Obawy wielkotygodniowe

Witajcie,

Wielkanoc nadchodzi wielkimi krokami, jak każde święta jest to czas dla jednych wesoły, dla innych niekoniecznie.

Teraz mamy na przykład tydzień spotkań „jajeczkowych”, potem będą rodzinne biesiady i spotkania ze znajomymi, trochę wolnego czasu. Być może jakaś awantura z okazji niemożności posprzątania i spędzenia świąt w sposób taki „jak inni”, być może strach, że on wyjdzie i nie wiadomo co się z nim stanie. A nawet jeśli nigdzie nie wyjdzie, to i tak będzie nieobecny duchem.

Te z nas (i ci), które są religijne, biorą na siebie swój krzyż i naśladują Chrystusa. Jest taka pieśń, śpiewana zwłaszcza w okresie Wielkiego Postu:

„Zbawienie przyszło przez krzyż
ogromna to tajemnica
każde cierpienie ma sens
prowadzi do pełni życia.

Jeżeli chcesz mnie naśladować
to weź swój krzyż na każdy dzień
i chodź ze mną zbawiać świat,
XXI wiek.”

Czyli Wielki Czwartek, Wielki Piątek – pan na jajeczku, a Ty w kościele, albo w domu sama. Kolejny już rok. Tak to właśnie wygląda. Czy rzeczywiście takie cierpienie ma jakikolwiek sens?

Moim zdaniem ta pieśń miesza kilka spraw.
Po pierwsze, cierpienie może prowadzić do czegoś tylko wtedy, gdy się podejdzie do niego konstruktywnie i coś zrobi w kierunku ustania cierpienia raz na zawsze. To właśnie zrobił zdaje się Chrystus – kto w Niego wierzy ten zrozumie. Rozwiązał sprawę raz na zawsze i skutecznie, a zatem jego cierpienie sens miało.

Oczywiście: ludzie, którzy uciekają jak najdalej od problemów i nie widzą ich (albo udają, że nie widzą), może i nie czują cierpienia, ale też niczego nie rozwiązują.

Ale jednak wydaje mi się, że cierpienie tylko po to, żeby poczuć męczeńską satysfakcję, litość dla siebie i dumę nie jest cierpieniem mającym sens.

Po drugie, pokora, bierność i zgoda na znoszenie krzywd wcale moim zdaniem nie są szlachetne, jeżeli są jedyną możliwością, jaką sobie wyobrażamy i jaka jest nam dostępna. Popatrz jeszcze raz na Chrystusa. On oczywiście mógł zrobić jakiś cud, wyswobodzić się, zniknąć – cokolwiek. Nie zrobił tego, ponieważ miał plan i to co się stało, było częścią znanego mu planu.

Po trzecie – akceptacja. Chrystus akceptował to, co się z nim dzieje, nawet jeśli miał wątpliwości. Jeżeli mówisz sobie – nie chcę już być z tym alkoholikiem, mam już tego dość, ale nie mogę go zostawić – no to nie akceptujesz tego, co się z Tobą dzieje. Gdybyś chciała go zostawić, to byś go zostawiła. Może nie zdajesz sobie sprawy z przyczyn, że nie chcesz go zostawiać. Ale fakt jest faktem – do czegoś jest Ci on potrzebny. To duża rzecz akceptować swój gniew, smutek, niepokój, ale także akceptować to, że chcemy być z cholernym alkoholikiem i nie chcemy go zostawiać. Niezależnie od przyczyny. Dodam, że akceptacja to nie to samo, co bierna zgoda z powodu naszej bezradności i beznadziejności. To jest właśnie coś sensownego – stanięcie w obliczu prawdy. Prawda, moim zdaniem, jest najbardziej leczącą rzeczą, jaka istnieje na świecie. Przestań wiec się wykręcać i powiedz sobie otwarcie – chcesz z nim być, czy też nie chcesz. Nie musisz się na siebie złościć w żadnym z tych przypadków. Nad resztą oraz nad tym, co z tym dalej chcesz zrobić, zastanowisz się potem. Może się okaże, że Twoje chęci są zmienne. Raz chcesz z nim zostać, kiedy indziej masz ochotę się pożegnać raz na zawsze. Zaakceptuj i to. Tę zmienność. Przyjrzyj się jej na spokojnie i poczekaj, aż dojrzejesz do pomysłu na dalszy ciąg.

To jest – moim zdaniem – właśnie ta tajemnica cierpienia i krzyża. Mogę wszystko. Wiem – sprawdziłam. A zrobię co zechcę. Wolno mi chcieć tego i owego. Cierpię – ale wtedy, gdy ma to sens. Poddaję się woli Siły Wyższej, jeżeli w nią wierzę – ale nie dlatego, że nie mogę zrobić nic innego, tylko dlatego, że tak chcę.

Jeżeli czujesz, że nic nie możesz zrobić, by przestać cierpieć, ani nie jesteś w stanie w pełni go zaakceptować, to Twoje cierpienie nie ma sensu. Nie prowadzi do pełni życia, tylko donikąd.

Ta pieśń, o której wspomniałam na początku, jest bardzo ładna. Bardzo lubię ją śpiewać, bo ma super melodię. Ale niestety tekst, choć brzmi zgrabnie, miesza wszystko ze wszystkim. Niewiele tu Chrystusa, więcej zwykłej, ludzkiej frustracji. Bardzo się mylę?

Pozdrawiam Was i ciekawa jestem, czy odnalazłyście tu coś dla siebie. A może się ze mną nie zgadzacie? Wierzę, że zarówno osoby wierzące, jak i niewierzące mogą tu mieć dużo do powiedzenia, więc zachęcam.

Justyna

pytania: www.pelniazycia.pl
lista uczuć: www.listauczuc.pl
e-book o tym jak zrobić pierwszy krok na drodze do współwolności

2 komentarze so far.

  1. Barbara pisze:

    Cierpienie uczy pokory, miłości i wiary w siebie. Ale żeby nie cierpieć przez alkocholika, trzeba obudzić się i ujrzeć siebie, jako ja, które ma swoje życie i pragnienie. Ja które czuje i myśli za siebie.

  2. Barbara pisze:

    Jezus cierpiał bo chciał,bo taka była jego droga. On musial cierpieć, by zbawić świat i wskazywać drogę do Boga. Ja nie muszę cierpieć, bo przez swoje cierpinie Jezus nauczył mnie, jak kochać i szanować siebie odnajdując swoją drogę, swój świat, moje pragnienia i cele.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *