Lęk przed samotnością, lęk przed bliskością

Witajcie,

Każdy, kto kiedykolwiek zaczął pracować nad sobą, zwiększać swoją świadomość i aktywniej sięgać do prawdy o sobie spotkał się z sytuacją olśnienia. Aha! A więc tak to jest! A więc o to chodzi!

Właściwie każdy taki moment powinno się uczcić w jakiś sposób, gdyż jest kamieniem milowym na drodze rozwoju. Myślę, że takie momenty można świętować równie uroczyście, co sukcesy, gdyż one również są ważnymi sukcesami w naszym życiu.

Czasami olśnienie jest chwilowe – gdy się czegoś dowiadujemy i wydaje nam się bajecznie proste i doskonale opisujące rzeczywistość, a potem okazuje się, że to nie do końca tak – jednak w każdym wypadku takie olśnienie przybliża nas do prawdy o nas, o świecie i o relacjach.

Po tym przydługim wstępie przechodzę do sedna, którym jest moje ostatnie olśnienie. Otóż,

[protcted]jest tak, że osoba podatna na współuzależnienie, która z łatwością wpada w orbitę uzależnienia swojego partnera (lub innego członka rodziny), może jednocześnie doskonale sobie radzić w świecie (z dziećmi, pracą i różnymi sprawami.

Z jednej strony oczekuje, że ktoś zupełnie do tego nie gotowy lub nie mający na to ochoty domyśli się jej potrzeb a następnie je zaspokoi, boi się odrzucenia z jego strony i nie wyobraża sobie jak bez niego da sobie radę, a z drugiej zachowuje się tak, jak gdyby wcale nie potrzebowała niczego od nikogo.

Nieraz też osoby podatne na współuzależnienie mają trudności z wchodzeniem w związki oparte na prawdziwej bliskości, prawdzie i normalności, zamiast nich poszukują motyli w brzuchu, burz i tęczy, rozbitków do ratowania lub książąt z bajki. Uzależnionego wyczują z daleka i jeśli nic nie staje na przeszkodzie – zaraz się angażują i nie mogą się uwolnić nawet gdy związek okazuje się mało satysfakcjonujący.

To wreszcie problem polega na lęku przed samotnością, czy przed bliskością? Na tym, że kurczowo trzyma się kogoś, kto już jest (jaki by nie był) i zabiega o względy wszystkich wokół? Czy też na tym, że odrzuca wszystkich i radzi sobie zawsze sama, nie zwracając się o pomoc do nikogo?

Oczywiście trochę na tym, trochę na tym. Przynajmniej ja odczuwałam to jako pewnego rodzaju mieszankę, która raz przeważała w jednym kierunku, raz w drugim.

Skąd takie paradoksy? Dlaczego tak się dzieje?

Teoria deficytów rozwojowych, której zwolennikami są Weinholdowie wyjaśnia, że tendencja do uzależniania się od ludzi ma źródło w zaburzeniach z okresu wczesnoniemowlęcego, kiedy podstawowym zadaniem małego człowieka jest stworzenie bliskiego związku z matką, ojcem i rodziną. Jeżeli się to nie uda, pozostaje mu deficyt w postaci niezaspokojonej potrzeby stworzenia takiego związku, która domaga się zaspokojenia w dalszym ciągu życia. Weinholdowie nazywają to współuzależnieniem, choć ja bym to raczej nazwała uzależnieniem od ludzi.

Oto źródło lęku przed samotnością i porzuceniem.

W wieku około 6 miesięcy, mniej więcej kiedy dziecko zaczyna raczkować, budzi się w nim indywidualność i nawet jeśli nie odrobiło pracy domowej z pierwszego etapu, natura pcha je ku budowaniu odrębności.
To jest pierwszy moment, w którym dziecko zaczyna odkrywać świat i chce to robić „samo”. Sprawdza też gdzie są granice jego swobody. Uczy się mówić „nie” i robi to z dużą determinacją.
Również rodzice w tym czasie z chęcią wracają do swoich przyjaciół i własnych zainteresowań, poświęcają część czasu na takie sprawy, jak praca, czy ich własny związek małżeński.
Jednak dziecko w dalszym ciągu potrzebuje dużej dawki troski, poświęconego czasu i zainteresowania. Gdy coś się dzieje złego lub strasznego, dziecko potrzebuje, by rodzice przy nim byli, nawet jeśli zaraz potem ich przegania.
Ten okres jest dłuższy od pierwszego i trwa do około trzeciego roku życia. Jego nazwa – „anty-zależność”.
Jeżeli w tym czasie rodzice się dzieckiem nie interesują, nie ma ono dość odwagi, by ruszyć na poszukiwanie siebie w świecie. Jeżeli zaś ciągle go pilnują i wszystkiego zakazują, także się ze swego zadania nie wywiązuje. W takim przypadku w dziecku pozostaje deficyt eksploracji świata i lęk przed osaczeniem, przed nadmiarem bliskości, przed utratą swobody.

To jest źródło lęku przed bliskością.

Jak więc widzicie, przynajmniej według tej teorii nie ma tu żadnej sprzeczności, ani żadnego paradoksu. Jedno ściśle wiąże się z drugim i jedno z drugiego wynika. Oczywiście są osoby, które większych urazów doświadczyły w jednym etapie, inne w drugim. Jednak łatwo zrozumieć, że wiele osób mogło mieć utrudniony start zarówno na pierwszym, jak i na drugim etapie.

Moim zdaniem, osoby podatne na współuzależnienie i współuzależnione, najprawdopodobniej należą właśnie do tych, które noszą w sobie deficyty pochodzące zarówno z pierwszego, jak i drugiego etapu.

Muszę przyznać, że informacja o istnieniu czegoś takiego jak anty-zależność była dla mnie olśnieniem, dlatego też chciałam się nim z Wami podzielić.

Interesujące? Napisz, co o tym myślisz. Zachęcam do dyskusji
i pozdrawiam weekendowo,

Justyna

Jeżeli walczysz ze współuzależnieniem i nie wiesz co zrobić, żeby zacząć, zachęcam do przeczytania e-booka „Twój pierwszy krok poza zaklęty krąg”. Zawiera wiedzę i ćwiczenia, dzięki którym możesz naprawdę zacząć zmieniać swoje życie.
[/protected]

2 komentarze so far.

  1. Basia pisze:

    Moja mama była chora na stwardnienie rozsiane,bardzo wcześnie zaczęła poruszać się na wózku inwalidzkim,tato pracował ,a ja z siostrą zajmowalysmy się mama…tak bylo przez lataSwójzwiazek małżeński zawarłam ,bo chyba chciałam zyc inaczej..ale nie udało się..mąz nadużywa alkoholu..nie umiam już nawet z nim rozmawiac.tato zmarł-opieka nad mamą ..przez parę lat.Kiedy jej zabraklo…mogłabym cos zrobić ze swoim życiem…ale brakuje mi siły odwagi..boję się powiedziec męzowi że go nie kocham…i tkwię w tym…i coraz częsciej przychodza mi do glowy glupie myśli.Zapisałam sie na terapie dla współuzaleznionych…mam ponoc depresję..Zycie jest bez sensu

    • Justyna pisze:

      Droga Basiu,
      Z tego co piszesz domyślam się, że jesteś bardzo dzielną, wierną i konsekwentną osobą, wcale Ci się też nie dziwię, że brakuje Ci siły po tym wszystkim. Teraz należałby Ci się rewanż od świata za to całe dobro, które wnosisz… No i oczywiście jak najbardziej się należy 🙂 Pomyśl o tym i nie krępuj się zatroszczyć się teraz na odmianę o siebie. Twoje życie ma przyszłość.
      Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie,
      Justyna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *