Jak poradzić sobie z demonami dzieciństwa?

Bilans zysków i strat Witajcie!
Czytam właśnie książkę Laury Schlessinger „Bad Childhood, Good Life”. Nad kwestią trudnego dzieciństwa zastanawiałam się wiele, spotkałam się z wieloma ludźmi, którzy na różne sposoby radzili sobie z własnym trudnym dzieciństwem, a także z terapeutami i autorami opracowań na ten temat. Podejścia do tematu są bardzo różne, podobnie jak propozycje rozwiązań. Czytelniczka tego bloga pisze:

„Mam 24 lata i trudne dzieciństwo, gdyż odkąd pamiętam walczyłam o miłość i zainteresowanie rodziców. Niestety z mizernym skutkiem, gdyż moje uczucia wyższe związane z miłością i akceptacją były nie spełnione.
Dziś jestem osobą dorosłą i mimo, iż myślałam, że problem mam już przerobiony to zaczyna on do mnie wracać.
W związkach partnerskich szukam w mężczyznach akceptacji, miłości innymi słowy uzależniam swoją miłość i radość od innych ludzi. Każdy związek kończy się tak samo, a problem dalej został nie rozwiązany.
Dopiero w momencie, kiedy w moje ręce trafiła książka „poczucie własne wartości – jak pokochać siebie” uświadomiłam sobie, że nie kocham i nie akceptuje siebie. Po pierwsze, jeśli ja nie pokocham siebie to kto pokocha mnie? po drugie, jak ja sama nie dam sobie szacunku, radości i tych wszystkich pozytywnych emocji, to kto mi je da?
Poza tym zauważyłam, że zdobywam wykształcenie i różne dyplomy tylko po to, ażeby sobie coś udowodnić… tylko po co?
Dlaczego szukam w innych ludziach tego co jest we mnie?
Mam problem z niskim poczuciem wartości proszę więc o praktyczną radę jak mam sobie sama pomóc?
Może afirmacje?”

Spoglądam z dystansem na własne dzieciństwo, a także na opowieści innych, znanych mi osób i ich zmagania z „demonami z dzieciństwa”. Muszę przyznać, że dotychczas trudno mi było zrozumieć, o co tu chodzi, choć niby przerabiałam ten temat wielokrotnie. Ta książka znów rozjaśnia mi w głowie pewne obszary, choć niby tak wiele już wiedziałam. Chcę się z Wami podzielić moją własną drogą dochodzenia do „lepszego rozumienia” mnie samej, właśnie jeśli chodzi o sprawy z dzieciństwa.

Może tak już jest, że aby zrozumieć swój problem naprawdę i do końca, trzeba przejść przez kilka etapów zrozumienia. Nie zadowalać się jedną „teorią”, lecz jeśli czujesz, że to jeszcze nie wszystko, szukaj dalej.

Dla jasności, moja rodzina pochodzenia prezentowała jakąś średnią. W zasadzie żadnych patologii w mojej rodzinie pochodzenia nie było. Ani alkoholu, ani przemocy, ani zdrad, ani rozwodów. Mimo to, w pewnym momencie, gdy byłam już dorosła i zamężna (pewnie miałam właśnie jakieś 24 lata), odkryłam – na podstawie któregoś z licznych dostępnych testów – że mam wiele cech wspólnych z typowymi dorosłymi dziećmi z rodzin dysfunkcyjnych. Wtedy po raz pierwszy rozjaśniło mi się w głowie. Aha! Więc to stąd moje różne dziwactwa, opory, problemy i humory! Najwyraźniej coś było nie tak z moim dzieciństwem!

Od tego czasu:
Przerobiłam krytykę wobec mojej rodziny pochodzenia i poszczególnych osób – ad nauseam.
Przerobiłam wysiłki na rzecz pozytywnego myślenia i afirmacji.
Przerobiłam wysiłki na rzecz przebaczania.
Omówiłam dzieciństwo z terapeutą oraz z grupą.
Zajęłam się dbaniem o „wewnętrzne dziecko”, przeszłam program opisywany przez Johna Bradshawa w „Powrót do swego wewnętrznego domu”
Nadrabiałam „zaległości z dzieciństwa” w ramach własnej pracy, na przykład budując asertywność i pracując nad przekonaniami poprzez afirmacje.
Uczestniczyłam w grupach wsparcia, grupach DDD, DDA.
Badałam swoje układy rodzinne, relacje i historie.
Przerobiłam ćwiczenia opisywane w kursie „Czas na wyleczenie” Timmena L. Cermaka.

Po tych wszystkich programach naprawczych i rozwojowych trafiłam na bardzo ciekawy punkt, w którym poczułam, że owszem, wiele się nauczyłam i sporo się we mnie zmieniło. Ale jakoś tak powierzchownie. Niby wszystko wiem i większość z tego, co teraz usłyszę, już słyszałam. I mimo to wszystko, moje życie zmieniło się tylko TROCHĘ. Problemy, lęki, trudności, kule u nogi, które kiedyś ciągałam za sobą – wcale nie znikły. Bóle bolą dalej.

Pomyślałam, ok, teraz wiem jak powinno być, wiem do czego należy dążyć, rozumiem skąd się to wzięło, ale nie mam pojęcia, co tak naprawdę robić, żeby te moje „kule u nogi” znikły.

„Bad Childhood, Good Life” przyniosło mi kolejne odkrycia. Oczywiście, już o tym słyszałam, ale jakoś do mnie nie trafiało.

1. Tu nie ma magii. To, co się stało, to się nie odstanie. Niektóre blizny zostają na całe życie. Trzeba nauczyć się z nimi żyć i żyć szczęśliwie, choć blizny pozostają.
2. Mnóstwo problemów z dzieciństwa można rozwiązać po prostu przyjmując postawę osoby dorosłej. Najgorsze jest „jechanie w koleinach” wyrobionych w dzieciństwie i wczesnej młodości. Nawet wiele trudnych relacji (np. z rodzicami) można poprawić przyjmując postawę dorosłego.
3. Przyjęcie odpowiedzialności za „dalszy ciąg” działa uwalniająco. Tak, w dzieciństwie było jakoś tam, teraz ode mnie zależy, co zrobię z resztą swojego życia. To, co się ze mną dzieje, w największym stopniu zależy właśnie ode mnie. Koniec wymówek, że robię to czy tamto bo miałam cośtam w dzieciństwie. Prawda, wiem że mam skłonności czy trudności, wiem skąd się wzięły, jednak mogę żyć po swojemu, bo jestem dorosła.
4. Zrozumienie, że osoby, które spotykamy na naszej dorosłej drodze, nie są naszymi rodzicami i nie mamy prawa ich używać do rozwiązywania naszych problemów z dzieciństwa również pozwala zbliżyć się do rzeczywistości.

I to tyle w dniu dzisiejszym. Oczywiście poszukuję dalej i zachęcam Ciebie do poszukiwań – po swojemu. Jeżeli moje doświadczenia Ci w tym pomogą, wskażą jakiś nowy kierunek – bardzo mnie to cieszy. Jeżeli masz pytania – pisz komentarz! Myślę że im więcej głosów w dyskusji, tym większe szanse, że każda i każdy z nas znajdzie tu coś dla siebie.

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie (dziś z zaśnieżonej Stasikówki),
Justyna

3 komentarze so far.

  1. dda pisze:

    jestem DDA, chyba coś w tym jest, że trzeba zacząć zmiany od siebie.. łapię się na tym, że wewnętrznie często usprawiedliwiam się, tłumaczę, uciekam od odpowiedzialności, rezygnuję z wielu rzeczy, bo przecież jestem DDA, mam takie cechy a nie inne i nic z tym nie zrobię.
    jest cienka linia pomiędzy świadomością swoich niedomagań i „ubytków” z dzieciństwa a wyuczoną bezradnością..jak znaleźć balans??
    też mam ten problem, że nie potrafię poczuć się naprawdę wolna i odpowiedzialna za swoje życie, mam zależną osobowość, uzależniam od ludzi i sytuacji moje potrzeby, zachowania, nastrój a nawet myśli itd., nie wiem jaka naprawdę jestem
    przemawia do mnie akapit o odpowiedzialności, chyba o to chodzi..
    pozdrawiam:)

  2. Justyna pisze:

    Myślę, że jednym z ciekawych wniosków z lektury książki „Bad Childhood good life” Laury Schlessinger jest to, że zamiast „wyuczona bezradność” będę odtąd mówić „wymówki.” Co innego uznanie, że rzeczywistość jest, jaka jest, co innego zrzucanie na innych winy i odpowiedzialności za to, co sami robimy!

    A co by było, gdyby tak od dziś przestać korzystać z „wymówek” i wziąć życie w swoje ręce?

    Pozdrawiam,
    Justyna

  3. Mariola pisze:

    Chcialabym podzielic sie moimi wlasnymi doswiadczeniami przezytymi w walce z demonami z dziecinstwa. Mam 52 lata i juz od dawna wyczuwalam, ze nie funkcjonuje dobrze w zyciu. Ciagle zmienialam prace, nigdzie nie moglam zagrzac dluzej miejsca, moje kontakty z ludzmi tez nie byly zadowalajace. Ciagle wybieralam sobie nieodpowiednich partnerow czy przyjaciolki. Probowalam szukac pomocy, ale wszedzie mnie zbywano. W wieku 32 lat wyjechalam za granice, gdzie moje problemy jeszcze bardziej sie nasilily. Postanowilam wtedy pojsc na terapie indywidualna. Przez 3 lata chodzilam co tydzien na spotkania z psychologiem, ktore przyniosly pewna poprawe, ale pod koniec terapii czulam, ze stoja ciagle w jednym i tym samym miejscu, wiec zrezygnowalam z dalszych sesji. Jakis czas temu dowiedzialam sie, ze jestem DDA. Nareszcie znalazlam odpowiedz na nurtujace mnie nieustannie pytanie dlaczego tak zle funkcjonuje w zyciu. Od 2 lat chodze znowu na terapie i czuje, ze robie postepy. Do tego jeszcze zaczelam czytac rozne ksiazki psychologiczne, samopomocowe i przeznaczam na to doslownie kazda wolna chwile. Terapia plus ksiazki jest to naprawde dobra kombinacja. Widze, ze wazne zmiany zaczynaja zachodzic w moim zyciu. Stalam sie bardziej asertywna, umiem lepiej zaznaczyc swoje granice, potrafie zadbac o swoje sprawy, ludzie mnie mniej irytuja, bo potrafie zanalizowac sobie ich zachowanie. Zaczynam rozumiec siebie, pozbylam sie nieustannego poczucia winy, zmalalo moje poczucie nadmiernej odpowiedzialnosci. Coraz bardziej akceptuje siebie i czuje sie bardziej wartosciowa. Do tego jeszcze jestem bardziej pewna siebie, mam odwage zabrac glos w towarzystwie (zyje wsrod obcokrajowcow). Mam jeszcze duzo pracy do wykonania, ale ciesza mnie rezultaty mojej ciezkiej pracy nad soba.

    Serdecznie pozdrawiam,
    Mariola

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *