Jak wychowywać nastolatki w rodzinie z uzależnieniem

Witajcie,

Pomyślałam sobie, że chciałabym dziś poruszyć temat wychowania nastolatków w rodzinie, która boryka się z problemem uzależnienia jednego z jej członków.
Na dworze na szczęście śnieżyca minęła, lekki mrozek, może chwilowa przerwa w walce z żywiołami… jeszcze tylko samochód wykopać trzeba… Będzie miał Św. Mikołaj po czym zasuwać sankami! A to już niedługo… No i wkrótce pojawi się magiczna atmosfera świąt.
Szkoda, że nie w każdej rodzinie udaje się przeżywać ten czas w spokoju i poczuciu, że wszystko jest tak, jak być powinno.

Witam,
jestem współuzależnioną kobietą przebywającą w chorym związku 15 lat. Kiedy mój mąż alkoholik rozpoczął terapie stacjonarną ja również uczęszczałam na swoją. Przeczytałam na ten temat mnóstwo literatury. Na pewno dużo mi to pomogło ale kiedy mąż powrócił do picia zauważam, że przestaje nad sobą panować i niestety stare nawyki też powracają. Zauważyłam, że łatwo leczyć się ze współuzależnienia kiedy jest dobrze, natomiast kiedy alkoholik wraca do picia, trudniej.
Jak postępować w takiej sytuacji z alkoholikiem, nigdy nie wiedziałam czy z nim rozmawiać, obrażać go, krzyczeć, tłumaczyć? Znam siebie i wiem, że powiedzenie sobie żeby się uspokoić i nie denerwować to jedno a wdrożyć do w życie to drugie. To z kolei wiem, że ma wpływ na ogólną atmosferę w domu. Mam syna 13letniego, który na tym etapie ignoruje ojca, zwyczajnie go nie szanuje. Ja mam bardzo dobry kontakt z synem ale nie chciałabym popełnić błędów wychowawczych, które owocowałyby w dorosłym życiu syna. Prosiłabym o radę jak mam postępować aby swym postępowaniem nie ułatwiać alkoholikowi picia i nie przyczyniać się do problemów syna.

Rodzina to organizm, gdy jedna z osób przestaje funkcjonować, ciągnie za sobą całą resztę i każdemu robi się trudno. Wiadomo, jak jest. Zawsze jednak najsłabszym ogniwem, doznającym największych ran, a zarazem najmniej winnym, są dzieci. Nawet te bohaterskie, które biorą na siebie rolę opiekuna i pomocnika dorosłych, które są mądre i dzielne, czasem nawet wydają się dojrzalsze od dorosłych, doznają poważnych urazów. Wszystkie mają źle, ale najgorzej mają te ciche, grzeczne, dzielne i mądre – bezproblemowe – bo dorośli, mający 1000 własnych zmartwień i kłopotów chętnie zdają się na opiekę i wyrękę ze strony dzieci, znajdują w nich powierników, pomocników, traktują jak „pociechę”, ale często w gruncie rzeczy sami im dają mniej, niż tym dzieciom, które się domagają uwagi i pomocy.
Oczywiście jest zrozumiałe dlaczego tak się dzieje i że rodzicom jest bardzo ciężko. Myślę, że jest to właśnie najbardziej powszechny model działania rodziny, która przestała funkcjonować prawidłowo. Tak rodzicom jest nieco łatwiej (a cała reszta ich życia jest bardzo trudna).
Tylko że dzieci cierpią – czasem nawet sobie nie zdają z tego sprawy, dopiero po latach.
Nagromadzone przez lata cierpienie dzieci objawia się niegrzecznością, złymi stopniami w szkole, marnym funkcjonowaniem wśród kolegów i koleżanek, albo chorowitością. W późniejszym wieku przekłada się na to, co nazywamy DDA albo DDD. Tym ludziom w dorosłym życiu również jest ciężko.
No dobra, a teraz, co można zrobić, żeby dzieciom było trochę lepiej na świecie, nawet gdy ich rodzice walczą – jedno z uzależnieniem, drugie o to pierwsze?

Dziecko, nawet jeżeli jest już nastolatkiem, jest dzieckiem i taką rolę przede wszystkim powinno pełnić w rodzinie. Jego podstawowe zadania to rozwijać się i uczyć. Mieć czas i spokojną głowę na odrabianie lekcji i sport. Mieć kolegów i koleżanki z którymi uczy się budować relacje i dobrze się czuje oraz wentyl bezpieczeństwa w postaci rodziców, którzy zapewnią utrzymanie, spokojne funkcjonowanie i udzielą wsparcia w razie czego. Rodzice są też wzorcem tego, „jak to jest”, jak wygląda prawdziwe życie.

Nie jest dobrze, jeżeli dziecko jest wciągane w role należne dorosłym w rodzinie. Nie jest dobrze, gdy ma na głowie załatwianie spraw. Nie jest dobrze, gdy staje się w zastępstwie nieobecnego duchem lub ciałem jednego rodzica – partnerem drugiego. To może bardzo namieszać człowiekowi w życiu. To bardzo utrudnia późniejsze budowanie relacji partnerskich, a teraz – jest obciążeniem ponad miarę.

Nie jest też dobrze, gdy dziecko słyszy jak jedno z rodziców mówi złe rzeczy o drugim. Każde dziecko w połowie składa się z genów mamusi, w połowie z genów tatusia. Gdy słyszy, że tatuś jest półmózgiem, to równie dobrze może przyjąć, że samo jest tępe. Gdy słyszy, że mama ma dwie lewe ręce, nie będzie mu łatwo zdobyć przekonania, że ono samo jest super sprawne manualnie. Nie mówiąc o treściach pełnych nienawiści, odrazy, negatywnych ocen i umniejszania wartości. Bardzo trudno dziecku nie brać tego do siebie.
Dlatego lepiej się hamować i nie mówić dziecku „twój ojciec to kawał drania”. Jak musisz to powiedzieć – powiedz to ojcu na ucho. Oczywiście żartuję. Najlepiej w ogóle hamować się z ocenianiem i przezywaniem się w domu – starać się w każdym razie. W miarę możliwości oceniajmy zachowanie przy danej okazji, a nie to, jaki ktoś „jest”, „zawsze” lub „nigdy”.

Po trzecie, koniecznie trzeba znajdować dla swojego dziecka czas. Na pogadanie o jego sprawach, radościach i problemach. Dziecko musi nauczyć się wyrażać swoje emocje – a więc musi mieć okazję bezpiecznie to robić i jakieś wzorce tego, jak się to robi. Możesz więc mówić o tym, co Ty czujesz w relacji z nim. Nie w relacji z ojcem – dziecko nie jest przyjaciółką, niekoniecznie chce słuchać Twoich zwierzeń.

Warto też wspierać dziecko mówiąc mu różne rzeczy, które niosą ze sobą pozytywne treści. Pomyśl, czego Twoi rodzice nie mówili gdy byłaś mała i bardzo Ci tego brakowało?
Wiesz już? No to powiedz to swojemu dziecku. Ono pewnie też tego potrzebuje. Że jest ważne? Że je bardzo kochasz? Że mu zawsze pomożesz? Że go nie opuścisz?

Za to, jak kształtują się relacje pomiędzy rodzicami i dziećmi, zawsze odpowiadają rodzice. Nawet gdy dzieci są już dorosłe. Na szczęście nawet w bardzo trudnych okolicznościach można być dobrym rodzicem 🙂

Czego życzę Wam i sobie też
oraz dużo ciepła (u mnie w mieszkaniu zaledwie 19 stopni – podobno bardzo zdrowo, ale czy ja wiem…)
pozdrawiam Was bardzo serdecznie i zachęcam do komentowania!
Justyna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *