Mądrość Dorosłego – wewnętrzny Dorosły

sowa2Dzień dobry, witajcie moje drogie Panie. Witam również kilku towarzyszących nam Panów.

Zanim się zabierzesz za czytanie do końca, zarezerwuj sobie z 15 minut bez różnych „przeszkadzaczy”, zamknij FB i maila, weź coś ciepłego do picia. Zaczynamy?

Zapraszam Cię dziś do podróży w głąb naszego mózgu, w którym, jak się wydaje gdy czytamy artykuły naukowe, mieści się także nasze serce, ośrodek uczuć.

Ale żarty na bok. Zgodnie ze współczesną wiedzą zdajemy sobie sprawę, że uczucia, odczucia z ciała, myśli, fizjologia, zachowanie, wrażenia zmysłowe, a nawet wspomnienia tworzą jeden wspólny SYSTEM różnych rzeczy powiązanych ze sobą. Przyglądając się wynikom badań można dojść do wniosku, że wszystko wpływa na wszystko, a w każdym razie wpływa na siebie nawzajem.
Nikomu nie udało się rozstrzygnąć ostatecznie CO się bierze Z CZEGO, czy uczucia biorą się z chemii, czy z myśli, a może zupełnie na odwrót – chemia uwalnia się pod wpływem zachowań, myśli i uczuć. Przypuszczalnie czasem jest tak, czasem inaczej, a najczęściej działa w obie strony i wzajemnie się napędza. A centralny komputer, który to wszystko przerabia i łączy mamy właśnie w głowie.

Dla części z Was informacje te pewnie nie są niczym nowym. Ale czy zastanawiałaś się kiedyś nad tym, co to oznacza? Ni mniej ni więcej lecz to, że jeżeli zmienimy jedną z tych rzeczy, na przykład myśli, będzie to miało wpływ na zmiany w innym miejscu, na przykład zmienią się uczucia. Jeżeli zaczniemy się inaczej zachowywać, możemy zmienić myśli. Tak samo na nasz system będzie miał wpływ prosty zabieg, jakim jest zmiana otoczenia. Po drodze będzie się zmieniała chemia.

Oczywiście, łatwiej jest zmienić rzeczy drobne i na krótko. Znacznie trudniej zmienić coś na trwałe. Zwłaszcza jeżeli sięga głęboko do naszych przyzwyczajeń, charakteru, temperamentu. Ale wydaje się, że wszystko się trochę jednak z czasem zmienia. Jedne rzeczy mniej, inne bardziej.

Jak pamiętacie, ostatnio wspominałam o Ericu Berne i jego pomyśle, że człowiek w swojej psychice czuje się czasem jak dorosły, czasem jak dziecko, a czasem jak rodzic tego dziecka. Nie chodzi tu o jakieś magiczne istotki zamieszkujące głowę, bo wiadomo, że niczego takiego tam nie ma. Są natomiast różne przyzwyczajenia, doświadczenia, nauczki i nawyczki. Oraz fakty, docierające dzięki oczom, uszom, nosowi, ustom i skórze. Ta mieszanka wywołuje różne stany psychiczne, które zdaniem Berne’a składają się z uczuć odpowiadających pewnym zachowaniom oraz zachowań, odpowiadających pewnym uczuciom, bo jak sobie powiedzieliśmy wcześniej, system działa w obie strony.

Berne z obserwacji podzielił te stany na trzy rodzaje. Zaobserwował (i na logikę sobie dopowiedział), że każdy człowiek ich doświadcza, że repertuar tych stanów jest u każdego ograniczony i że ich pochodzenie jest u każdego w miarę podobne.

Jeden ma przede wszystkim związek z obiektywnym poznawaniem świata. Człowiek odbiera wrażenia zmysłowe, rozumuje, myśli i odpowiednio do sytuacji dobiera zachowania. Chcę – robię. Myślę – postępuję rozsądnie. Albo na szybko. Odbiera się wrażenia zmysłami, uczucia ustalają czy to coś dobrego czy groźnego, jeśli dobre, podchodzi się bliżej, jeśli złe lub wstrętne, ucieka się, odstrasza, broni lub niszczy zagrożenie. A przynajmniej krzywi się lub klnie. Tę część stanów Berne nazwał Dorosłym. Jest niezależna od innych ludzi i najbardziej obiektywna.

Drugi i trzeci stan to zachowania oraz towarzyszące im uczucia (lub uczucia i towarzyszące im zachowania) których się nauczyliśmy w kontakcie z innymi ludźmi. Przede wszystkim z rodzicami i innymi opiekunami, gdy byliśmy mali. Już dawno psychologowie zauważyli, że im wcześniejsze doświadczenia, tym silniej są one zakorzenione. Człowiek nieraz (a nawet na ogół) za mało czasu do namysłu, więc często (na ogół) korzysta z różnych schematów. Te wczesne schematy zachowania są w nas najsilniej wryte, najbardziej niezmienne. Na ogół powstały jako nauka, jak powinno się postępować w danej sytuacji, a także jak sobie radzić w sytuacjach, gdy nie mamy fizycznych możliwości zachować się odpowiednio do sytuacji, więc sami wypracowujemy sobie różne „sztuczki”, żeby nadrobić braki możliwości, pomysłu lub umiejętności , by podjąć jakieś „rozsądne” działanie. Większość ludzi ma te nauki tak silnie zakorzenione, że stosuje swoje „sposoby” także wtedy, gdy nie mają one sensu, bo równie dobrze dałoby się skorzystać z możliwości, jakie się ma będąc dorosłym człowiekiem.

Przykład? Jeżeli do małego dziecka podchodzi ktoś ogromny dorosły i zaczyna na dziecko wrzeszczeć, to co dziecko może zrobić? Gdyby było duże, to by odwrzasnęło, powiedziało coś do słuchu, albo odeszło. A gdy jest małe, odwrzaskiwanie czy próby odejścia mogą przynieść słaby, albo nawet odwrotny skutek. Dziecko wymyśla więc sobie, na przykład, że w takiej sytuacji będzie siedzieć cichutko i starać się nie słuchać, tylko myśleć o czymś innym, przyjemniejszym. Jeżeli wyobrazimy sobie, że ktoś wypracował sobie taki sposób i stosuje go dalej gdy ma lat czterdzieści (na przykład gdy szef w pracy robi mu reprymendę), to właśnie wtedy będziemy świadkami sytuacji, gdy człowiek ten wszedł właśnie w jeden z takich stanów „niedorosłych”.

Te stany Berne nazywa Dzieckiem oraz Rodzicem. Bardziej szczegółowo chciałabym je omówić w przyszłym tygodniu.

A teraz wróćmy jeszcze na chwilę do Dorosłego. Może to dziwne, ale okazuje się, że jeśli weźmiemy różne sytuacje, jakie przydarzają się osobom dorosłym, zachowanie „dorosłe” jest w większości sytuacji najkorzystniejsze. W większości sytuacji zapewnia „asertywne” podejście, pozwala się chronić, otrzymywać co potrzebne, zbliżać się do innych lub odsuwać – i to wszystko bez sprawiania innym przykrości, czy krzywdy.
Ale co z tego, jeżeli wszystko wiem, ale gdy przyjdzie co do czego, zachowuję się w sposób „niedorosły”?
Na szczęście to można wyćwiczyć. Po pierwsze już Berne zauważył, że stany psychiczne się zmieniają, a nawet można je zmieniać świadomie. Wystarczy mieć na co zmieniać! A żeby mieć na co, można rozbudowywać umiejętności naszego wewnętrznego Dorosłego. Dostarczać mu (JEJ!) narzędzi, żeby się uczył coraz lepiej sobie radzić.

Od czego zacząć?
Moim zdaniem najlepiej od trzech kroków.

KROK 1 Przyjrzyj się sytuacjom, które Ci się przytrafiają. Czy zdarza Ci się zachowywać jak zalęknione lub smutne Dziecko, które jest za małe, żeby sobie poradzić? Albo gdy narzucasz innym swoją wolę i postępujesz tak, jak krytyczny rodzic, który nie wierzy w umiejętności innych? Przyjrzyj się sobie i swoim zachowaniom i nazywaj je.

KROK 2 Zastanów się, jak możesz wyglądać jako Dorosły. Jaka postawa, miny, fryzura czy zachowanie są charakterystyczne dla tych Twoich stanów. Kiedy zdarza Ci się tak czuć? Poszukuj takich sytuacji i doświadczaj ich! Możesz też wybrać sobie jakiś przedmiot, który Ci będzie przypominał o tym, że możesz być takim mądrym i obiektywnym Dorosłym. Jeżeli masz wątpliwości czy w ogóle masz takie możliwości, czytaj do końca, na końcu znajdziesz pomoc.

KROK 3 Jeżeli zdarzy Ci się taka sytuacja, gdy z przyzwyczajenia reagujesz jak Dziecko lub krytyczny Rodzic, nie zamartwiaj się, tylko zatrzymaj się na chwilę i pomyśl, co byś mogła zrobić, gdybyś była tym dorosłym. Co by mógł pomyśleć? Co by mógł zrobić?

To najlepszy sposób, by postępować w przytrafiających się sytuacjach coraz SKUTECZNIEJ, oszczędzić sobie niepotrzebnych CIERPIEŃ, mieć życie w SWOICH RĘKACH. A przy okazji postępować tak, jak by się chciało, bez poczucia winy, wstydu, czy niechęci do siebie. J

Zapraszam do komentowania. Przy okazji, z mikołajkowego rozpędu, mam też prezencik dla tych, które zapominają o tym, że mają w sobie takiego wewnętrznego dorosłego 🙂 A jest nim Certyfikat Dorosłego, w którym potwierdzam, że wewnętrzny Dorosły jest w Tobie i możesz z niego korzystać. Masz możliwości, dasz radę, ja w Ciebie wierzę. Pobierz, wydrukuj, powieś na lodówce czy w innym miejscu. http://www.jannasz.pl/images/Certyfikat_Dorosłego.pdf 

I proszę, pamiętaj. Jesteś Dorosła 🙂

Pozdrawiam Każdą i Każdego z Was bardzo serdecznie i zapraszam na kolejną część – o wewnętrznym Dziecku i Rodzicu – we wtorek za tydzień 🙂

Justyna

 

 

eżeli masz wątpliwości, czy w ogóle 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *