Miłość niejedno ma imię

Witajcie,
Dzisiaj chciałam napisać kilka słów o miłości.

Najbardziej mnie boli że wszyscy w rodzinie udają że nic się nie dzieje.
Mąż uzależniony jest od tramalu ma ataki padaczki oszukuje lekarzy.
Jak zbadać zawartość tramalu w organizmie?

Myślę, że kolejny raz stajemy przed problemem „jak pomóc uzależnionemu partnerowi”.
Zobaczcie, czy jest uzależniony od alkoholu, czy od leków, czy od czegoś innego, pewne rzeczy są wspólne. Kobieta – kocha, więc chce pomóc. On pomocy jakby nie chciał. Cierpi, ale oszukuje wszystkich wokół i udaje że wszystko jest OK. Rodzina i znajomi – niczego nie widzą. Co robi kobieta? Ratuje go. Załatwia za niego sprawy. Szuka dla niego lekarzy. Odtruwa go na własną rękę lub wzywa lekarza z ogłoszenia typu „esperal tanio, odtruwanie.” Co on robi? Nic. A raczej – ciągle to samo. A rodzina i znajomi – nic nie widzą. Albo udają że nic nie widzą. Albo się odsuwają ze wstydu. Albo – co szlachetniejsi – włączają się w ratowanie. Wreszcie kobieta jest już bardzo, bardzo zmęczona. Ma dość, a poziom stresu sięgnął sufitu. Żeby sobie oszczędzić wysiłku przy naprawianiu tego, co on nabroił, zaczyna go kontrolować. Staje się strażnikiem, ochroniarzem, tajniakiem, a także specjalistą od danej substancji. Wylewa butelki, wyrzuca leki, wącha, bada. Byłam świadkiem sytuacji, gdy kochająca kobieta schowała mu buty i zabrała wszystkie pieniądze żeby tylko nie wyszedł po flaszkę. Oczywiście wyszedł w kapciach, a w kieszeni miał kartę kredytową…

Nie tędy droga. Nie chodzi o to, żeby go pozbawić wsparcia, nie. Ale zrozum, że działając w ten sposób wcale mu nie pomagasz, a jeszcze na dodatek sama bardzo się eksploatujesz.

Uzależnienia mają swoje mechanizmy. Warto je poznać, warto o nich poczytać. W internecie lub w książkach. Jednym z nich jest coś takiego: nałogowiec stara się tak zamieszać w otoczeniu, żeby mieć racjonalny powód do ciągnięcia swojego nałogu.
Na przykład – mam złą, wredną żonę, która ciągle tylko się piekli, sprawdza każdy mój krok i trzyma na smyczy jak psa. Muszę się jakoś zrelaksować! Muszę uciekać! Dopóki kontrolujesz go i robisz wyrzuty, dopóki jesteś zmęczona i smutna – ma powód. W ogóle, zdaje mi się, sama wygrana w walce o dostęp do używki jest dla nałogowca nagrodą.

Druga sprawa, o której częściej się mówi – załatwianie czegokolwiek za niego powoduje, że to Ty masz problem do załatwienia, nie on. Jemu włączy się prawo przekory i wcale się do Twoich zabiegów nie przyłączy.

Dlatego też na pytanie o zawartość leku w organizmie odpowiedziałabym tak: tym zajmują się lekarze na detoksie. Ciebie nawet nie powinno to interesować. Na ogół na opakowaniu jest podane dawkowanie oraz dopuszczalna ilość na dobę. Jeżeli masz podejrzenia że przedawkował, lepiej od razu wezwij pogotowie. Specjaliści się zajmą, zbadają, w razie gdyby było źle zabiorą na oddział.

Jeśli chodzi o rodzinę, to muszę powiedzieć, że jest to dość normalne. Ludzie na ogół nie wiedzą jak się zachować. Zresztą uzależnienia to u nas jest tabu, więc o tym nawet nie wypada rozmawiać. Muszę Ci powiedzieć, że to może nawet i lepiej niż gdyby go ratowali. Uwierz. Niestety w sytuacji kryzysu w rodzinie nieraz znajomi i rodzina nie umieją się znaleźć. Nieraz nawet się odwracają chociaż zupełnie nie wiadomo dlaczego. Tak to jest. Że prawdziwych poznaje się w biedzie? Ja szczerze mówiąc nawet tego już tak nie traktuję. Wierzę, że mają dobre chęci, tylko ich to przerasta.

Dlatego w sytuacji kryzysu rodzinnego związanego z uzależnieniem lepiej sprawdzają się kontakty ze specjalistami i innymi rodzinami, które przeszły przez to samo. Od każdej z nas część „przyjaciół”, a nawet rodziny się odwróciła. Nieraz tylko przejściowo, nieraz na dobre. Cóż, potem to Ty będziesz decydować czy zechcesz do tych znajomości wrócić, czy też będziesz już miała inne, lepsze.

No i co dalej? Specjaliści proponują coś, co się nazywa twardą miłością.
Kocham Cię, ale nie zgadzam się, żeby Twoje uzależnienie psuło mi życie.
Gdy tylko zdecydujesz się na leczenie, chętnie Ci potowarzyszę, będę odwiedzać, chętnie porozmawiam.
A tymczasem, nie będę się śmiać z Twoich dowcipów o tym jaki byłeś chojrak pod wpływem.
Nie będę Cię zgarniać z knajpy samochodem do domu. Mogę ci wezwać taksówkę, albo możesz pojechać nocnym.
Nie będę Ci oddawać pieniędzy, które są przeznaczone na życie. Nie daruję ci płacenia alimentów na dzieci.
Nie będę Cię ratować rosołkiem, barszczykiem, kefirkiem, ani niczym co lubisz gdy jesteś biednym rekonwalescentem po przedawkowaniu. Jeżeli będziesz zażywał to co zażywasz, obiady będę gotować dla siebie i dzieci.
Nie będę podstawiać kubełka, ani sprzątać po tobie. Będę cię za to ganiać do sprzątania.
Nie będę dzwonić do twojej pracy i cię tłumaczyć.
Z przyjemnością i premedytacją zostawię wystawkę Twoich pustych butelek/opakowań/naczynek itd.
Będę robić wszystko, żeby moje życie było przyjemne i spokojne, niezależnie od tego jak bardzo starasz się mi w nim namieszać. Kocham cię, ale nie pozwolę, żeby twój nałóg psuł mi moje życie.

Chodzi o to, żeby narazić go na skutki jego zachowania. To on musi ponosić konsekwencje swojego postępowania, nie Ty.

No i na koniec dodam, że najlepiej jest, gdy zamiast pomagać nałogowcowi na własną rękę, same zgłaszamy się na terapię i oduczamy się współuzależnienia. Praca nad sobą, to jest prawdziwy wyraz miłości i troski o tę drugą osobę.

Oj rozpisałam się. Ale wiem jak bardzo trudno zaakceptować taki model miłości, który polega na zajęciu się sobą i rezygnacji z ratowania bliskiej osoby z tarapatów. Tymczasem paradoksalnie tak właśnie wielu nałogowcom udaje się pomóc. Działa to znacznie częściej niż wszelkie inne formy miłości i troski – wystarczy posłuchać tych, którym udało się wyjść z nałogu.

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie,
Justyna

4 komentarze so far.

  1. Kasia pisze:

    Bardzo dobry artykuł. Pozdrawiam wszystkie współuzależnione dziewczyny (i chłopaków też, chociaż jest ich mniej). Twarda miłość jest bardzo trudna, ale opłacalna. Bycie konsekwentnym jest jak miecz obosieczny – z góry trzeba założyć, że mnie to też przysporzy cierpień. Ale warto. Oj warto! A najtrudniej z wszystkiego zająć się sobą…, a chłopa zostawić w spokoju! :)))

  2. edward pisze:

    Witaj Justyno, witajcie wszyscy!
    Wyszedłem z nałogu i trwam w trzeźwości. Przeczytałem tekst Justyny o twardej miłości i poszukałem zawartych w nim treści w odniesieniu do swojego życia.
    Justyno, przesłałem Ci „Bardzo smutną piosenkę o tym, jak utracona miłość staje się powrotem do nieskończoności”. Bo z tym, że twarda miłość przerodzi się w cudną wolność drugiej osoby, trzeba się liczyć. Tak było w moim przypadku. Dzisiaj patrzę na to z zupełnie innej perspektywy. Przecież to JA dostałem wolność, ja jestem innym człowiekiem, to przede mną jest jeszcze tyle do zrobienia, żeby stawać się lepszym i… wcale mnie nie cieszy, że utracona miłość trwa jakby w sobie samej. Za to co zrobiła dla mnie, z wolna dając to, o czym pisze Justyna, wiem to teraz, jest wartością ponad wszystko. Tak naprawdę to dwa uratowane życia.
    Przejście przez tę drogę trudniejsze było dla mnie. To był kolejny żal po stracie. Inny, bardziej bolesny, ale przecież w konsekwencji, znów mówię to z perspektywy czasu, zwycięski dla mojego życia.
    Bo tak naprawdę takie życie dostałem. Już mogę kierować nim sam. I robię to ciągle się ucząc i stąpając bardzo ostrożnie po jego meandrach.
    Nie generalizuję. Twarda miłość nie musi skończyć się rozstaniem, jak rozstaniem nie musi się kończyć każda inna, zwyczajna miłość. Co to znaczy? A przecież czasami – tak właśnie jest. I nikt się temu nie dziwi.
    W razie czego – na powroty zawsze jest czas. A gdy zdarzy się tak, że gdzieś tam popłyną cztery szczęśliwe życia… można mówić o pomnażaniu miłości. A czy nie o miłość właśnie chodzi w tym wszystkim?
    Pozdrawiam
    marek AA

  3. edward pisze:

    Tak, bardzo proszę. W świetle tego blogu powinna być jasna i zrozumiała.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *