O dorosłym w nas…

Witajcie!

Każdy z nas ma jakiś charakter.
Każdy z nas ma jakiś styl.
To, co dzisiaj chciałabym napisać, ma poniekąd związek z odpowiedzialnością, a trochę z obroną przed manipulacjami, także ze strony uzależnionych, którzy w manipulacjach bywają mistrzami.
Otóż jak pewnie każda i każdy z nas słyszał, człowiek jest tak skonstruowany, że najchętniej postępuje zgodnie ze schematami, w które jest wdrożony. A silnie zakorzenione schematy to furtka dla manipulacji.

W dzieciństwie nauczyliśmy się dwóch ważnych rzeczy. Jak to jest gdy się jest dzieckiem, a także jak to jest jak się jest rodzicem. Tę pierwszą rolę znamy z własnego doświadczenia, tę drugą tylko z obserwacji. Na ogół jesteśmy na tyle bystrzy, że brak własnego doświadczenia w tym względzie nie ma większego znaczenia.

W każdym z nas tkwi także potrzeba wolności, decydowania za siebie i indywidualności. Stopniowo wraz z rozwojem zaczyna się kształtować w nas ta indywidualna, wolnościowa część. Co więcej, jest to część niezależna od układów pomiędzy rodzicami a dziećmi w naszej rodzinie. Trochę jest jakby zewnętrznym obserwatorem, który może sobie pozwolić na obiektywne spojrzenie na naszą rodzinę, trochę jest racjonalistą – myśli logicznie i trzeźwo, trochę jest człowiekiem asertywnym – umie spokojnie postawić granice i pilnować swojego interesu nie krzywdząc innych.
Tę nową część specjaliści określają mianem „dorosłego”. Inne role, które znamy z dzieciństwa, w które chętnie się wcielamy przez całą resztę naszego życia, również są ważnymi częściami naszej osoby.

Rodzic – ma swoje zasady, które egzekwuje. Umie użyć autorytetu wobec dzieci, zdaje sobie sprawę ze swoich przywilejów i że mu się one należą „bo tak jest”.
Dziecko – jest twórcze, radosne, spontaniczne. Umie się bawić i cieszyć się życiem. Jest ciekawe świata i ludzi, nie ma zahamowań.

Specjaliści mówią, że w każdym z nas jest coś z takiego Rodzica, takiego Dziecka i Dorosłego. Wykorzystując te trzy osoby tkwiące w każdym z nas, a w szczególności rodzica i dziecko, ludzie prowadzą gry. Jest to pewien rodzaj manipulacji, polegający na tym, że jedna osoba wciela się w odpowiednią rolę (na przykład Rodzica) i odwołują się do odpowiedniej części innej osoby (np. do Dziecka) aby stworzyć pozory relacji, jaka może istnieć w rodzinie pomiędzy rodzicem a dzieckiem. Ponieważ chętnie działamy według schematów, bardzo łatwo podjąć tę grę i dać się wciągnąć.

Przykład?
Wyobraźmy sobie że jedzie pan Jan autobusem. Wszystkie miejsca są zajęte, między innymi siedzi sobie chłopak, Marcin. Na przystanku wsiada starsza pani no i nie ma gdzie usiąść. Nagle pan Jan (z pozycji Rodzica) mówi do Marcina: Jak panu nie wstyd, starsza pani stoi, a pan jak ten król sobie siedzi! Na co Marcin (dając się wciągnąć w rolę Dziecka) ma poczucie winy, przeprasza pana Jana, panią babcię i jak niepyszny wstaje. W tym momencie pani babcia mówi, że tak naprawdę chętnie postoi, bo jedzie tylko jeden przystanek i naprawdę nie trzeba.

Inny przykład: żona mówi do męża: Koteczku mój kochany, chodź pojedziemy w tym roku na sylwestra na narty do Austrii. Mężowi się nie uśmiecha, bo ma lepsze pomysły na wydawanie pieniędzy niż kosztowny wyjazd w okresie, gdy jest najwięcej ludzi i najwyższe ceny. Więc grzecznie odmawia. Na to żona (z pozycji dziecka) zaczyna się wściekać i wyrzekać że ich nigdy na nic nie stać chociaż dobrze zarabiają, że on jest sknerą, że na swoje przyjemności to ma pieniądze a dla rodziny nie… po dłuższym wywodzie w tym stylu zaczyna płakać. Facetowi mięknie serce (jak rodzicowi wobec płaczącego dziecka) i mówi no dobra, nie ma to sensu, ale pojedźmy.

Takie gry toczące się pomiędzy ludźmi bardzo utrudniają komunikację, często prowadzą do niekontrolowanego wzrostu temperatury i do szalonych emocji. Dzieje się tak dlatego, że właśnie jako rodzice i dzieci mamy najmniej dystansu do siebie i swojej rodziny, nasze reakcje są najmniej przemyślane i najbardziej impulsywne. Dlatego też manipulacja polegająca na graniu na czyjejś „Dziecięcej” czy „Rodzicielskiej” części jest na ogół bardzo skuteczna.

Co robić, by nie ulegać takim manipulacjom?
Ogólnie mówiąc, rozwijać i pielęgnować w sobie swojego Dorosłego. Do rozwiązywania sporów w relacjach Dorosły jest najbardziej użyteczny. Również bardzo dobrze służy wtedy, gdy chcemy rozbroić grę, do której ktoś próbuje nas wciągnąć. Dorosły jest tą częścią, która jest w najzdrowszy sposób odpowiedzialna, za to, co się stanie w przyszłości, a nie za to, co już się stało.
W jaki sposób można go rozwijać? Hm, chyba po prostu od czasu do czasu stawiać się w tej roli. Zwracać uwagę na momenty, w których wpadamy w schemat roli „Dziecka” lub „Rodzica” i jedziemy w siną dal koleinami nakręcających się emocji. No właśnie. Stopować się gdy czujesz, że się nakręcasz.

Przeskakując wciąż pomiędzy rolą Rodzica a rolą Dziecka, nieraz także stłamszonego Dziecka, wiele osób nie ma nawet zbyt wielu okazji, by kształtować swojego Dorosłego w okresie dorastania. Myślę że warto sobie o nim w każdym razie przypominać, bo nawet gdy jest malutki, może z czasem urosnąć – pod wpływem odpowiedniej pielęgnacji.

Czego sobie i Wam życzę,
życząc również spokojnej reszty tygodnia…
Justyna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *