Druga połówka jabłka

Witajcie!
Jak na pewno wiesz, człowiek uzależniony, nawet gdy zaprzestał aktywnego stosowania swojego uzależniacza, w dalszym ciągu jest uzależniony. Alkoholik podobno nigdy nie przestaje być alkoholikiem i lepiej jeśli utrzymuje całkowitą abstynencję do końca życia, inaczej naraża się na szybki powrót do pełnych objawów choroby.
A jak jest ze współuzależnieniem?

Jeżeli mój mąż podjął terapię i obecnie nie pije, nasze życie wróciło z powrotem do normy, a ja z powrotem czuję się żoną, która jest tą drugą połówką jabłka, to czy ze mną jest coś nie tak?

Moim zdaniem, na ogół jeżeli żyje się dobrze, jest już dobrze. Ale uwaga! Myślę, że nawet gdy jest dobrze, warto dbać o to, by było tak też i w przyszłości, bo to, że chwilowo jest dobrze, nie znaczy wcale, że będzie dobrze zawsze.

Ponieważ współuzależnienie nie jest chorobą, tylko raczej stylem bycia, nie zależy tak bardzo od tego, czy oddzielimy się fizycznie od bliskiego alkoholika, jak od tego, co nosimy w sobie i jak nauczymy się reagować na przytrafiające się zdarzenia.

Ja na swoje potrzeby (na przykład w moim e-booku „Twój pierwszy krok…”) oddzielam określenie „współuzależnienie”, o którym mówię gdy ktoś właśnie teraz cierpi z powodu życia w orbicie czyjegoś uzależnienia i się mu poddaje, od „podatności na współuzależnienie”, którym określam styl bycia praktykowany przez wiele osób, którym nic złego się nie dzieje i które prowadzą normalne, mniej lub bardziej szczęśliwe życie. Osobom podatnym na współuzależnienie bardzo łatwo jest wpaść w tarapaty jeżeli tylko w ich bliskim otoczeniu pojawi się problem uzależnienia. One sobie z tym problemem radzą znacznie gorzej niż ludzie, którzy nie są podatni na współuzależnienie.

Poczucie bycia drugą połówką jabłka jest urocze i bardzo przyjemne. To takie zespolenie, w którym możemy poczuć się jak dziecko w łonie matki – wszystko jest na swoim miejscu, wszystko jest jednością. Czujemy się tak na ogół na początku znajomości, gdy jesteśmy zakochani, a potem od czasu do czasu, gdy sobie o swoim zakochaniu przypominamy. Wydaje mi się jednak, że większość dorosłych ludzi ma, oprócz potrzeby zespolenia, potrzebę funkcjonowania jako odrębna, samodzielna istota, rozwijania się i spełniania po swojemu. Dlatego też stan „dwóch połówek jabłka” jest siłą rzeczy krótkotrwały.

Niemowlę żyje w stanie zespolenia cały czas. Potem stopniowo oddziela się od matki, potem od rodziców, potem w ogóle staje się samodzielny. Co ciekawe, rozwój ten nie przebiega cały czas. Są okresy przyspieszenia, zatrzymania, są też okresy cofania się i powrotu do etapu ssania piersi. Bardzo możliwe, że potrzeba zespolenia z drugim człowiekiem to właśnie taki powrót do stanu początkowego, gdy wszystko się zaczynało i wszystko do siebie pasowało, mimo że byliśmy bezradni i całkowicie zależni od mamy. Specjaliści, którzy przyglądają się procesom rozwoju dzieci mówią, że przechodzenie od bezradności do samodzielności o wiele gorzej wychodzi tym dzieciom, które na wcześniejszym etapie nie dostały wszystkiego, czego potrzebowały – czyli dość bliskości, dość przytulania, dość okazywania miłości, dość ciepła, dość uwagi. Potrzeba samodzielności w ogóle wówczas nie dochodzi do głosu, a samodzielne życie jawi się jako coś strasznego, nieprzyjemnego i ogólnie niechcianego.

O byciu na zawsze drugą połówką jabłka szczególnie marzą właśnie osoby, które nie dostały wcześniej tego, czego im było potrzeba. Specjaliści nazywają to deficytami, czyli brakiem. Chodzi o to, że od drugiej dorosłej osoby oczekujemy, że da nam to, czego nie dali nam w dzieciństwie rodzice i inni dorośli z naszej rodziny i bliskiego otoczenia. Nie byłoby w tym oczywiście nic złego, gdyby nie to, że aby dostać ową rodzicielską bliskość, miłość i uwagę, osoby mające deficyty są w stanie poświęcić niemalże wszystko i czują czarną rozpacz, jeśli wybrana osoba nie chce im tego dać. Tymczasem od drugiej dorosłej osoby trudno oczekiwać, że będzie nas traktować jak swoje dziecko, nawet jeżeli nas bardzo kocha. To nie ten układ.

Jak widzicie, bycie drugimi połówkami ma w sobie coś z układu pomiędzy rodzicem a dzieckiem. Tylko… kto ma być dzieckiem a kto rodzicem? A jeżeli dzieckiem, to na ile grzecznym, posłusznym, poddanym i bezradnym?

Tak też wydaje mi się, że pielęgnowanie potrzeby funkcjonowania jako druga połówka jabłka jest pielęgnowaniem bezradności i zależności, a to zwiększa podatność na współuzależnienie. Ja, mimo że uwielbiam czuć się jak druga połówka, rozumiem, że zapadanie się w taki stan i rezygnacja ze swojej odrębności, jest życiowo nierozsądne.

A Ty co o tym myślisz?

Jak zwykle zachęcam do komentowania
Justyna

2 komentarze so far.

  1. Magdalena pisze:

    Zgadzam się z Justyną, jesli „druga połówka” oznacza zaspokajanie deficytów. Choć można sformułowanie „druga połówka jabłka” potraktować jako świetne zgranie. Ludzie maja podobne systemy wartości, lubią podobnie spędzać czas, czytają to samo, mają zbliżoną wrażliwość na przyrodę, sztukę, na drugiego człowieka – dzielą się swoim spostrzeżeniami, ale też wymieniają poglądy, bo przecież nie są identyczni, choćby ze względu na różnicę płci. Wtedy ta druga osoba staje się najlepszym towarzyszem życia, kochankiem i przyjacielem w jednym. To się jednak mam wrażenie rzadko zdarza. Ale wszystkim tego życzę.

  2. Agata pisze:

    Ja zgadzam się z wami obiema, że to może być przejaw uzupełniania deficytów, ale nie jestem do końca pewna, czy to zawsze musi być szkodliwe. Wydaje mi się, że to cofanie się do poprzednich stadiów rozwojowych wynika z wewnętrznej potrzeby ich pozytywnego rozwiązania, przy kolejnym podejściu. Jeżeli zaufanie okaże się dobrze ulokowane, a zależność nie zostanie wykorzystana przeciwko nam, poczujemy się bezpieczni i gotowi do pójścia dalej, dalszego rozwoju. Wydaje mi się, że to tutaj często pojawiają się problemy, nawet jeżeli oboje mieli potrzebę bycia połówkami jabłka, to na przykład on jest gotowy „iść dalej” a ona chciałaby, aby to jeszcze potrwało. Wtedy ona może odbierać jego rosnącą niezależność jako odrzucenie i zagrożenie, co sprawia, że tym bardziej rośnie jej potrzeba zespolenia, kiedy on może nagle poczuć się oplątany i uwięziony, co nasila jego potrzebę oddzielenia się. Jeżeli nie umieją zrozumieć o co im chodzi i zakomunikować tego w sposób przejrzysty drugiej stronie, idylla przeradza się w krwawą walkę (wydaje mi się, że Kobiety częściej występują w roli dusiciela a mężczyźni uciekiniera w takim układzie, ale mogę się mylić). Tak więc problem nie leży w samej potrzebie bycia połówką jabłka, a narastającym wokół tej potrzeby nieporozumieniom i przykrościom. Mam nadzieję, że to co napisałam powyżej jest zrozumiałe i jasne.
    Co do przytoczonego fragmentu listu, wnioskuję, że autorka nigdy nie zdołała bezpiecznie i bez zgrzytów przejść z okresu „jabłka” do dalszych stadiów rozwoju związku i w związku z tym za każdym razem, kiedy jest na to szansa powraca do niego i próbuje go pozytywnie rozwiązać. Co jest zrozumiałe i całkiem w porządku. Problemem jest to, że im więcej razy próbujemy, tym więcej negatywnych rozwiązań się nauczyłyśmy i tym mniejsze szanse, że się tak po prostu powiedzie, ze starym lub nowym partnerem. A przynajmniej nie, jeżeli zastosujemy to, co zawsze (prowadziło do katastrofy).
    Dlatego warto przy każdej nowej szansie, zdobyć wsparcie i wiedzę, która pomoże nam tym razem przejść przez to w dobry sposób. O tym jest niemal cały ten blog, więc nie będę się rozpisywać.
    Ale na pewno nie ma sensu na siłę tłumić w sobie tej prawdziwej potrzeby zespolenia i próbować „iść dalej” bez jej zaspokojenia, bo prawie na pewno skończy się znowu w tym samym miejscu.
    Jeżeli mamy odczucie, że jesteśmy trudnym przypadkiem, byłyśmy rozczarowane i zranione zbyt wiele razy, można odciążyć partnera, poprzez skorzystanie z pomocy wykwalifikowanego terapeuty, lub odpowiedniej grupy wsparcia. Wbrew temu, co mówią inni, że trzeba sięgnąć dna, aby coś zmienić, ja uważam, że najlepszym czasem na rozwój osobisty i pracę nad sobą, jest dobry czas, kiedy nasze problemy nie zajmują nam całej głowy i mamy oparcie w pełnym miłości związku.
    Ja tak zrobiłam z mężem, najpierw sama poszłam na terapię, potem on poszedł a teraz jesteśmy na terapii par i efekty przerosły nasze najśmielsze oczekiwania i marzenia, ale zabraliśme się za to właśnie w momencie ponownego zakochania, kiedy nagle znowu poczuliśmy się dwiema połówkami jabłka i bardzo zapragnęliśmy, aby tym razem było inaczej.
    Uff, rozpisałam się, a miałam na myśli:
    Głowa do góry, jeszcze może być wspaniale, zamiast zdawać się na przypadek, lub zastanawiać się, czy jesteś normalna, Droga Autorko Listu, pomyśl jak to „jabłkowanie” powinno się dalej potoczyć, abyś była zadowolona i co Ty możesz zrobić, aby tak się stało.
    Serdecznie podrawiam i życzę powodzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *