muszą wytrzymać.” Tylko że wytrzymywanie nawet przy ogromnym talencie i odporności psychicznej nie ma absolutnie żadnego dobrego skutku – ani dla dobra osoby uzależnionej, ani dla tej drugiej, ani dla dzieci. Uzależnienie po prostu rozwija się wtedy dalej.

Tymczasem gdy się zajrzy nieco głębiej, wychodzi na to, że rozstanie nie jest jedynym sposobem na wyjście rodziny z uzależnienia. Moim zdaniem, problem leży gdzie indziej, nie w byciu razem lub osobno.

Jest to raczej kwestia możliwości trwania w uzależnieniu (czyli motywacja pozytywna), oraz kwestia braku konieczności zerwania z nałogiem (czyli motywacja negatywna). Te dwie motywacje tworzy sobie człowiek uzależniony sam wewnętrznie, ale też tworzy mu otoczenie, między innymi rodzina. Dodam jeszcze, że ludzie mający skłonności do uzależnienia często tak sobie organizują życie, tak sobie dobierają ludzi wokół, żeby możliwości były jak największe, a konieczność rezygnacji jak najmniejsza. 

I tu pojawiasz się TY jako właśnie to otoczenie. Trochę wybrane (jesteś miłą, grzeczną kobietą, która reaguje na odrzucenie i wtedy stara się ze wszystkich sił, żeby było miło i dobrze… jesteś też silna, więc dużo zniesiesz… samodzielna, nie będziesz się czepiać…), trochę przyuczone (stopniowo, powolutku uczysz się znosić coraz więcej), wreszcie orientujesz się, że jest nie tak, zaczynasz się złościć i zrzędzić – a wtedy on ma jeszcze wytłumaczenie, dlaczego musi się odurzyć. A potem on przeprasza, jest dobry, więc znowu zapewniasz mu ciepło i dobre jedzonko… Znasz to?

Jeżeli jesteś takim otoczeniem, nic dobrego z tego nie wyjdzie. Ani dla Ciebie, ani dla Twojego partnera, ani dla dzieci. Co wiecej, rozstanie gwarantuje Ci chaos życiowy i rewolucję, przynajmniej przez jakiś czas. Ale na pewno nie gwarantuje Ci, że następnym razem nie poznasz innego uzależnionego, albo biedulka którym trzeba się ciągle opiekować, albo niedostępnego emocjonalnie – który znów wciągnie Cię w taki sam wir. Jeżeli chcesz przerwać to błędne koło, to TY MUSISZ SIĘ ZMIENIĆ. Czasami wystarczają drobne korekty, które czynią cuda. Czasami jest to poważniejsza praca. Ale jest ona możliwa do wykonania.

Dobro dziecka polega na tym, że będzie się wychowywać w pełnej rodzinie, bez uzależnienia. I taki cel sobie postaw. Ambitny, a co. Pytanie, czy Twój partner będzie z Tobą w tym współpracować.

Może się zdarzyć, że mimo zmian w Tobie uzależniony partner nic nie zmieni. Gwarancji nie ma, bo wpływ na niego masz tylko pośredni. Nie na wszystko jesteśmy w stanie poradzić. Jeżeli Twojemu partnerowi jest wszystko jedno, być może warto jednak rozważyć rozstanie. W związku jest tak, że każdy musi wykonać swoje 100%, nie ma dzielenia na połowy ani przejmowania odpowiedzialności. Jednak zmiana Twojej postawy i wzięcie spraw w swoje ręce jest jedynym sposobem, by skłonić Twojego partnera do zmiany, a jednocześnie by zapewnić sobie i dziecku dobrą przyszłość, niezależnie od tego, co partner postanowi ze sobą dalej robić. Rozstanie jest jednym z wyrazów zmiany postawy, ale zanim przejdziesz do uderzenia „z grubej rury” masz milion sposobów również bardzo dobitnych, ale mniej burzliwych, które pokażą mu, że naprawdę coś się zmieniło.

Zapraszam do dyskusji na temat kwestii dobra dziecka w rodzinie z uzależnieniem. Zgadzasz się ze mną?  A może jesteś innego zdania? Zachęcam do zostawiania komentarzy.

Zapraszam też do skorzystania z raportu „10 pytań, które zadają współuzależnione kobiety w każdym wieku” – są tam odpowiedzi na pytania, które najczęściej były mi zadawane w ciągu tego roku. Szczegóły w ramce w prawej części tej strony.

Pozdrawiam bardzo serdecznie i życzę wszystkim udanego weekendu!

Justyna

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *