Maski – ćwiczenie karnawałowe

Karnawał to czas imprez, przebieranek, bali maskowych.

Założenie maski w każdym chyba wyzwala talenty aktorskie i możliwości, których się w sobie wcale nigdy nie spodziewał. W zakładaniu masek od czasu do czasu w zasadzie nie ma niczego złego i jest to naturalne. Nieraz jednak, zwłaszcza jeśli ich nadużywamy, mogą stać się czymś w rodzaju wiezienia, kuli u nogi, z której bardzo trudno się wyzwolić.

Maski zakładamy jednakże nie tylko w karnawale.
Każdy z nas ma podręczny zestaw na różne okazje. Jedną wkładamy w pracy, inną wobec sąsiadów, jeszcze inną w czasie niedzielnego spotkania z teściową.

Niedawno były święta i sylwester, dla znacznej części z nas oznaczało to mniej lub bardziej przymusowe spotkanie w szeroko pojętym gronie rodzinnym, a następnie mniej lub bardziej przymusową zabawę w gronie radosnych, rozbawionych ludzi. Jeżeli przymusowe – maska mogla być bardzo wygodnym rozwiązaniem. Udaję kogoś szczęśliwego, komu się świetnie wiedzie, chwalę się czym mogę – przedmiotami, sukcesami, dziećmi, podróżami, jestem w dobrym humorze i ogólnie nic mnie nie ruszy. Nie przejmuję się, że oglądanie tej czy tamtej osoby przypomina mi o bólu, jakiego w związku z nią zaznałam, ani przed nikim nie wypruwam z siebie flaków. Mam na sobie swoją maskę i czuję się bezpiecznie.

Nawet narzekanie ma w takich okolicznościach charakter rytualny. Oddają mu się w szczególności starsze panie, które z lubością opowiadają sobie o chorobach, jakie przypadły im w udziale, złych lekarzach, kolejkach w przychodni i lekach, które mogą pomóc lub nie. Przy innej okazji okazuje się, że osoba ta wcale nie jest tak strasznie chora, jak można sobie to wyobrazić gdy słuchamy jej narzekań. To była taka maska towarzyska.

Maski podnoszą więc poczucie bezpieczeństwa i umiejscawiają w towarzystwie (można być kimś takim samym jak inni, na przykład).
Tymczasem tak naprawdę, nikt przecież nie jest taki sam, jak inni. Mało kto także, jak przypuszczam, dobrze się czuje siedząc cały czas nie w swojej skórze. Myślę, że większość ludzi ma potrzebę bycia poznanym w swojej własnej postaci, nawet wówczas, gdy maska przyrosła im do twarzy i nie umieją się spod niej pokazać.

Obserwując osoby współuzależnione, a także przypominając sobie własne doświadczenia, odnoszę wrażenie, że najczęściej spotykaną maską współuzależnienia jest maska bohaterstwa, poświęcenia i twardości. Pod nimi bardzo często kryje się wspomniana wyżej tęsknota za poczuciem bezpieczeństwa, ogromne zmęczenie i wstyd.

Dam sobie radę i nikt mi nie musi w niczym pomagać.
Nikt nie będzie się wtrącał w moje życie.
Muszę być dzielna, i będę, jestem niezniszczalna.

Karnawał to czas, w którym możemy poeksperymentować ze swoimi maskami. Potrafisz jeszcze odróżnić swoją prawdziwą twarz, tę którą ujawniasz gdy jesteś sama u siebie, od tej, którą zakładasz dla ludzi?

A może masz cały zestaw masek – na różne okoliczności, których już od jakiegoś czasu całkiem nigdy nie zdejmujesz? Maski z zasady nie są niczym bardzo złym, jak wspominałam, ale gdy nie umiemy się z nimi rozstać nawet na chwilę, ryzykujemy, że osoby, które dobrze czują się w towarzystwie nas prawdziwych, takich jakimi jesteśmy, nie spotkają nas wcale. Ryzykujemy utratę szansy na bliski kontakt i na prawdziwą relację z drugim człowiekiem. Być może nawet ryzykujemy utratę na bliski kontakt z samym sobą.

Jeżeli masz czas i ochotę, możesz zrobić takie ćwiczenie karnawałowe:

Zaopatrz się w duży kawałek papieru, albo nawet kilka kartek i coś do rysowania.
Narysuj maski, których naprawdę używasz na różne okoliczności. Nazwij te okoliczności. Wytnij te maski – masz teraz swój własny zestaw.

Możesz teraz stanąć przed lustrem, założyć którąś z masek, a potem zdjąć ją i spojrzeć sobie w oczy. Jak myślisz, co widzą inni, gdy oglądają Cię w masce? Pomyśl, może potrzebujesz sytuacji, w których nie musisz zakładać maski. A może rozstanie się z nią jest dla Ciebie trudne? Czy w życiu również ciężko Ci się z którąś z nich rozstać? Co czujesz? A może równie wesoła mogłabyś być wtedy, gdy nie masz na sobie żadnej maski? Czy to nie cudowna perspektywa?

Myślę, że ćwiczenie z maskami może być inspiracją do wielu przemyśleń. Maski są fajne, ale najfajniejsze wtedy, gdy się ich nie nosi przez cały czas.

Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i życzę udanych zabaw w karnawale, a jednocześnie zapraszam do komentowania,

Justyna

One Response so far.

  1. Mirka pisze:

    Jestem pod wrażeniem ćwiczenia z maskami. Uważam, że może to ćwiczenie zmienić wiele w życiu każdego człowieka, nawet takiego, który nie uważa się za współuzależnionego. Dziękuję za podpowiedź.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>