Język ofiary czy język siły – wybierz!

Wiele można w swoim życiu poprawić, jeżeli tylko zmienimy sposób wyrażania się. Nie chodzi mi może tym razem o kulturę słowa, poprawność językową, ani też o zawartość niecenzuralnych wyrazów w naszej mowie.

Istnieje taki sposób mówienia, który powoduje, że czujemy się ofiarą, inni widzą w nas ofiarę, a nawet stajemy się ofiarą, a następnie nią pozostajemy. Mowa jest bardzo silnie związana z tym, jak myślimy i to na poziomie głębszym, niż racjonalny.

„Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo” – nie bez powodu tak to sobie ktoś skojarzył. Początek Ewangelii Św. Jana zawiera myśl, że słowo ma boską moc. I rzeczywiście. Słowo zmienia świat. Może zmienić nas. To, jakim językiem się posługujemy i jakie słowa słyszymy, jakie przekazy do nas docierają i wżerają się w naszą pamięć jest bardzo ważne, ponieważ kształtuje nasze myśli, przekonania, interpretacje wszystkiego, co się wokół nas dzieje.

Jeżeli dbasz o siebie, zależy Ci być może na zdrowej diecie. By do swojego organizmu wprowadzać tylko takie produkty spożywcze, które będą dla Ciebie korzystne. To, co wkładasz do ust ma bardzo duże znaczenie. Podobnie jest z tym, co wkładasz sobie do uszu, a także jakie myśli tworzysz sobie w głowie. Jeżeli przemawiasz językiem ofiary, to osobą, która to słyszy najczęściej jesteś właśnie Ty.

Czym charakteryzuje się język ofiary?

Przede wszystkim, wskazuje na to, że ktoś ma władzę nad Twoim życiem, że nie masz kontroli nad swoim losem. Ktokolwiek by to był.
Jak się to objawia? Mówisz często: „muszę”, „nie mogę” oraz „powinnam”.

Muszę chodzić do pracy. Muszę sobie z tym jakoś radzić.
Nie mogę nic tu poprawić. Nie mogę się niczego nowego nauczyć.
Powinnam być dobrą gospodynią domową. Powinnam się bardziej starać.

Jak się czujesz, gdy słyszysz takie zdania?
Mi od razu ręce opadają z przygnębienia.

Wyrażając się w ten sposób sami nastawiamy się na to, że to nie my decydujemy o tym, co się z nami dzieje. Gdyby było inaczej, gdyby los spoczywał w naszych rękach, to mówilibyśmy raczej:
zamiast „muszę” – „chcę”
zamiast „nie mogę” – „nie chcę”
zamiast „powinnam” – „nie chcę”.

Powiesz mi teraz, że przecież to to samo, bo to takie skróty myślowe. Wcale nie. Nasz umysł, a w każdym razie jego część podświadoma, zdaje się nie zna się zbyt dobrze na żartach i bierze takie rzeczy na serio. Nie zwraca uwagi na skróty myślowe. Jak mówisz „nie mogę”, traktuje to tak, jakby ktoś Ci kazał się zachowywać tak, a nie inaczej. Gdy mówisz „powinnam” – ktoś Ci zabrania.
W ten sposób stajesz się ofiarą.

Jeżeli do tego nie ma konkretnej osoby, która Ci każe te różne rzeczy, a mówisz tak wyłącznie z przyzwyczajenia, stajesz się ofiarą losu. Jak widzisz jednak, dzięki uświadomieniu sobie, że tak to właśnie się dzieje, możesz przestać nią być!
Co zrobić? Między innymi właśnie przestań przemawiać, do siebie i do innych i do świata, językiem ofiary, wówczas przestaniesz być tak traktowana.
Przestań przemawiać językiem uczącym bycie ofiarą do swoich dzieci. Po co ich tego uczyć!
Mów językiem siły!

Zamiast: „muszę”, „nie mogę”, „powinnam” mów: „chcę”, „chcę, ale nie wiem jeszcze, jak” „nie chcę”, albo: „nie chcę, ale trudno mi się do tego przyznać”.

Zobaczysz też, że to również bardzo rozjaśnia w głowie i pokazuje, czego tak naprawdę chcemy, a czego nie chcemy. O wiele lepiej, niż gdy posługujemy się językiem ofiary.

Dlatego zachęcam każdą i każdego z Was do przyjrzenia się swojemu sposobowi wypowiadania się i do spróbowania, jak to jest przemawiać językiem siły.

Pozdrawiam serdecznie,
o 9 godzin cofnięta
Justyna

2 komentarze so far.

  1. agacia_ pisze:

    Witaj Justyno:)
    Pięknie to opisałaś i… nazwałaś. Ja już od jakiegoś czasu zdaję sobie sprawę jak ważna jest poprawna wymowa. To prawda, że mówiąc „ja chcę” wyrażam siebie, to co chcę, na co mam ochotę, na czym mi zależy…. Prawdą jest , że nie koniecznie muszę to też zaraz osiągnąć, dostać…Ale jest to dla mnie kierunek podążania a dla moich bliskich i mniej bliskich sygnał, że jestem, że mam swoje pragnienia i że chcę je realizować a oni mają je wziąć pod uwagę tak jak ja biorę ich pragnienia pod uwagę.
    Dawno też skończyłam ze słowami „muszę” i „powinnam”. Wypowiadając je nie godziłam się na wiele z tych rzeczy, spraw, o których mówiłam , że muszę czy powinnam. Czułam się kapkę jak niewolnik swoich powinności…
    Nawet gdy były to , zdawało mi się dobre rzeczy. Mówiłam np. muszę być dobra… i zaraz bunt…dlaczego? w imię czego? czemu mam ograniczać swoją wolność w imię moich wyobrażeń dobra?Może ktoś inny lepiej to dobro pojmuje?
    Kiedy doszłam do tego, że chce być dobra poczułam się wolna. Poczułam. że mogę być dobra tak jak ja sobie to wyobrażam ale też stałam się otwarta na to co mówili inni w tej kwestii… Moje pojęcie dobra się poszerzyło.
    Powinności, które kiedyś czułam to nic innego jak moje wyobrażenia o tym czego tradycja, obyczaje, ludzie ode mnie oczekiwali… Często były mylne. No bo czy można przewidzieć w 100% co ktoś od nas chce? Ja się narobiła, nagimnastykowałam oczywiście nie pytając osoby czy tego chce a okazywało się, że jej oczekiwania były inne. Zamiast pomóc niejednokrotnie kapkę nawet szkodziłam…. Zamiast dziękuję dostałam nie wtrącaj się. Ale się we mnie gotowało. Działało to też w odwrotną stronę. Sama nie umiałam mówić o swoich oczekiwaniach i mnie się ktoś tak przysłużył.
    Teraz dziękuję Bogu, że pozwolił mi zmienić swój sposób myślenia, sposób mówienia i wyrażania siebie. Żyje mi się z tym dużo lepiej.
    Justyno … ostatnio jestem trochę zajęta…. nie zdążyłam przeczytać Twojego biuletynu o współuzależnieniu jeszcze. Mam sesję egzaminacyjną…. Ale dziękuję Ci za jego udostępnienie. Gratuluję też pomysłu prowadzenia tego bloga, wydania biuletynu i pomocy osobom współuzależnionym. Pozdrawiam serdecznie:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *