Motywować czy czekać?

Witajcie!

Co robić, żeby pomagać bliskiej osobie, a jednocześnie nie pogrążać się we współuzależnieniu? To naprawdę nie jest proste, bo przecież to, co pierwsze przychodzi nam do głowy to są właśnie rzeczy, które na ogół wymieniane są na liście zachowań współuzależnionych. Na przykład:

– pilnowanie, co robi i bezpośrednia walka z tym, co uzależnia (a on będzie czuł się osaczony)

– organizowanie mu czasu „w lepszy sposób” (a on uprzykrzy nam najpiękniejsze chwile)

– zabieranie mu tego,  co go uzależnia (a on i tak to znajdzie albo się wścieknie)

– ratowanie go z opresji (a on będzie się pakował w coraz gorsze)

– maskowanie przed całym światem jego problemu (a on będzie nas narażał na coraz większy wstyd)

– grożenie wyprowadzką z domu lub rozwodem (i zostaniemy same, a co gorsza będziemy się martwić co się z nim dzieje)

i tak dalej.

„Chciałabym zapytać, czy powinnam motywować męża do terapii-jest uzależniony od hazardu, czy poczekać, aż sam dojrzeje do tej decyzji?
Nadmieniam, iż uzależnienie odkryłam dopiero niedawno, jestem załamana, nie mogę sobie kompletnie z tym poradzić.
dziękuję za pomoc”

Oczywiście, im szybciej podda się terapii, tym lepiej. To nie ulega wątpliwości. Więc namawiać na terapię i motywować trzeba. Z drugiej strony, faktycznie, do decyzji trzeba samodzielnie dojrzeć. Motywacja to podstawa. Nie wiemy tylko, kiedy człowiek zdążył już dojrzeć do decyzji, czasami wystarczy, że ktoś się o niego zacznie martwić. Różnie bywa.

Przede wszystkim, jeżeli mam coś radzić (a trudno radzić na odległość nie znając dokładnie sytuacji) raczej proponowałabym zachęcanie niż zmuszanie i grożenie, raczej martwienie się w imię miłości i związku niż wyrzekanie i robienie tragedii z tego, jak jest. Nie zachęcam też do wyśmiewania i zawstydzania. To jest antyskuteczne.

Może zacznij od tego, że pogadasz po prostu z mężem i powiesz że przeszkadza Ci to jak on się zachowuje i martwisz się o niego i Wasz związek gdy poświęca się hazardowi. Bez złości, na spokojnie i z troską. Możesz też namówić go na wspólne wybranie się na terapię, możesz go wtedy lepiej wspierać. Terapia w parze to między innymi nauka słuchania drugiej osoby i otwartości w wymianie myśli – jak się to umie, reszta nieraz rozwiązuje się sama.

Druga rzecz, którą możesz zrobić, to zająć się sobą, by się wydobyć z załamania i nie tracić energii. Jeszcze na razie świat się nie kończy, wiele można naprawić. Dowiedz się jak najwięcej o uzależnieniach i pilnuj się, żeby nie wpadać we współuzależnienie. Bądź dla siebie dobra. Dla niego też 🙂

Dobrą odskocznią od problemów jest znalezienie swojej grupy wsparcia – gdzie się można wygadać, dowiedzieć, podzielić swoimi problemami z innymi ludźmi, którzy nieraz mają podobne doświadczenia.

Nieraz faktycznie na motywację z drugiej strony trzeba poczekać. To, że nie ma natychmiastowych efektów nie znaczy, że ich nie będzie.

Jednak w żadnym wypadku nie czekaj biernie, tylko działaj i kochaj – siebie i jego 🙂

Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie, pozdrawiam wszystkich czekających…
Justyna

One Response so far.

  1. Agata pisze:

    Hej,
    Współczuję ci rozbicia i załamania, jednak chciałabym (być może mało odkrywczo) przypomnieć ci, że cokolwiek zrobisz nie może być ocenione bez tego dlaczego to zrobisz.

    Wspomniane w tytule strony (jednej z moich absolutnie ulubionych) wpadanie we współuzależnienie to tylko skrót myślowy. To nie jest pułapka, która czeka w krzakach na twój nieostrożny krok. Prawdziwa przyczyna współuzaleznienia jest głęboko zakorzeniona w naszej przeszłości i najwcześniejszych doświadczeniach. Tak jak kiedy alkoholikowi odbierzemy picie, albo sam zrezygnuje, pozostaje on jednak alkoholikiem, tak jeśli współuzależnionemu odbierzemy alkoholika, albo hazardzistę pozostaje on nadal współuzależniony.

    Wiem coś o tym, bo wbrew pozorom i wszystkim problemom mojego chłopaka, wystarczy mi chwila głębszej refleksji aby odkryć, że ja tworzę moje problemy w moim życiu. Moim prawdziwym bólem jest bycie, bitą, upokarzaną, opluwaną (dosłownie), wykorzystywaną, molestowaną, wyrzucaną i obrażaną od moich najmłodszych lat przez tych, którzy powinni byli mnie kochać i się mną opiekować. Niezależnie od tego jak bardzo mój chłopak stara się być dla mnie dobry, mój mrok jest we mnie.

    Nie wiem co skłania ciebie o podejrzewanie u siebie współuzależnienia, ale sama reakcja głębokiej rozpaczy i załamania na problem twojego męża sugeruje, że twoja ostrożność może być uzasadniona, jak również przekonanie, że to ty ponosisz odpowiedzialność i powinnaś działać kiedy ktoś inny ma problem!

    Zastanów się głęboko co jest dla ciebie lepsze i dlaczego. Co jeśli podejmiesz walkę z nałogiem męża (i pewnie z mężem), a co jeśli postanowisz, że najlepiej byloby zabezpieczyć swoje finanse, przed ewntualnymi szkodami wywołanymi jego nałogiem i pozwolić mu robić co chce?

    I tak dalej mogłabym godzinami, bo problem mnie frapuje i pożera mi godziny lektury, przemyśleń i litry łez.
    Jakkolwiek potoczy się twoja historia, pozdrawiam cię serdecznie. Bądź sobą i pamiętaj, że nic nie musisz.

    Agatka z Krakowa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *