Mąż się stara ale ja nie potrafię zapomnieć… przecież mogłam go stracić na zawsze.

„Mój mąż nie bierze narkotyków od 20 kwietnia…był w ośrodku…i od tamtej pory nic nie bierze. Wyprowadziliśmy się z miasta więc nie ma kontaktu ze swoimi kolegami…Nic nie wiedziałam że bierze narkotyki, a zaczęło się od kiedy zamieszkaliśmy razem…trwało to kilka miesięcy tj od października do kwietnia… wychodził na kilka dni i nocy, spędzał dużo czasu z kolegami ale nic nie wiedziałam…nic. W końcu się przyznał…i w ten sam dzień zadzwonił do ośrodka że chce się leczyć…wybaczyłam…i jest znowu z nami…czysty…tylko że nie potrafię o tym zapomnieć. O nocach i dniach bez niego, o tym że brał ostatnie nasze pieniądze (a mamy dwójkę dzieci) że mnie oszukiwał. Co noc mi się śnią różne sytuacje z naszego „tamtego”domu… Jestem załamana psychicznie…nie umiem żyć normalnie. mąż się stara ale ja nie potrafię zapomnieć…przecież mogłam go stracić na zawsze. Jesteśmy młodzi. Ja mam 24 lata a on 26 całe życie przed nami, ale co z tego skoro we mnie jest złość, agresja, poczucie strachu że zacznie, nie umiem sobie poradzić sama ze sobą. mąż z tym wygrał. Ale ja przegrywam 🙁 pomóż.”

Witaj!
Nic dziwnego, że przeżyłaś ciężki szok. Takie odkrycie może wstrząsnąć całym światem. Bardzo trudno jest je sobie przyswoić, rany po takich przeżyciach nieraz długo się goją. Nic też dziwnego, że straciłaś poczucie bezpieczeństwa i z osoby pełnej zaufania stałaś się osobą w 100% nieufną. Jesteś teraz po prostu poraniona i potrzebujesz wyzdrowieć.
Na szczęście z tym wszystkim można sobie poradzić, a na dodatek czas goi bardzo wiele ran. Znacznie sprawniej można powrócić do równowagi, jeżeli się zdrowieje aktywnie, to znaczy pracuje nad tym pod okiem terapeuty.
Naprawdę, uwierz, że Tobie jest potrzebna pomoc, bo to, że Twój mąż się opamiętał i stara się, nie wystarczy do powrotu Waszej rodziny do zdrowia. Często taka historia, jak ujawnienie się uzależnienia jednej z osób i praca nad swoim zdrowiem, skłaniają całą rodzinę do wejścia na drogę rozwoju osobistego. Jeden z przepisów na szczęście w małżeństwie głosi, że każdy musi przyczynić się do niego w 100%. Przed Wami pewnie jeszcze niejedna trudna sytuacja w życiu, jeżeli teraz nauczycie się radzić sobie z przeciwnościami w konstruktywny sposób i wspierać wzajemnie swój rozwój, to macie szansę na prawdziwie szczęśliwe życie.

Czego życzę Ci z całego serca,
Justyna

7 komentarzy so far.

  1. aneta pisze:

    Witam
    Polecam książkę Ewy Woydłło ”Aby wybaczyć”.Sama miałam ( mam podobne obawy)jak Ty.Pomaga mi w tym terapia i literatura dla współuzależnionych.Powoli dzięki temu odzyskuje spokój i harmonie,ale to jest cały czas praca nad sobą.
    Życzę pogody ducha
    Pozdrawiam gorąco

  2. Lila pisze:

    Rozumiem tą sytuację, ja mam podobnie niestety, z tą różnicą, że mąż nadal od czasu do czasu zażywa narkotyki. Kiedyś mąż zażywał codziennie, jest od tego niewątpliwie uzależniony, ja ukończyłam terapię dla wpółuzależnionych i radzę sobie nieźle w tej sytuacji(chociaż permanentny stres robi swoje:-/) ale mój mąż niestety własnej terapii nie ukończył, chodził ale krótko, był na kilku spotkaniach, doszedł do wniosku że mu to niepotrzebne… Przez dokładnie 11 miesięcy po tym jak skonczyłam moją terapię dla wspóluzależnionych mój mąż nie tykał narkotyków, po czym poszedł na 5-miesięczne zwolnienie chorobowe i się znów zaczęło. Teraz wrócił do pracy ale nałóg nadal jest, nie zażywa codziennie, ale kiedy tylko może, kiedy ma dzień czy wieczór wolny to właśnie spędza sobie go będąc „zjaranym”, do tego jeszcze zaczął palić papierosy, a nie robił tego wcześniej…
    Dodam że mamy 2 dzieci, jedno młodsze jest nasze, starsze jest moje z poprzedniego związku. Zdaję sobie sprawę że mój mąż jest niedojrzały emocjonalnie, nie radzi sobie z tym wszystkim, zażywa leki przeciwdepresyjne i zagłusza się w ten sposób jeszcze bardziej…
    Niestety już coraz poważniej myślę o rozwodzie, bo nie mam już siły wchowywać 3 dzieci sama :-/

  3. Lila pisze:

    3 dzieci – oczywiście w tym mój mąż…

  4. AAAA pisze:

    Ja odkryłam prawdę jak mąż powiedział do mnie że ma problem i jest alkoholikiem.. to właśnie sie zaczęło w tedy..powroty do wspomnień a mamy roczną córeczke… jazda autem pod wpływem alkoholu.. nie pije 3i5mies leczy sie ale..i czasami myślę że po co ja sie w to dalej pakuje chociaż i tak są te cholernie złe wspomnienia… Polecam chodzić na terapię sama chodze prawie 2 mies i jest to ogromna pomoc.. A z innej beczki znów nie potrafię zaufać i o wszystkim mówić terapeucie to jest trudne.. troszke boje sie reakcji że będzie zmierzała żebym sie rozstała zmężem mimo że jest trzeźwy..

    • Justyna pisze:

      Myślę, że nie jest rolą terapeuty wywierać presję na decyzję w tę czy tamtą stronę. Terapia to nie pranie mózgu. Myślę, że jeżeli masz jasność, że nie chcesz się rozstawać, to bardzo dobrze. Terapeuta może pomóc zyskać perspektywę właśnie wtedy, gdy nie wiesz, jaką decyzję podjąć i co w ogóle robić. Natomiast jeżeli wiesz, czego chcesz, dobry terapeuta może się tylko cieszyć z takiego stanu rzeczy.

  5. Halma pisze:

    Uciekajcie dziewczyny jak najszybciej od takich mężów (uzależnionych od alkoholu, bądź narkotyków) zmarnują Wam życie. Po 40-tu latach życia z takim człowiekiem, jestem wrakiem. I BRAK MI SIŁY na zmiany, a świadomość, że tak późno to zrozumiałam, pozbawia mnie energii i woli życia. Uzależnienie, to nie sam alkohol, czy prochy – to BRAK CHARAKTERU.

    • Justyna pisze:

      Witaj,
      Dziękuję Ci za tę wypowiedź. Wielu myślących ludzi ma czasem poczucie porażki. Nie chcę napisać, że każdy tego doświadcza, ale nie zdziwiłabym się, gdyby tak było. Bardzo często wiąże się to z przekonaniem, że jest za późno. Tymczasem przekonanie to jest dość złudne, bo dopóki żyjemy, mamy czas. Nawet bardzo staremu i bardzo choremu człowiekowi może być fajnie, a co dopiero nam, poturbowanym wprawdzie psychicznie i bynajmniej nie rozpieszczanym przez życie, no ale w sumie – bez przesady 🙂 Nieraz też, gdy myślimy o swoich porażkach, czujemy brak siły. Walczymy z tym poczuciem, szargając granice własnej wytrzymałości i rabunkowo zużywajmy całą energię. Tymczasem akceptacja bezsilności jest jednym z kluczy do szczęśliwego życia. Bo jesteś bezsilna wobec wielu spraw. Ale nie jesteś bezradna.

      Jeśli chodzi o uciekanie od alkoholika, czy narkomana, dla mnie sprawa wcale nie jest tak jednoznaczna. Faktycznie rezygnacja z takiego związku nieraz okazuje się konieczna. Myślę jednak, że każda sytuacja jest nieco inna i dobrze jest, gdy każdy podejmuje decyzje dostosowane do siebie. Pomiędzy współuzależnieniem a porzuceniem swojej pary na łaskę losu i ucieczką jest jeszcze mnóstwo miejsca na szczęśliwe życie. Możliwości jest milion.
      Ja proponuję zrobienie sobie wiosennych porządków.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *