Odpowiadam na pytania. Dziś: Niepijący alkoholik i wielki kłopot

Czy myślałaś kiedyś o tym, jak to będzie, gdy Twój bliski zerwie z nałogiem? Czy wydaje Ci się, że wtedy wreszcie skończą się Twoje kłopoty, zacznie się sielanka? Czasem faktycznie robi się miło, normalnie, przyjemnie. Ale nie zawsze tak się dzieje. Nieaktywny uzależniony wcale nie zawsze jest miły i przyjazny. Oto przykład sytuacji, gdy się tak wcale nie stało…

Pytanie: Mąż był na terapii 2 m-ce. Jeździliśmy do niego z synem, chciałam mu pomóc. Po terapii znowu obietnice. Chciałam żeby mieszkał u teściowej i dopóki nie zobaczę zmian nie zamieszka z nami, ale znowu mnie przekonał, że boi się tam iść bo jest dostęp do alkoholu, a to początek, nie wie czy da rade bez nas. NO i zgodziłam się i tu mam problem. Od tego momentu minęły 2 lata mąć nie pije, no czasem gdzieś się zastanawiałam bo pusta butelka po piwie była, ale nie że był pijany. A ja jestem nieszczęśliwa. Kłótnie co dzień, on obojętny, on nie ma żadnych potrzeb związanych z rodziną, jeżeli z nim rozmawiam to wciąż mi wygarnia ze się go czepiam ze się zmieniłam co się ze mną dzieje, nie jestem jego kochaną żoną tylko zołzą i jak kiedyś na początku takie słowa działały na mnie, że myślałam no tak, to moja wina, czepiam się, po co w ogóle rozmawiam z nim, tak teraz mówię do niego: nie mój drogi, nie będę miała poczucia winy jak zawsze. Czas się rozejść. Ale po nim to spływa. Ma mnie w nosie, telewizor, pilocik… Śpię obok niego i mi niedobrze. Kazałam mu się wynieść, a on się śmieje mi w oczy i mówi zadzwoń sobie po policję, ja jestem trzeźwy. A pod nosem lecą wyzwiska i śmiech. Już mam takie momenty, że chętnie sama bym wyszła z tego domu, ale jest tu syn, nie zostawię go z nim. Poza tym to mieszkanie po mojej mamie i ojcu, ale mój mąż ze swoim bratem mnie wyrolowali. Nie odpuszczę. nie wiem co mam robić. Po przyjęciu męża do domu po terapii przeszłam ciężki zawal, nerwy długotrwałe przeszły i wydawałoby się, że najgorsze za mną, a tu trach reakcja organizmu na spadek długotrwałego stresu, zawał. Teraz się boję że znowu będę walczyć i mnie następny zawał trafi. Sama nie wiem co mam robić, jak żyć ja nie umiem udawać, a psychicznie on mnie dobija Pomocy!

Nieaktywnych uzależnionych można podzielić na tych, którzy

– zerwali z nałogiem pod przymusem, męczą się i marzą o chwili, gdy będzie można wrócić do nałogu.

– zerwali z nałogiem, ale poza tym się nie zmienili (to się często zdarza ludziom, którzy rzucili nałóg „sami z siebie”, bez pomocy).

– zerwali z nałogiem i przepracowali swój sposób myślenia, zachowania i wyrażania emocji.

W Twoim przypadku mamy do czynienia z sytuacją typu drugiego. Dwa miesiące terapii po wielu latach picia to jest zbyt mało, żeby mogły nastąpić głębsze zmiany w człowieku. To oczywiście dobry początek, ale jedynie początek.

Niektórzy mówią, że „co z tego, że ktoś rzucił nałóg, skoro spod spodu wyłazi niefajny człowiek, którym ten ktoś zawsze był”. Trochę w tym prawdy, a trochę nie.

Czego by nie mówić o możliwości  zmian charakteru, niektóre rzeczy łatwiej zmienić, inne trudniej, jeszcze inne bardzo trudno. Mimo to zmiany są możliwe przez całe życie. Wielu ludzi z wiekiem zmienia się, stają się gderliwi i niesympatyczni. Inni znacząco fajnieją. Często ludzie są faktycznie tacy sami przez większość życia, lub przynajmniej bardzo podobni. Uzależnienie ma duży wpływ na te zmiany lub ich brak, na pewno jest ważnym czynnikiem, który na to wpływa.

Ale na ile trwałe są zmiany wywołane uzależnieniem, to zależy od czasu i wysiłku, jaki się włoży zarówno w ich wytworzenie się, jak i potem naprawienie. Pomagają w tym lub przeszkadzają własne umiejętności i zdolności oraz otoczenie – jak w każdej innej dziedzinie.

Może też być częściowo tak, że nałóg jeszcze wciąż w tym człowieku jest, walczy o swoje terytorium i nie pozwala mu wrócić do siebie. Biorąc pod uwagę znajomość chemii uzależnień (link), bardzo prawdopodobne, że jeśli się nie pracuje intensywnie przez dłuższy czas (czyli przynajmniej kilka lat) i nie ma się w miarę stałego wsparcia, dzięki któremu utrzymuje się na dobrym kursie, bardzo łatwo pozostać na pewnym etapie i nie móc się ruszyć o krok dalej.

Co to oznacza?

  1. To, że ktoś zerwał z aktywnym nałogiem, nie oznacza że się nałogu pozbył z głowy i serca.
  2. Jeżeli nikt w rodzinie nie zmienia się na zdrowsze (mam na myśli wszystko to, o czym w skrócie masz wyliczone w moim ebooku i co jest rozwijane w czasie terapii dla osób współuzależnionych), a przede wszystkim nie ma wokół siebie osób wspierających, nieraz trudno mu przetrwać czas, w którym osoba uzależniona (nawet leczona) wraca z nałogu do normalności. Uzależnienie to choroba całej rodziny, każdy w niej potrzebuje leczenia i wsparcia dla siebie.

Piszesz, że teraz mówisz mu co Ci się nie podoba i wyrażasz czasem swoje potrzeby. To bardzo dobry kierunek. Jednak nie zawsze to robisz. Być może zamiast oburzać się, że on nie ma potrzeb związanych z rodziną, może dopytaj go, jak on to czuje, bo może faktycznie ich nie ma. I co wtedy? Być może chciałabyś mu powiedzieć, zupełnie spokojnie, że Ty takie potrzeby masz i masz względem niego pewne oczekiwania, uczucia i prośby, zwłaszcza że macie wobec siebie wzajemne zobowiązania. Być może, żeby móc coś takiego powiedzieć, chciałabyś znaleźć się na pozycji równoważnej do jego pozycji. Dlaczego właściwie to nie TY leżysz na sofie przed telewizorem z pilotem i nie śmiejesz się z jego poczynań, a nawet łaskawie NIE obrzucasz go wyzwiskami, z miłosierdzia dla słabszych? 🙂 Przecież mogłoby i tak być?

Zachęcam Cię do własnego rozwoju razem z nami tutaj, do czytania artykułów na blogu i do skorzystania z tych licznych form wsparcia, leczenia i rozwoju, które są dostępne – mam na myśli nie tylko moją stronę, ebooka, szkolenia o których informuję osoby zapisane na biuletyn, ale też grupę wsparcia na facebooku, nie tylko zresztą swoją, bo jest ich wiele, polecam udział w spotkaniach Al-Anon, terapię dla osób współuzależnionych. Jeśli tylko chcesz, możesz się nauczyć jak umacniać pewność siebie i jak budować własną siłę. Myślę że tego Ci potrzeba, takiej wewnętrznej mocy. Czasem, żeby ją zdobyć, wystarczy przestać się bać własnych wyobrażeń o tym co by było gdyby 🙂

Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie, a wszystkich czytających zachęcam do komentowania.

Justyna

PS. Pamiętajcie, że podany w komentarzu adres email nie pokazuje się publicznie, a ja nic z nim dalej nie robię. Żeby otrzymywać ode mnie emaile, trzeba się zapisać przez formularz z zapisem, w którym jest to wyraźnie powiedziane, że po zapisie będę Ci coś wysyłać. :-***

PPS. Całkowicie anonimowe pytanie możesz zadać tu: http://www.pelniazycia.pl. 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *