Niemoc

Wiecie co, ja nie jestem typem działacza. Ale jestem psychologiem, a jednocześnie osobą, której współuzależnienie, że tak powiem, jest nieobce.

Jak również, co się z tym wiąże, nie jest mi obce obserwowanie osoby i osób, które zachorowały na alkoholizm i były o włos od śmierci lub kalectwa. Albo umierały przedwcześnie niby z innych powodów, do końca nie mogąc porzucić ukochanego nałogu.

I nawet nie wiem co powiedzieć, gdy dwa razy w ciągu ostatnich dwóch tygodni miałam dowody na to, że ludziom, którzy by coś mogli, tak naprawdę jest wszystko jedno. Skupiają się na swoim jakimś jednym wycinku, robią co im rutyna nakazuje, a gdy jest jakaś sprawa wykraczająca poza standard – po prostu nabierają wody w usta.

Już mówię o co chodzi.

1. Wyobraź sobie sytuację – a może ją znasz nazbyt dobrze – że masz uzależnionego męża, który naprawdę jest nieodpowiedzialny i żyje swoim życiem, a nie życiem rodziny, a do tego trójkę dzieci różnej płci i w różnym wieku, ale żadne dorosłe. Wpisujesz prośbę o pomoc, pytanie jak z tego wyjść, w grupie na facebooku, na forum, gdziekolwiek w internecie. Albo nic nie piszesz tylko czytasz. Albo pytasz kogoś, kto może wie. I co czytasz? Idź na terapię, idź na terapię, idź na terapię. Idź na Al-anon, idź na al-anon, idź na Al-anon.

Bardzo pięknie, ale w czasie terapii czy grupy to niby co zrobić z dziećmi? Jeżeli masz rodziców lub przyjaciółkę, super. Ale bardzo często kogoś takiego po prostu NIE MA. Bo przy współuzależnionych dziewczynach często nikogo nie ma (jedną z cech charakterystycznych współuzależnienia, żeby nie powiedzieć objawów jest właśnie IZOLACJA). Ojcu nie zostawisz, bo równie dobrze mogłyby zostać pod opieką krzesła czy szafy.

Zapytałam na forach i w Al-Anon czy są gdzieś jakiekolwiek grupy, które zapewniają opiekę dzieciom w czasie mitingu matki. Ja się z tym szczerze mówiąc nie spotkałam. I co? Cisza jak makiem zasiał. Pewnie jest ich niewiele i nie udało mi się ich zapytać. A ośrodki terapii? No też się nie spotkałam z opieką nad dziećmi.

Mnie to boli. Czuję frustrację i bezsilność. Ale nie jestem bezradna, więc przynajmniej będę o tym mówić. Głośniej i głośniej, przy różnych okazjach, w formie anegdotek i przypomnień. I będę pytać.

Jeżeli gdzieś taka grupa lub terapia istnieje, błagam błagam, dajcie mi znać. A jak nie istnieje, zróbcie żeby u Was to zaistniało. Łatwo prowadzić pomoc dla wybrańców. Ale pomagając matkom, pomagasz też i ich dzieciom. Wiem, do tego potrzebne są środki. OK, niech więc każdy robi tyle, ile może i na ile środków ma. Jednak gdzie jest wiele osób to staje się bardziej kwestią pomyślenia i zorganizowania niż pieniędzy czy lokali. Jak lokal jest, ludzie są, nieraz nawet państwowe czy samorządowe pieniądze są (przynajmniej powinny być, z akcyzy), to już naprawdę tylko tego pomyślunku potrzeba…

Drugą sytuację opiszę w następnym wpisie, bo to już jest dla mnie zgroza. Pilnuj emaili ode mnie, a jeśli ich nie dostajesz, zapisz się na biuletyn (w prawej górnej części tej strony), powiadomię Cię o kolejnym wpisie emailem!

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie 🙂

Stara wariatka zwariowana i nie lubiąca być działaczką ale czasem musząca,

Justyna

One Response so far.

  1. Maria napisał(a):

    Tak, faktycznie matki na czas mityngu czy terapii często nie mają z kim pozostawić swoich pociech i ze swoim problemem dalej pozostają same bez wsparcia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *