Dlaczego tkwię w toksycznym związku? Czy współuzależnienie to zaklęty krąg?

love-message-281833-mWitam pani Justyno!
Nie wytrzymałam i podałam męża do sadu pozew o znęcanie i rozdzielność majątkową. Chyba liczyłam, że zrozumie. Nagle zaczęły się rozmowy, obietnice, chciał żebym wycofała sprawy, że on już wie że mnie skrzywdził, że kocha, zmieni się i prawie uwierzyłam. Dzięki rozmowom na terapii wiedziałam, że znowu chcę zrobić ten sam błąd, ale moje serce albo nie wiem co chciało znowu dać mu szansę, z tym wyjątkiem że sprawy o znęcanie nie wycofam. Byłam zmęczona tymi bitwami, tęskniłam do normalności. Po jakimś czasie mąż wrócił do picia ale już nie w domu. Ma kuratora, chyba się boi, a ja cóż, jak wyjeżdża, ciesze się. To jest straszne. On mnie próbuje zdołować, że to moja wina, że jestem zła, że go skrzywdziłam. Kiedyś bym się załamała i w to uwierzyła, teraz nie. Jestem twardsza, nie pozwalam mu na to, udaje taką twardą, wredną żonę mówiąc, nie mój drogi, twoje warunki są nie do przyjęcia, dałam ci szansę a ty jej nie wykorzystałeś, musimy się rozejść bo ja ci już nie pozwolę się zniewolić. Czasem robię rzeczy, które były nie do pomyślenia wcześniej jak np. pójście do koleżanki. Ale tak naprawdę źle się z tym czuje, że po co idę, wracam czasem do tamtego myślenia, ale udaję, że jestem inną osobą, która zna swoja wartość. Tak naprawdę, w środku się dołuję, rozmyślam i cieszę się jak wyjeżdża nie chodzę już na terapie, wzięłam drugą prace, mimo wszystko nie potrafię tego przerwać wiedząc, że to jest chore. Myślę czasami, ze jestem jakaś nienormalna, że to naprawdę coś ze mną jest nie tak. Wiem, że on nie ustąpi, zadręczy mnie, nie wyprowadzi się, a ja skończę w wariatkowie. Sama już nie rozumiem siebie. Czy go tak kocham? Chyba nie chodzi o to, że boję się być sama. Nie wiem nie chyba to o co chodzi. Czemu się tak zachowuje? Wracam się do tyłu. Wiem o tym mimo wszystko nic nadal nie robię, bo sobie myślę, podam o rozwód i co, nic to nie zmieni. Będziemy dalej mieszkać pod jednym dachem, a wiem że on ma pomysły, żeby mnie wykończyć. Nie rozumiem czemu się tak zachowuję. Myślę sobie, a tam, zaraz pojedzie, będę miała spokój, wytrzymam. Ale to nie jest chyba normalne? Co mam zrobić: iść do psychiatry, zacząć nowe życie? A czy ono będzie lepsze? Nie wiem, może gorsze. No to żeby nie przechodzić przez piekło znowu się cofam. Myślę, że na swoja zagładę. To nie jest normalne. Sama nie wiem czego chcę, czy już zwariowałam, czy wymagam ze dużo? Inni też tak żyją, nie jest tak źle teraz. Ale wiem ze oszukuję sama siebie, a kroku żadnego tez nie potrafię zrobić. Dlaczego ?????????????????

Witaj!

No własnie, gdyby to było takie łatwe… Tylko właściwie pytanie dlaczego nie jest najlepsze. Znacznie ważniejsze jest pytanie, po co.

Ciekawe jest to, że zarówno wyniki badań, powszechna wiedza, jak i to, kto interesuje się moimi szkoleniami i konsultacjami pokazuje, że jakoś mężczyźni rzadziej mają z tym problemy. Jeżeli żona pije, to albo się z nią rozstają (bez skrupułów – sama sobie winna), albo ją ustawiają do pionu. Owszem, kobiety rzadziej piją, ale w sumie wiele kobiet uzależnia się od alkoholu i wtedy jakoś mężowie na ogół odchodzą.

Być może jest tak dlatego, że wielu kobietom bardziej zależy na rodzinie i stabilnym, trwałym związku, nawet za wszelką cenę. Musi tak być, skoro z innych badań wynika, że kobiety są zdecydowanie bardziej samodzielne od mężczyzn i lepiej znoszą bycie samej. Często mają też (lub potrafią nawiązać) bliższe i cieplejsze znajomości z ludźmi spoza rodziny, dzięki czemu samotność rzadziej dokucza kobietom niż mężczyznom. Nie mówiąc o wymiarze praktycznym – kobieta, taka stereotypowa, potrafi ugotować, posprzątać, uprać, uprasować, jest higieniczna i ogarnięta. W zasadzie jedyne, w czym stereotypowy mężczyzna jest lepszy, to zarabianie pieniędzy, choć współczesne kobiety całkiem nieźle potrafią sobie też radzić finansowo, wbrew pozorom.

Ponieważ związek jest dla wielu kobiet taki ważny, trudno im wyobrazić sobie, że ich życie może być lepsze gdy rozstaną się z partnerem. Niestety wielu partnerów to wykorzystuje. Nie dość, że są destrukcyjni, niedostępni, to jeszcze nieraz dominujący. Nieraz jest im na rękę, żeby ta druga osoba odczuwa niepewność, niepokój, lęk i chaos w głowie, a jeszcze lepiej, jeśli ma poczucie winy, bo wtedy łatwiej jest mniej samodzielna, oducza się podejmowania decyzji po swojemu i zgadza się na rzeczy, których nie chce doświadczać.

Jednocześnie, ponieważ życie wielu współuzależnionych osób jest pełne stresów i lęku, sporym marzeniem wielu z nich jest, żeby po prostu było spokojnie, bezpiecznie, żeby się nie zmieniało i żeby nie było kolejnych nerwów i niespodzianek, które wydają się ponad siły. Dlatego dają sobie robić wodę z mózgu i słuchają się grzecznie kogoś, kto wcale nie dba o ich dobro. Współuzależnienie tak działa.

To są, moim zdaniem, dwa podstawowe powody, dla których tak wiele kobiet tkwi we współuzależnieniu.

Jestem zdania, że rzucanie partnera (czy partnerki) z powodu jego/jej uzależnienia, zdrad, permanentnego złego zachowania lub braku oznak miłości z jego strony i zerowej woli, by było lepiej, nie jest niczyim obowiązkiem, ale jest niewątpliwie możliwością, którą należy wziąć pod uwagę.

Myślę, że najważniejsza w tym wszystkim jest zgodność ze sobą. Jeżeli ktoś nam proponuje zrobienie czegoś, co jest niezgodne z nami, odczuwamy dyskomfort. Nawet jeśli się przymuszamy, szybko coś nas zacznie ciągnąć w inną stronę. Większość ludzi najlepiej się czuje wtedy, gdy żyją zgodnie ze sobą. To jest jakiś wyznacznik tego, jak powinno być!

Proponuję Tobie i każdej z Was ćwiczenie do przeprowadzenia w sytuacji trudnej decyzji czy pogodzić się ze współuzależnieniem, czy jednak coś zmienić. Lepiej przecież, gdy ważne decyzje są przemyślane, a nie chaotyczne.

Weź kartkę i długopis.
Zadaj sobie pytanie o decyzję, nad którą się zastanawiasz.

  • Zastanów się konkretnie po co jesteś w tej sytuacji, w jakiej jesteś. Co Ci ona daje. Szczerze i bez wykrętów typu że myślałam, powinnam, mam nadzieję i tak dalej. Zapisz odpowiedzi.
  • Potem zapytaj się siebie: czy bycie w tej sytuacji powoduje, że jestem bardziej sobą? Czy bycie w niej inspiruje mnie do wzrastania? Czy do kurczenia się i cofania? Zapisz odpowiedzi.
  • Jeżeli widzisz tu rozbieżność, pomyśl, które powody są dla Ciebie ważniejsze. Zaznacz je. A może nie jesteś ze sobą do końca szczera? Spraw sobie jakąś małą przyjemność i odpowiedz całkiem szczerze na swoje pytania jeszcze raz.
  • Potem przez kilka dni nie myśl o tym.
  • Następnie zrób to samo ćwiczenie jeszcze raz. Sprawdź, czy coś się zmieniło. Nieraz jest tak, że wymyślamy odpowiedzi umysłem, a serce wie co innego, ale siedzi cicho. Gdy sobie to wszystko przetrawi, głos serca nieraz staje się wyraźniejszy.

Czy jest łatwiej? Trudniej? Czy tak samo?

Piszcie co Wam wyszło i co jeszcze sprawia trudność. Ja wiem, każda sytuacja jest inna i absolutnie wyjątkowa. Ale każdy też zasługuje na dobre życie i jeżeli go sobie sam odmawia, no to warto przynajmniej mieć bardzo ważne powody… Jakie są Twoje?

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie,
Justyna

P.S. W sytuacjach wątpliwych i kłótliwych jak ta opisana na początku, gdy pojawiają się różne sprawy urzędowo-sądowe, proponuję w pierwszym rzędzie zadbać o sprawy majątkowe, zwłaszcza zabezpieczenie dobra dzieci.

12 komentarzy so far.

  1. Kornelia pisze:

    Witam ja miałam 2 takie związki i wyszłam z nich, ale to wcale nie oznaczało końca problemów, bo otaczalam sie podobnymi ludźmi, którzy ciągnęli mnie w dół zmarnowalam wiele lat życia i nie spelnilam swoich marzeń bardzo cieżko jest z tego wyjść, ale to jest możliwe ja jestem w drodze zamiatam swoją drogę i zaczynam realizować swoje cele nie jest łatwo zajmować sie sobą, kiedy całe życie zajmowałem sie innymi. Dam radę .
    Pozdrawiam

  2. Basia pisze:

    To ciekawe co piszesz, ja żyję z mężem, który jest alkoholikiem, ale nie jest agresywny. Mój mąż po prostu pije i nie widzi w tym problemu, mówi, że ze mną jest coś nie tak. Jest moim drugim mężem, wyjechałam żeby przemyśleć, czy mam trwać w tym chorym związku, czy odejść na dobre. Boję się, że on odbierze sobie życie jeśli powiem wprost ze odchodzę. Co mam zrobić żeby zrozumiał, że ma poważny problem? Pomóżcie mi. Kocham go, ale nie daję już rady, psychika mi wysiada. Jest dobrym człowiekiem i mężem, tylko pije dlatego jest mi tak ciężko. Basia.

  3. kiziok pisze:

    pisze i niuewieze w to co przeczytałam jestem w szoku myslałam ze nikt niema i nie czuje tak jak ja ale pierwszy artykuł czytajac go jakbym to ja pisała identycznie wszystko nawet moje uczucia tez mysle o sobie ze zemna jest cos nietak raz chce byc z nim raz mam dosc i chce rozwodu tu maz ma swoje wybiegi bierze mnie na chorobe zle sie czuje serce go boli w tym momecie wlasnie jest taka sytuacja jest na wyjezdzie oszukal mnie i zdemaskowalam go najpierw jak zawsze bierze mnie na kłutnie wypieranie sie ale jak widzi ze to nieskutkuje i niedaje za wygrana zaczyna zle sie czuc umiera poprostu zawsze mnie na to nabieral ale dzis nic nie czuje strasznie sie z tym czuje ja ze moze naprawde zle sie czuje a ja jestem taka obojetna niewzruszona mam wyzuty sumienia ale oczywiscie udaje twarda pisze mu ze namnie juz to nie dziala a w sercu mam z tego powodu wiele łez ze jestem taka zła ze moze mnie potrzebuje ze jestem zimna siedze i płacze tak na rozum umie sobie odpowiedziec dz
    awalam sie w ten sposob wiele razy udobruchac i co z tego zawsze to dzialalo do nastepnego razu wciaz mu powtarzam ze zeby byc zemna musi sie zmienic dac nam szanse po sprawie jest juz dwa lata kutatora ma jeszcze rok ale nie o to chodzi sa dni ze mowie sobie o cos w nim drgnelo jest nadzieja ale po tym czasie sa sytuacje ze spowrotem on probuje mnie przestawic na stare tory zebym czula sie winna zagubiona i tak jest w kolko chodzilam na terapie przez dwa lata moja pani psycholog stwierdzila ze jestem jej najgorszym przypadkiem moze dlatego ze ojca mialam tez alkocholika i mama nic z tym niezrobila zylismy razem z nia w strachu i upodleniu czesto ojciec poslugiwal sie mna i choc obiecywalam sobie ze ja nigdy niedopuszcze takiego zycia do siebie co robie stoje znowu w miejscu czekam kiedy wyjedzie nawet znajomi zauwazyli ze jak on wyjezdza jestem zupelnie inna osoba meczy mnie wciaz zwracac uwage na wszystko byc czujna gotowa nawet on mowi ze zbudowalam mor ktorego niemoze przejsc a ja niechce zeby mnie znowu zranil a niedaje mi powodow zebym mu uwiezyla ze cos zrozumial ze ja sie zmienilam owszem wmawia mi za kazdym razem kto cie tak zmienil kto toba kieruje taka niebylas mysle tak na koniec ze musi nadejsc taki dzien ostatecznej decyzji tak jak zalozenie sprawy dlugo czekalam utwierdzajac siebie sama ze czas pomyslec o sobie praca psychologa nie poszla na marne ale cos mi zostalo jestem przekonana ze on mnie psychicznie wykonczy dostane zawalu albo cos takiego albo wreszcie czara sie przeleje tylko on dozuje mi takie wypady nie za duzo bo wtedy bym podjela decyzje szybko tak po troszke mi dozuje a moja psychika wysiada pozdrawiam was dziewczyny zycze wytrwalosci i slusznych szybkich decyzji czego i sobie zycze choc wiem jakie to trudne

    • Magda pisze:

      Wita, to samo u mnie. Podjęłam już jakieś kroki, zgłosiłam męża na przymusowe leczenie, nic nie dało wytrzymał trzy tygodnie. Nie pracuje, dzisiaj obiecuje złote góry. Jestem po wizycie u psychologa, wczoraj to miałam wrażenie ,że otwierają się nowe drzwi przede mną a dzisiaj mięknę i wczorajsze postanowienia poszły w niepamięć. Znowu się obwiniam, że to przeze mnie a psycholog powiedział, że jestem strasznie chora.

  4. korozia pisze:

    Ja w takim związku trwałam przez prawie 40 lat. Współuzależnienie bardzo mnie zmieniło często płakałam, mam płaczliwy sposób rozmowy , nie umiem się uśmiechać,nic mnie nie cieszy, ciągle w strachu i złości nawet bez powodu, stronię od ludzi. Teraz chodzę na terapię na AlAnon czytam różnie publikacje i dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak bardzo skrzywdziłam swoje dzieci tą moją bezsilnością. Gdybym miała tą wiedzę przynajmniej 20 lat temu – teraz mówię sobie „babciu za późno”. Ja pracowałam bardzo dbałam o dzieci i ich wykształcenie, myślałam że izolowałam je od problemów z piciem męża i moim współuzależnieniem. Teraz widzę jak bardzo byłam w błędzie, dzieci szczególnie młodsza córka – widzę teraz że przejęła mój strach, częste manipulacje ma duże kłopoty z radzeniem sobie w życiu. No cóż mój czas na wychowanie już minął czasu nie wrócę a córka ma żal do mnie że to przeze mnie tak często były kłótnie w domu i ma problem DDA. Gdybym mogła cofnąć czas i mieć ten rozum i doświadczenie jak obecnie na pewno nie pozwoliłabym na taką huśtawkę nastrojów (moich) emocji związanych z problemem czy już wypił a może się poprawi. Późno bo po tylu latach postanowiłam coś zrobić dla siebie – odseparować się od jego picia, nabrać dystansu do mojego życia i choć w jesieni życia znaleźć radość w sobie. Terapia pomaga bo jestem zdeterminowana, bardzo chcę coś zmienić w swoim życiu i często przeglądam się w lustrze szukając uśmiechu, takiego z głębi duszy, na mojej twarzy. Pozdrawiam

    • Justyna_Jannasz pisze:

      Nigdy nie jest za późno na zmiany na lepsze. Nigdy.
      Ważne, że się coś zmienia. Dzisiaj.
      Wydaje mi się, że osoby współuzależnione często popełniają ogromny błąd polegający na tym, że izolują się od innych – z różnych powodów. Wtedy dają się wciągnąć w wir choroby i nie mają dystansu ani żadnych „kół ratunkowych”, własnego życia dzięki któremu wiedzą kim są, czego chcą i jak chcą żyć. Więc się dostosowują do choroby. A odzyskanie kontaktu z innymi obszarami życia – innymi ludźmi osobiście, z tym co piszą lub mówią, z przyrodą, religią, kulturą, ruchem, zainteresowaniami – pomaga w powrocie do siebie…

  5. kamila pisze:

    Witam mam na imie kamila. Jakieś 1,5 miesiąca temu zdalam sobie sprawę ze jestem wspoluzalezniona. Od trzech lat jestem na lekach antydepresyjnych i uspakajających. Mój partner ojciec moich dzieci jest alkoholikiem,jesteśmy razem juz 8 lat. Mialam z nim juz różne przeboje wyciagal do mnie ręce raz nawet zrobil to po trzezwemu, a rok temu zdradzil mnie ze swoja byla dziewczyna z przed 10 lat nie zapomne jak znikl na 5 dni a ja myslalam ze on nie żyje ze cos mu sie stali nie moglam spac jesc nie mialam sily na nic. Od osób trzecich dowiedzialam sie ze moze byc u niej w życiu bym sie tego nie spodziewala. Po 5 dniach przyszedl by oznajmić mi ze odchodzi boże jak ja sie balam zaczelam go blagac powiedzialm ze zrobie wszystko tylko żeby mnie nie zostawial i zostal ja bylam szczesliwa ale kochalam go ze trzy di a później nie moglam na niego patrzeć i juz myslalam ze to ja jestem jakas nienormslna dopiero jak trafilam na terapie al-anon zrozumialam ze ze mna jest wszystko ok i zrozumialam ze go nie kocham mam nadzieje ze sd poradze i ze będę na tyle silna żeby to przerwać bo to mnie zrzera i pomalu zabija. Nie jestem wogole szczesliwa czasem sie uśmiecham ale to co czuje w środku to jest jakas masakra ile we mnie żalu zlosci i smutku. I juz teraz wiem z kad sie to bierze dzieciństwo moje także sie do tego przyczynia bo jestem DDA.

  6. kamila pisze:

    Narazie na tyle moze ktoras z was jest także w trakcie terapi albo juz po i mialaby czasem ochote popisac i podzielić sie swoimi doświadczeniami?

  7. dorcia pisze:

    Witam mam na imie Dorota. Jestem mezatka od 18 lat, mam troje dzieci i meza narkomana. Od grudnia 2013 wiem ze jestem wspoluzalezniona. Wczesniej caly czas czulam sie za wszystko winna i odpowiedzialna, nawet jak maz grozil mi nozem dwa lata temu podczas awantury, wmowilam sobie ze to ja cala ta sytuacje sprowokowalam, a on byl wtedy na speedzie. 16.12.2013 rzucal mna po scianach na oczach naszego 16-sto letniego syna, grozil mi gwaltem, byl po kokainie i urzadzil w domu pieklo. Zawsze separowalam dzieci przed jego wybuchami agresji i wydawalo mi sie ze je chronie, dzisiaj wiem ze to tylko pozory. Maz cpa od 15 lat ale nadal uwaza ze nie jest uzalezniony bo w kazdej chwili moze przestac.Obecnie nie mieszkamy razem, on sie wyprowadzil, rozpoczely sie negocjacje w sprawie rozwodu, bo mial byc bez orzekania o winie, szybko i sprawnie. Niestety z narkomanem ktory tyle lat manipulowal moimi uczuciami nie mozna dojsc do porozumienia. Ciagle zmienia ustalenia, nie stosuje sie do wczesniejszych, normalnie koszmar. Teraz zaczal sie etap szantazu i gra dziecmi. Straszy ze rozwod bedzie z mojej winy, ze zabierze mi dzieci i mnie zniszczy. Najgorsze w mojej sytuacji jest to ze mieszkam we Francji i dwoje z moich dzieci tutaj sie urodzilo. Sprawa rozwodowa musi odbyc sie tutaj a ja mam cala rodzine i przyjaciol w polsce. Brak mi sil na te ciagle utarczki a do tego do mometu wydania wyroku ma on takie same prawa do dzieci jak ja wiec zaczal z tego korzystac i dzieci tydzien sa u mnie a tydzien u niego. Boje sie bardzo o psychike dzieci ale nic nie moge zrobic, musze czekac. Wiem ze musze wytrwac dla siebie i dzieci, przede wszystkim dla nich, ale ta samotnosc i bezradnosc powoli zabijaja we mnie ducha walki. Moze ktoras z was ma jakis sposob na to jak to przetrwac?

    • Justyna_Jannasz pisze:

      Nie wiem jak działa prawo we Francji, ale o ile dobrze rozumiem o co w prawie na ogół chodzi, to chodzi przede wszystkim o dobro DZIECI, a ich rodziców dopiero potem. Dobro dzieci wskazuje na to, że powinny mieć kontakt zarówno z ojcem, jak i matką. O ile, rzecz jasna, jest to bezpieczne. Jeżeli Twój ex zajmuje się dziećmi odpowiednio i nie jest przy nich pod wpływem, to ONE mają prawo do kontaktów z nim. To nie jest tak, że rodzice mają prawo do rozszarpywania dzieci po połowie. Co więcej, dzieci muszą mieć jakieś stałe ramy życia, np. jedną szkołę, stałych kolegów i możliwość spotykania się z nimi, a także po prostu swoje miejsce. Jak to jest realizowane to osobna sprawa. Współcześnie nieraz sądy decydują o miejscu pobytu dzieci „po połowie”, głównie dlatego, że rodzice tego chcą. A przecież to rodzice są dla dzieci, a nie dzieci dla rodziców. Tym bardziej, w wypadku tfu tfu jakiejś sytuacji krytycznej, gdyby jedno z rodziców niewłaściwie zajmowało się dziećmi lub je krzywdziło, drugie może wystąpić do sądu o ustalenie kontaktów tak, by problem nie miał miejsca. To jest niezależne od sprawy rozwodowej. Takie rzeczy jak zasady kontaktów z dziećmi ustala się wtedy, gdy pojawia się spór, a nie tylko wtedy gdy jest rozwód. Jeśli masz więc zastrzeżenia co do sprawowania opieki nad dziećmi przez ich ojca, być może pół na pół nie jest najlepszym pomysłem. Ale jeżeli ojciec się zajmuje nimi dobrze, to pamiętaj, że dzieciom jest potrzebny kontakt z rodzicami i jeśli tylko jest im z tym dobrze, niech tak zostanie.
      Natomiast jeżeli Ty zajmujesz się dziećmi dobrze, są z Tobą związane, nie ma chyba powodu, żeby Ci je sąd zabrał. Zwłaszcza na rzecz kogoś, kto jest uzależniony. Być może warto, żebyś pomyślała o świadkach, których możesz powołać, aby mieć argumenty dla sądu. Może ktoś ze szkoły dzieci? Może ktoś z sąsiadów?
      I przede wszystkim musisz wiedzieć, że wielu uzależnionych mężów w sytuacji rozwodu straszy swoje żony, że zabierze dzieci i je zniszczy. Bardzo wielu. Na ogół nijak się to ma do rzeczywistych możliwości ani DOBRA DZIECI. Zniszczyć kobietę, która postanowiła się nie dać, też jest bardzo trudno. Więc nie traktuj tych pogróżek zbyt serio, raczej zastanów się jak udokumentować swoje stanowisko w sprawie.
      Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie,
      Justyna

    • aga pisze:

      Czesc,czytam i patrze jak by o sobie.mieszkam w dwojka dzieci w de,bylam poltora roku w separacji z mezem,w zasie tego czasu byl dwa razy na jakis czas u nas,wtedy nie pil,a ja ciagle wierzylam,ze nie bedzie.tez mi ak iezko,daleko od pl,nikogo tu nie mam,i znowu mu uwierzylam,zalatwilismy mieszkanie blizej polski,on tam juz jest i znowu zaczal pic,a ja mam tu wypowiedzenie na mieszkaniu.w glowie mi sie kreci od nerwow.i teraz jestem zmuszona jechac tam ,zaczynac od poczatku,mieszkac znim ,patrzec jak pije i smierdzi,bo tu musze opuscic mieszkanie.moze popiszemy na priv.agula3355@wp.pl bo mam warzenie ze zwariuje

  8. lu pisze:

    Czesc jestem zona alkoholika. Jest mi ciężko, on pije uciekając z domu na 3-5 dni 2-3 razy w roku. Kiedyucieka ja go szukam. Sytuacja ta powtarza się od roku. Jest to dla mnie strasznie stresujące. Mam dość wszystkiego. Co mam robić? Chciałam go zostawić ale nie potrafię. Chodzi na terapie, ale ja mam ciągle lek ze on znów zrobi to samo. Proszę błagam co mam zrobić?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *