Miłość bliźniego

Witajcie!

Dzisiaj odpowiadam na kolejne trudne pytanie…

Mój mąż przestał pić sam, ale odkąd sięgam pamięcią leczył się u psychiatry, paranoja alkoholowa, silne lęki itp. Chodziłam na terapię współuzależnienia, ale ciągle mam nawroty.Trudne było nasze życie, mieszkamy osobno od 7 lat, ja jestem po operacji
raka piersi, u niego nic się nie zmieniło, 7 lat temu był na odtruciu, sam zdecydował, jednak nie podjął terapii, prawdopodobnie wrócił do nałogu, jest na psychotropach, mnie serce boli jak pomyśle ze się tak degraduje. Powiedz mi Justyno czy to warto jeszcze o niego walczyć?

Z tego, co piszesz rozumiem, że przez ostatnie 7 lat nie kontaktowaliście się zbyt często, skoro piszesz, że „prawdopodobnie wrócił”. Coś sprawiło, że po tylu latach zaczęłaś się zastanawiać, czy warto o niego walczyć. Co to takiego? Jeżeli chcesz się tym podzielić, zapraszam do komentowania, możesz podać fikcyjne imię jeśli wolisz.

Widzisz, w normalnym układzie, to o kogoś kto ma raka się walczy i dba.

Współuzależnienie polega między innymi na specyficzym rozumieniu przykazania o miłości bliźniego: „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego.”
Naturalną rzeczą jest, że człowiek skupia swoją uwagę i troskę przede wszystkim na sobie. Dba o swoje dobro. Dopiero gdy ma wszystkiego pod dostatkiem, jest gotowy dawać innym. Przykazanie to jest, jak mi się wydaje, wskazówką, by mimo tego całego naszego zdrowego egoizmu myśleć od czasu do czasu także o innych. Jednak nawet z tego przykazania wynika, że człowiek przede wszystkim jest skupiony na swoich potrzebach.

Tymczasem współuzależnienie to często traktowanie innych jakby byli ważniejsi ode mnie, lepsi, bardziej godni miłości i poświęcenia.
„Kochaj bliźniego swego jak nikt nie pokocha ciebie” – w zasadzie tak jest często realizowane przykazanie miłości przez osoby współuzależnione.

Oczywiście, poświęcając się można bardzo dużo dobrego zrobić dla innych, dla świata. Można być prawdziwym bohaterem. To kusi. Jest to niewątpliwie jakiś pomysł na życie, choć nie jedyny i zdecydowanie nie najbardziej naturalny dla istoty ludzkiej. O wiele bliższy mi pomysł na życie jest taki, żeby cieszyć się bliskością, miłością, dobrostanem, bogactwem – co tylko świat daje – i dzięki temu, że się wszystko ma mieć ochotę na dzielenie się z innymi.

Czy uważam Matkę Teresę za wielką postać? Tak. Na pewno bardzo dużo dobrego zrobiła dla innych. Nawiasem mówiąc, będę musiała poczytać jej wypowiedzi, bo jakoś dotąd tego nie znam za dobrze. Uważam jednak, że aby podjąć się takiego poświęcenia, dobrze wybrać je świadomie i wziąć odpowiedzialność za wszelkie możliwe konsekwencje. Na tym właśnie polega powołanie. Uważam też, że poświęcanie się dla innych, żeby nie wiem jak było szlachetne, jest mimo wszystko nienaturalne. Naturą człowieka jest właśnie to – kochanie siebie, a potem innych i staranie się, by nie robić tu wielkiej różnicy.

Czy warto walczyć o kogoś, kto sam o siebie nie walczy i nie walczy o mnie? No, to też bardzo trudne pytanie. Wszystko zależy od tego, co dla Ciebie jest ważne. I od świadomego podejmowania decyzji. Właściwie na to, co robi Twój mąż nie masz za dużego wpływu, więc nawet choć możesz wybrać walkę o niego bez niego, prawdopodobnie skuteczność Twoich działań będzie marna. Zwłaszcza że jesteście od siebie oddaleni a on robi co chce. Natomiast uważaj, by myślenie „za niego” nie spowodowało, że zaniedbasz siebie. No, chyba że świadomie tak wybierzesz, również i do tego masz prawo.

Świadomość i prawda – to drogi pozwalające na niezależne życie. Tylko od siebie samej dowiesz się, czego tak naprawdę chcesz i co jest dla Ciebie ważne. „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego” oznacza, że masz prawo kochać siebie przede wszystkim i dbać o siebie. Jeżeli nawet postanowisz kochać kogoś bardziej niż siebie – podejmij taką decyzję świadomie.

Pozdrawiam Cię i Was wszystkich bardzo serdecznie,
i jak zwykle zapraszam do komentowania
Justyna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *