Na rozstaju dróg

Witajcie.

Dzisiaj historia jednej z nas, wydaje mi się bardzo wymowna i bliska. Mam wrażenie, że każdy, kto miał do czynienia z zaawansowanym uzależnieniem, może się w niej choć częściowo rozpoznać. Myślę, że wiele z nas znalazło się w takim momencie – na rozstajach dróg, bezradnie drapiąc się w głowę i myśląc rozpaczliwie, co tu robić, co tu robić.

Natomiast kandydaci na zaawansowanych uzależnionych powinni zapoznawać się z takimi historiami ku przestrodze. Was też to czeka jeśli się nie weźmiecie za siebie OD TERAZ.

A oto opowieść:

Witaj!
Od 12 lat tkwię w związku bez przyszłości. Kiedy dwa lata temu byłam zdecydowana na odejście, okazało się, że jestem w ciąży. Mięliśmy już jednego syna. Załamałam się kompletnie, długo nie potrafiłam zaakceptować faktu, że pojawi się drugie dziecko, które jeszcze bardziej mnie do tego alkoholika przywiąże. On bardzo się cieszył, obiecywał bajkę. Tak było przez kilka miesięcy, potem klapa, znów picie ciągiem. Ostatnio nie pił 8 miesięcy. w ciągu tych 12 lat podjął 2 razy terapię, niestety z marnym skutkiem. Po kilku spotkaniach w grupie AA rezygnował, twierdząc, że to nie dla niego. Jedyne czego się tam nauczył, to to, że ma dwa wyjścia: albo zdarzy się cud, albo zapije się na śmierć. Tym też mnie szantażuje emocjonalnie, kiedy mu zakomunikowałam, że odchodzę. Wiem, że on nigdy się nie zmieni, nie wierzę w to. Coś we mnie pękło i postanowiłam nie pakować synów dalej w taką chorą sytuację. Bo tym bardzo Ich skrzywdzę. Pomimo bardzo trudnej sytuacji finansowej chcę odejść i zacząć wszystko od nowa. Obecnie przebywam na urlopie wychowawczym, bez możliwości powrotu na obecne stanowisko. Mąż po raz kolejny stracił pracę przez alkohol. Obecnie trzeźwieje u swojej babki, która na kaca ugotuje barszczyk, posprząta po nim, wypierze obrzygane ciuchy. Sto razy jej tłumaczyłam, że wyrządza mu tą swoją troską i postawą jeszcze większą krzywdę, ale ona twierdzi, że :”Przy mężu powinnam trwać bez względu na wszystko” Przecież cię nie bije, ani dzieci też nie, awantur nie urządza… Może i nie , ale też nie zarabia, nie łoży na utrzymanie rodziny, tylko śmierdzi i nie mogę już patrzeć na tą „zachlaną mordę”.
Poradź proszę co robić, nie chcę już dłużej tak żyć.
Pozdrawiam serdecznie

No więc stanęłaś na rozstaju dróg. Zrobiłaś bilans zysków i strat z sytuacji, w jakiej się obecnie znajdujesz? Jeśli nie to możesz sięgnąć po e-booka „Pierwszy krok” – tam znajdziesz to ćwiczenie i parę innych. Właśnie ten e-book ma na celu lepsze zrozumienie siebie i sprawdzenie, czego tak naprawdę chcesz. W obecnej wersji jest on dostępny całkowicie bezpłatnie do 8 sierpnia.

Rozumiem, jak zawiła jest Wasza sytuacja i jak bardzo jesteś zła na swojego męża, że wrócił do picia i stracił pracę. Niestety, tak to wygląda, że jest chory i o ile coś w nim się wewnątrz nie przestawi nie bardzo możesz liczyć na jego pomoc.

On zresztą może mieć jak najlepsze chęci, przecież przez 8 miesięcy nie pił, cieszył się na nowe dziecko.

Na tę paskudną chorobę możesz być natomiast zła, a na niego tylko o tyle, że się sam w nią wpędził.

Chodzi mi o to, że można kogoś kochać i jednocześnie nienawidzić jego choroby. Można też kogoś kochać i z nim nie mieszkać – dla dobra wszystkich – z założeniem, że gdy weźmie się uczciwie za terapię i przestanie stosować szantaże, manipulacje i wymówki, zawsze może wrócić.

Dla mnie było zawsze oczywiste, że jeżeli coś się zmieni na lepsze to droga powrotu nigdy nie jest zamknięta, dopóki obie osoby żyją. Chyba, że tymczasem relacja całkiem się rozpadnie z powodu długiego braku kontaktu i długo nie rozwiązywanych uraz, bo i tak bywa.

Czasem też można wybrać całkowite rozstanie. Bywa, że dopiero prawdziwe ostateczne rozstanie okazuje się lekarstwem na uzależnienie. A czasami dopiero otarcie się o śmierć.

Zdaje się, że teraz, gdy on nie pracuje, a Ty jesteś na wychowawczym, masz faktycznie nieciekawą sytuację finansową. Zastanów się, jak możesz się zorganizować, żeby coś na to poradzić całkowicie niezależnie od męża. Właściwie, niezależnie od tego, czy zdecydujesz się zostać z nim i wspierać go, gdyby zdecydował się zająć się zdrowieniem, czy też postanowisz odejść, minimalne zabezpieczenie finansowe – własne – jest naprawdę świetnym pomysłem. Miałaś pracę – możesz znaleźć następną. Nawet na zlecenie albo kawałek etatu, na próbę – to zawsze samodzielne coś, dla Ciebie i dla dzieci. Na początku wydaje się to niemożliwie trudne, potem jakoś zaczyna normalnieć.

Jeżeli mąż się nie angażuje w życie rodziny, a zwłaszcza nic nie robi ze swoją chorobą, to właściwie dlaczego miałby liczyć na pomoc z Twojej strony?

Tak czy inaczej, masz przed sobą wcale nie dwie, ale całe szerokie spektrum możliwości. Możesz zadbać o praktyczną stronę swojego życia i większą samodzielność. Pomyśl o terapii dla siebie i grupie wsparcia. Gdy pod tym względem będziesz miała względny spokój i zapewnione wsparcie na trudne chwile – żeby było się komu wyżalić – możesz odejść, albo też możesz się z nim nie rozstawać emocjonalnie, tylko postanowić pomieszkać oddzielnie na próbę. Możesz też dalej mieszkać razem z nim, ale żyć swoim życiem. Możesz nie dać się szantażować i potraktować jego słowa serio. To w końcu jego życie jest zagrożone, jak nie stanie się cud, albo nie weźmie się ostro za siebie, to naprawdę może je stracić. Jest wiele grup AA na świecie i wiele terapii. Niech próbuje znaleźć coś dla siebie skoro tamta była nie dla niego. A Ty nie musisz z tego powodu mieć zmarnowanych lat. A dzieci tym bardziej nie. Ucz się więc żyć swoim życiem obok niego lub z dala, stawiaj coraz wyraźniejsze granice. Nie musisz przy tym go potępiać i złościć się na niego, ani karać go za to, jak postępuje. Pozwól mu natomiast ponosić konsekwencje tego, co robi.

Jeżeli komuś z Was ta historia przypomina własną (mi trochę tak), albo coś chcecie dopisać, to wszelkie wypowiedzi jak zwykle są miło widziane.

Serdecznie Was pozdrawiam,
Justyna

2 komentarze so far.

  1. ewa pisze:

    Podobnie jak Ty małam taka sama sytuację, z tą różnicą ,że jakimś cudem mój mąż pracował. A jak nie pracował to miał zasiłek dla bezrobotnych. Pił i nie zwracał na nikogo uwagi a ni na synów ani na mnie, liczył sie tylko ON ” Piotrus Pan „. Pił do czasu aż siegnął dna. Ja zyłam obok. Nie wiem co spowodowało że dojraał do leczenia . Jak narazie nie pije, leczy się . Chcę Ci powiedzieć,że równolegle załęłam się leczyć ze współuzaleznienia . Uczęszczam na terapię , spotykam sie z dziewczynami z grupy, rozmawiamy i uczę sie zdrowego życia czego równiez tobie życzę. Ważne jest to byś zaczęła coę robić dla siebie i dla swoich synów – zdrowieć. Trzymam kciuki , jestem z tobą

  2. Justyna pisze:

    Pytasz też, jak zachować się w sytuacji, gdy On przestał się kontaktować. Wiesz jedno: jest u rodziny, więc nic mu się nie stanie. O Niego martwić się nie musisz. Więc może po prostu poczekaj i zobacz, jak się sytuacja rozwinie. Dopóki on jest w ciągu, i tak nie masz za bardzo partnera do poważnych rozmów. A potem, zobaczy się. Na razie możesz zacząć sobie organizować życie niezależnie od Niego, czy będziecie razem, czy osobno, dobrze Ci zrobi. Trzymaj się i dbaj o siebie. Daj czasowi płynąć 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *