Kaizen

okładka książki kaizen

Wpadła mi niedawno w ręce ta mała książeczka, która skłoniła mnie do zastanowienia się nad tym, jak snuć ambitne plany i mierzyć wysoko, dokonywać wielkich czynów, gdy się głównie odczuwa frustrację, bezradność, złość i ogólną niechęć.
Nieraz piękne marzenia kończą się na fantazjach, bo realizacja ich jest długotrwała, żmudna i wcale nie taka łatwa.
Nieraz coś co jest proste okazuje się trudne mimo, że proste jest w dalszym ciągu.
Nieraz po okresie heroicznej walki i błyskotliwych postępach następuje wielka zapaść i i efekt jojo.
Nieraz zapadamy się w depresję i nic nam się nie chce.
Co na to poradzić?

Właśnie tu z pomocą przychodzi ta mała książeczka o japońskiej filozofii kaizen.

Przeczytałam sobie co nieco na temat tej filozofii w internecie i dowiedziałam się, że jest ona stosowana przede wszystkim w przedsiębiorczości (w Japonii, rzecz jasna) i dotyczy stopniowego doskonalenia wszystkich aspektów funkcjonowania firmy, aby stale podnosić ogólną jakość wszystkiego.

Autor książki pt.: „Filozofia Kaizen. Jak mały krok może zmienić Twoje życie” skupia się raczej na stylu postępowania niż na tym, co chcemy osiągnąć, dlatego równie dobrze można tę metodę zastosować w pracy, co i w życiu prywatnym.

Zasada jest taka, żeby w życiu chodzić małymi krokami. Na wstępie przytoczone jest chińskie przysłowie, mówiące że „nawet najdłuższa podróż zaczyna się od zrobienia pierwszego kroku”. Ale na tym nie koniec. Filozofia kaizen proponuje chodzenie przez cały czas małymi krokami – byle we właściwym kierunku.

Zalecenia Kaizen brzmią mniej więcej tak:
– rób małe kroki.
– rób małe rzeczy.
– myśl małe myśli.
– ciesz się z małych sukcesów.
– kończ małe zadania.

Dla mnie – ambitnego człowieka Zachodu jest to perspektywa na początku dość przerażająca. To jak, mam zrezygnować z marzeń, z poczucia swojej wspaniałości i wielkości, z osiągnięcia wszystkiego, co mi jest potrzebne? Mam stać się mikromenadżerem swojego życia?

Potem przypomniałam sobie okresy, gdy czułam się bezradna, pogrążona w depresji i przytłoczona różnymi niezbyt przyjemnymi stanami typowymi dla współuzależnienia. Wtedy myśl, że nie muszę robić niczego niezwykłego z dnia na dzień, ani nie muszę się odchudzać w tempie 5 kilo na tydzień – może stać się cudownym ukojeniem. Nie muszę uciekać z domu, rzucać pracy, ani nie muszę podejmować żadnej niezwykłej akcji, a i tak moje małe, powolne działania będą miały głęboki sens. A nawet działania takie będą zdrowsze i będą przynosić prawdziwe, długotrwałe efekty, bez efektu jojo. Działając tak wyjdę z impasu, nawet nie wiedząc, kiedy.

Chyba właśnie poczucie sensu jest najważniejsze. I perspektywa poprawy bez efektu jojo. I przełamywanie bezradności.

Tak sobie myślę, że jednak mimo wszystko w okresach, gdy tryskam energią i mam parę do robienia rzeczy naprawdę dużych, nie zamierzam się ograniczać i pozwolę sobie na duże decyzje, duże, piękne myśli, duże, ważne działania i przede wszystkim duże, dobre przeżycia. Jednak, co tam, jestem z Zachodu. Ale od Wschodu można się wiele nauczyć i trochę swoje zachodnie myślenie wzbogacić.

Zachęcam zatem do spróbowania – zwłaszcza gdy dopada Cię depresja i ogarnia bezradność – do myślenia małych myśli i robienia małych rzeczy z perspektywą, że w końcu dojdziesz tam, dokąd chcesz dojść, ze spokojem i z wiarą, że właśnie o to chodzi w podróżowaniu – o robienie kolejnych kroków. A żeby zachować równowagę między wschodem a zachodem dodam jeszcze, że osoby wierzące proszą nieraz Boga o przewodnictwo w tej drodze. To też bardzo pomaga i dodaje otuchy, o ile oczywiście dostąpiło się łaski wiary.

Mam dla każdej i każdego z Was zadanie na dziś odpowiadające filozofii Kaizen:
Zrób dziś dla siebie coś dobrego. Malutkiego, ale dobrego i z czułą myślą o sobie. Zasługujesz na to, mówię Ci.

Pozdrawiam Was i życzę miłego popołudnia – jak zwykle zachęcam do komentowania 🙂
Justyna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *