O dopalaczach kilka słów

Witajcie,

W sytuacji wielkiej akcji sprawdzania sklepów z dopalaczami przez sanepid i ożywionej na nowo dyskusji na temat legalizacji jointów chciałabym wtrącić parę słów.

Po pierwsze: robi się z tego temat nie tylko społeczny, ale też i (a może przede wszystkim) polityczny. W kontekście dostępu do narkotyków mówi się o wolności obywateli i ich prawach. Nietrudno zauważyć, że dyskusja na ten temat ożywa w sposób szczególny przed różnego rodzaju wyborami. Wzięcie udziału w tej dyskusji wciąga w dyskusję o poglądach politycznych. Łatwo wówczas zwekslować w kierunku poglądów i popieranych kandydatów i zapomnieć o potrzebie poszukiwania konstruktywnych rozwiązań problemów, które się wiążą z faktem, że ludzie zażywają substancje psychoaktywne.

Po drugie: czy substancje te i produkty będą legalne, czy nie, sięgać po nie będą ludzie, którzy mają skłonności do regulowania sobie nastroju w łatwy sposób, nawet ryzykując utratę zdrowia i ogólne ograniczenie swoich możliwości w przyszłości. W szczególności będą to osoby, które czują, że nie zależy im na nich samych tak bardzo, jak na chwilowej przyjemności, czy uldze w aktualnie doznawanych cierpieniach.

Po trzecie: łatwo się wciągnąć w dyskusję na temat prawa takiego czy innego. Bardzo fajnie gada się o innych i o tym jak powinno być. Bardzo przyjemnie sobie poteoretyzować. Ponarzekać. Oj, jakie to przyjemne i jaką ulgę przynosi. O wiele trudniej jest coś naprawdę zrobić, naprawdę komuś pomóc, naprawdę kogoś wychować.

Po czwarte: oczywiście, istnieją szlachetne instytucje i wspaniali ludzie, którzy naprawdę coś robią. Takich inicjatyw jest coraz więcej i coraz częściej mają one na dodatek sensowe podstawy finansowe, dzięki czemu mogą istnieć, a nie upadają z prostego powodu, że nawet bardzo zdolni i sprawni prowadzący muszą z czegoś utrzymać siebie i swoją działalność. Nikt, żaden specjalista nie zastąpi jednak roli wychowawczej, jaką ma rodzina, szkoła i kościół. Od jakiegoś czasu szkoły coraz bardziej zrzucają z siebie obowiązki wychowawcze, mimo że edukacja obywatelska i społeczna jest jedną z ich ról, zapisaną w prawie oświatowym. Kościół, czy też kościoły, mają na wychowanie ludności około 10-12 minut tygodniowo, w czasie kazania na niedzielnej mszy czy nabożeństwa. Na lekcjach religii młodzi raczej zdobywają wiedzę na temat, nie są wychowywani. Więc pozostaje rodzina. Więc my. To jest moja odpowiedzialność na co dzień.

Czego chciałabym uczyć moje dzieci, żeby je chronić przed substancjami psychoaktywnymi?

  • Pewności, że są przez nas rodziców bezwzględnie kochane.
  • Że w razie kłopotów zawsze mogą na nas rodziców liczyć, nie są same.
  • Pewności, że są świetnymi ludźmi, nawet gdy popełniają błędy. Że są na tyle interesujące, że się nimi interesujemy.
  • Miłości i szacunku do siebie samych, dbania o swoje zdrowie i swoją przyszłość.
  • Zaufania, że mogą bezpiecznie powiedzieć nam nawet o najgorszych rzeczach.
  • Świadomości, że są przede wszystkim swoją własną własnością, nie muszą się słuchać ludzi, którzy im każą robić coś, co im się nie podoba.
  • Słuchania rad rodziców i innych życzliwych osób dorosłych, rozważania ich, a potem decydowania po swojemu.
  • Odpowiedzialności: brania na siebie konsekwencji własnych decyzji i czynów.
  • Nie ustawania w poszukiwaniu prawdy, na swój własny sposób.
  • To jest moja lista. Twoja może wyglądać inaczej. Możesz spisać sobie swoją listę i położyć ją w widocznym dla siebie miejscu. Gdy przypomnisz sobie o niej, prawdopodobnie tego dnia weźmiesz udział w wychowywaniu swojego dziecka i siebie przy okazji także.

    Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i życzę dużo słońca.
    Mile widziane wszelkie wypowiedzi.
    Justyna

    Przeczytaj artykuł o dopalaczach w Dużym Formacie.

    One Response so far.

    1. Agata pisze:

      Punkty na Twojej liście :”Czego chciałabym uczyć moje dzieci, żeby je chronić przed substancjami psychoaktywnymi?” są takimi punktami,które ja chiałabym w przyszłości dać i przekazać mojemu dziecku w stu procentach! Ja sama urodziłam się w rodzinie dysfunkcyjnej i teraz,po długiej pracy nad sobą,wiem,jak ważne jest to, co otrzymujemy od rodziców i jak to rzutuje na nasze dalsze życie i nasze często nieświadome wybory. Te podpunkty to takie jakby „filary” zdrowego człowieka,który nie będzie musiał potem „znieczulać” i zagłuszać swojego bólu czymkolwiek. Pozdrawiam serdecznie 🙂

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *