Kobieta bezradna i nie myśląca samodzielnie – idealny worek treningowy

Witajcie!

Chcę się z Wami podzielić artykułem na WP na temat przemocy domowej.

Ale wcale nie takiej tradycyjnie z marginesu, że rodzina pijaków w starej kamienicy itd. Tylko kulturalnie, sprytnie, na poziomie, tak żeby nikt na zewnątrz niczego nie zauważył, a i sama kobieta niczego nikomu nie śmiała powiedzieć. UWAGA – poniżej dokładny przepis, jak to się robi. Moim celem jest zdemaskowanie sposobów, jakie stosują ludzie dopuszczający się przemocy w domu, działający w białych rękawiczkach. Dzięki tym sposobom kobiety wydawałoby się mądre i na poziomie stają się workami treningowymi. A nawet gdy facet się na nich wyżywa – zostają z nim – bo nieraz nie mają dokąd pójść, albo są zupełnie zdezorientowane i nie wiedzą, czy jest im źle czy dobrze. A jest bardzo źle. Dziewczyny – najczęściej same pracujecie na taki los. Że na początku było dobrze? Och, jakie to dobre jest złudne…

Dziewczyny – dbajcie o to, żeby myśleć samodzielnie. Człowiek, który walczy z Waszą niezależnością nie działa na Waszą korzyść, tylko przeciwko Wam. Czy ktoś, kto działa przeciwko swojej kobiecie kocha ją? Szczerze wątpię.

Komentarze i własne wersje (najlepiej sprawdzone) – mile widziane!

A więc – jak to się robi.

Po pierwsze i najważniejsze, na początku trzeba oduczyć kobietę samodzielnego myślenia. W tym celu od początku należy otoczyć ją troskliwą opieką. Dobrze jest niektóre rzeczy robić za nią, szczególnie takie, w związku z którymi kobiety najczęściej narzekają na swoich partnerów. Nie trzeba robić za nią wszystkiego. W innych sprawach wystarczy jej mówić co i jak ma być zrobione. Warto przypominać, że się za mało stara. Następnie trzeba komentować wszystko co robi – do najdrobniejszych szczegółów. Dzwonić tylko po to żeby zapytać gdzie jest i dlaczego nie odbiera telefonu przy pierwszym sygnale. Pytać dlaczego tak bardzo lubi być tam, gdzie była, że przychodzi do domu o 15 minut później niż uważaliśmy że powinna. Komentować wszystko, co robi w kuchni (kolejność czynności, używane sprzęty, użycie ścierek). Warto zadbać o to, by komentowanie nie przybierało formy narzekania, ani otwartej krytyki, tylko sugestii, że coś jest nie tak, ale na tyle delikatna, że w razie otwartej konfrontacji można się było szybko wycofać i nie rozumieć o co jej chodzi. Jeżeli ma jakiś pomysł na spędzenie wolnego czasu, lepiej się na to nie zgadzać. Albo zgodzić się i zorganizować w tym samym czasie inne zajęcia, przez które ten pomysł nie dojdzie do skutku, albo przestanie być dla niej taką znów przyjemnością, może wręcz uda się nam wzbudzić w niej poczucie winy że chce się rozrywać, kiedy są ważniejsze sprawy. Kiedy będzie odpowiednio zdezorientowana, zacznie się o wszystko pytać swojego partnera i straci ochotę na samodzielne myślenie.

Po drugie, trzeba wszystko za nią załatwiać, w szczególności sprawy urzędowe i finansowe (żeby nie wiedziała jak się to robi i nie miała dostępu). Dać jej kartę kredytową dołączoną do swojego konta i zadbać, by nie miała własnej. Wciągnąć ją w odpowiedzialność za wydatki, których nie będzie w stanie ponieść (np. zamieszkać razem w mieszkaniu, którego nie będzie w stanie utrzymać, wziąć razem kredyt), zniechęcać ją do rozwoju zawodowego, a może wręcz zachęcać żeby zrezygnowała całkiem z pracy. Bardzo dobrą okazją do tego jest urodzenie się dziecka. Po co ma wracać do pracy? Najlepiej też ośmieszać jej ambicje, znajomych i szefów z pracy, a także mówić o egoizmie gdy chce mieć własne oszczędności. Wyrzucać jej jeśli odkłada na emeryturę.

Po trzecie, bardzo ważne jest, żeby odciąć ją od przyjaciół i rodziny. Jeśli chce z nimi gdzieś wyjść, albo razem z nimi się rozerwać, najlepiej powiedzieć, że to poniżej jej wartości, że osoby na jej poziomie więcej czasu poświęcają ważnym sprawom, takim jak porządek, zakupy domowe, w najgorszym razie czytają książkę lub po prostu spędzają czas u boku swego partnera (kiedy on np. ogląda tv). Znajomym kobiety najlepiej okazywać niechęć, żeby sami przestali się z nią kontaktować. To samo z rodziną.

Warto też po czwarte – znów bardzo delikatnie – sugerować, że kobiety, które wychodzą z domu bez partnera na ogół są puszczalskie i poszukują wrażeń (oczywiście mówimy o jakichś tam nieokreślonych kobietach, żeby nie mogła rozpocząć dyskusji na ten temat). Trzeba zniechęcić ją do poznawania jakichkolwiek nowych ludzi i rozmawiania z nimi. Można też delikatnie przypominać, że jest nadmiernie towarzyska, że z każdym natychmiast nawiązuje znajomość i że samemu się tego nie robi.

Po piąte, na zewnątrz należy przy tym zachowywać się idealnie – nigdy na nią nie narzekać, być serdecznym, pomocnym i towarzyskim (ale uwaga! Wobec swoich znajomych, nie jej!). Warto też zabierać ją od czasu do czasu na wakacje, od czasu do czasu kupić kwiaty. Można także angażować się w prace domowe (oczywiście tylko te, które lubimy robić) no i zarabiać pieniądze.

Po szóste – i to jest dość istotne – trzeba popracować nad jej wyglądem. Kobieta atrakcyjna zawsze jest pewniejsza siebie. Dlatego też już na dość wczesnym etapie znajomości należy zacząć się delikatnie pytać, dla kogo się ubiera, maluje, perfumuje, chodzi do fryzjera, robi manicure. Warto ją utuczyć (tu przydaje się umiejętność gotowania, jednocześnie zapewniająca realizację punktu 1 (kobiety nieraz narzekają, że facet nie gotuje). Trzeba ją przy tym zapewniać, że kochamy ją taką, jaka jest, nie musi być szczupła. A jeżeli chce się odchudzać – wracamy do pytania dla kogo to robi. Tak samo można pytać o mycie się, czy depilację. Niektórzy osiągają bardzo dobre efekty odwrotną metodą, to jest kupując jej ubrania, w których naszym zdaniem będzie „odpowiednio wyglądać”, a nawet wyciskając jej pryszcze przed wyjściem z domu. Jeżeli nam samym nie zależy szczególnie na wyglądzie, to dobrze, bo możemy porównywać ją do nas. Po co jej kolejna bluzka? Buty? My mamy jedne i to jakoś wystarcza! Po co jej perfumy? Jak by się czuła gdybyśmy to my się perfumowali za każdym razem wychodząc z domu?

Gdy grunt już mamy przygotowany, mamy gotowy worek treningowy.
Można się na nim wyżywać zarówno słownie, jak i czynnie.
Jego zaletą wobec worka ze sklepu sportowego jest to, że żywo reaguje.
Dzięki temu możemy dać swobodny upust różnym swoim emocjom, nie tylko złości i agresji, ale także odegrać się za poczucie winy, wstyd, niskie poczucie własnej wartości i zwykłą nudę.

Przeczytajcie proszę poniższy artykuł, a następnie zachęcam do powrotu tu i skomentowania – być może znacie jeszcze inne pomysły. Co można robić żeby zrobić z kobiety worek treningowy?

http://kobieta.wp.pl/kat,26325,title,Bije-mnie-ale-nie-odchodze,wid,14777155,wiadomosc.html[/protected]

10 komentarzy so far.

  1. Malgoska pisze:

    Droga Justynko! Wszystko z życia wzięte.Może jeszcze zagłuszać rozsądek kobiety wpadając w chorobę i tym pogłębiać jej poczucie winy,bo przecież on tak się stara a nikt tego nie widzi.POZDRAWIAM

  2. Magdalena pisze:

    Można jeszcze – po początkowym okazywaniu uczuć – nagle „się zablokować” i zacząć zachowywać jak kolega, z wyjątkiem sytuacji kiedy ma się ochotę na seks (nie miłość tylko seks właśnie). Niemożność okazywania czułości tłumaczyć traumatycznymi przeżyciami i skomplikowanym życiem wewnętrznym.

  3. Małgorzata pisze:

    Witaj,
    Mi może trudniej mówić o tym, bo tego nie przeżyłam, ale i nie żyję na „marsie”. Sądzę, że na taki los poniekąd pracujemy sobie same, właśnie w imię wspomnień, w imię co powie teściowa, mama, sąsiad, bo wstyd bo to i sio i takie oszukiwanie się i trzymanie kurczowo choć ból i sponiewieranie. Często dzieje się, że kobiety w swojej bezsilności uznają to za normę, a tak nie powinno być bo nikt nie ma prawa nas krzywdzić, a już szczególnie obcy gość bo mąż to mimo wszytko obcy gość ….no mam taka maksymę…nie ma prawa krzywdzić nas własna mama i mus nam się chronić, a co dopiero obcy gość….że tak to ujmę….sądzę że to bierze się z braku wiedzy, pracy, uczestnictwa w terapiach, otulenie we wstyd którego wcale tu nie musi się stosować, lęk ..ta rękawiczkowa przemoc rodzi się w ich głowie, lęk przed działaniem i póki nie przełamią tego ..są workiem treningowym to smutne ale to wybór….

    pozdrawiam….

    • Justyna pisze:

      Masz rację Małgosiu, choć muszę przyznać, że brzmi to brutalnie.
      A może taka jest brutalna prawda – godzimy się na to, żeby działo się zło.

      Dodałabym jeszcze, że przyzwyczajenie do wstydu często nawet w chwili otrzeźwienia prowadzi nas z powrotem, każe zanurzyć się w poczuciu winy.
      Więc jednak to ja robię coś „nie tak” – można pomyśleć. Sama jestem temu winna – nie lubię czuć się winna – nie będę o tym myśleć.

      Trwanie przy prawdzie, uczenie się świadomości, przypominanie sobie, że w każdej chwili mogę postawić granice, mam do tego prawo i potrafię to robić – oto klucze do sukcesu. A jeżeli nie mogę i nie potrafię – to właśnie odkryłam nad czym mogę w najbliższym czasie pracować 🙂 Żeby zacząć móc i wytrenować umiejętności!

      I tu pytanie do Małgosi i do wszystkich doświadczonych: Od czego proponujecie rozpoczęcie takiej pracy?

      Justyna

  4. edyta pisze:

    Witaj,

    brak mi slow…od roku jestem w seperacji po czternastu latach naszego chorego malzenstwa….zdobylam sie na ten krok….bo niestety przemoc w „bialych rekawiczkach” przerodzila sie w czyny….ale moja psychika jest tak zszargana ze trudno mi „trzezwo” myslec….myslalam ze nie moge zyc bez mojego alko…ale, pomalu wychodze z tego…ale to ciezki proces….zaczynam zycie od nowa…poznaje ludzi i spotykam sie z nimi;) zaczynam po trochu dbac o siebie;) a nawet sie usmiechac;)
    Ciezko wspoluzalezniona

    • Justyna pisze:

      Witaj Edytko,
      Dziękuję, że podzieliłaś się z nami swoim doświadczeniem.
      Chciałabym przekazać Ci bardzo dużą miękką poduchę pełną dobrej energii 🙂
      Czasem jest ciężko.
      Czasem jednak trzeźwe myślenie daje więcej dobrego niż godzenie się z bylejakością.
      Trzymaj się, ciepło o Tobie myślę
      Justyna

  5. Maryla pisze:

    Witam. Przeżyłam 40 lat z alkoholikiem. 40 lat piekła na ziemi, które nadal trwa… Jaka ja byłam nieświadoma. Jestem milion-krotnie współuzależniona. Boże. Nic nie wiedziałam. Co to jest współuzależnienie??? Czytam na temat współuzależnienia i uświadomiłam sobie. Zmarnowałam życie Dzieciom i sobie. Moje życie to tylko ciężka praca, żeby zapłacić rachunki i żyć w miarę dostatnio. A mój mąż miał komfort picia. Czy jest jeszcze dla mnie jakaś szansa, nadzieja żeby „resztki” życia w miarę dobrze przeżyć?

    • Justyna pisze:

      Marylo,
      OK, jest jak jest, mimo to nie musisz się obwiniać o to, że popełniałaś błędy. Każdy je popełnia. W naszym kraju naprawdę mało kto wie, jak sobie radzić z podobnymi problemami. W większości znamy jedynie mity, które więcej szkodzą niż przynoszą pożytku. Ważne jest natomiast, by dzięki błędom uczyć się i zmieniać na lepsze. Siebie lub świat wokół. Myślę, że każdy i każda z nas zasługuje na to, by jak największą część życia przeżyć fajnie i godnie. Myślę też, że każdy może sobie swoje życie urządzić „po nowemu” – w każdym wieku i sytuacji jest to jest możliwe. Wielu ludzi mówi, że tyle przeżyli, to już chyba nie warto nic z tym robić. Moim zdaniem zawsze warto, a jeśli ktoś uważa inaczej – prawdopodobnie szuka wymówki, żeby nic nie robić. Nawet kilka miesięcy dobrego życia jest tego warte, nie mówiąc o roku, czy kolejnych dwudziestu latach! Dziś ludzie żyją długo, warto zadbać, by nie rozmieniać się na drobne także w drugiej połowie życia…

  6. malgorzata pisze:

    Hej,

    Żoną alkoholika byłam 20 lat. Dwa miesiące temu udało mi się rozstać całkowicie. Mam mieszkanie, dobrą pracę, cudowne dzieci. I ciągle się boję o ….niego. Dziś dowiedziałam się że stacza się dalej, że stracił prace i… w zasadzie nie powinno mnie to już obchodzić. Jestem niezależna. A jednak ……. jest mi źle. Czy kiedyś to minie???

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *