Obietnice bez pokrycia

Witajcie,

Już niedługo, bo zaraz w styczniu, zobaczycie prawdopodobnie porozlepiane na słupach ogłoszenia „esperal tanio” i podobne. Zwiększy się też liczba ogłoszeń w prasie i internecie „esperal, odtruwanie, detoks.” Na pewno wiele z Was usłyszy od swoich alkoholików, że na Nowy Rok postanawiają nie pić, zrobić sobie porządny detoks, a może nawet „zaszyć się”.

Przypomina mi się w tym miejscu dowcip:
Alkoholik: od nowego roku postanowiłem stać się nowym człowiekiem. Ale skąd miałem wiedzieć, że ten nowy też pije?

Pytanie do mnie: „Mój mąż pije, ostatni rok naszego małżeństwa to horror. pije sam, ukrywa się. były prośby, kłótnie i nic nie pomogło. Dwa miesiące temu udało mi się pójść z nim do poradni uzależnień. Wizyta tam nie była dla mnie łatwa… potem miał spotkanie z psychiatrą na którym dostał receptę na anticol, brał tydzień. po 3 tyg ponownie się upił. Justyno nie mam już siły wierzyć, że będzie lepiej. Powiedziałam, że odchodzę, a on mówi, że się „zaszyje” dla mnie. Powiedziałam, ze niech zacznie robić coś dla siebie. Jestem jakaś taka zawieszona-nie wiem co mam robić. Boję się dać kolejną szanse, bo potem rozczarowanie bardzo boli…Jak mam mu pomoc?”

Tak by się chciało, żeby alkoholik za pomocą jakiegoś leku został uzdrowiony i przestał wreszcie pić! Wielu z nich zresztą obiecuje, że po świętach wszystko się zmieni (ale teraz daj mi pić w spokoju)…

Niestety, jeśli chodzi o alkoholizm, to wiemy o nim następujące rzeczy:

1. Uzależnienie od niego oznacza, że człowiek utracił kontrolę nad piciem. Pije tylko dlatego, że musi i koniec. Prośby i kłótnie z zasady nie pomagają, tylko robią jeszcze gorzej.

2. Uzależnienie w dużym stopniu siedzi w głowie, i to nie w części myślącej logicznie, która steruje wolą i świadomymi decyzjami, tylko w znacznie głębszej głębi, do której dociera się z trudem, nie od razu i mało kto to umie robić świadomie. Nikt nas tego nie uczy – ani w szkole, ani w domu. Wręcz przeciwnie, od dziecka jesteśmy tego systematycznie oduczani.

3. Uzależnienie nie powstaje od razu, rozwija się przez jakiś czas, w którym się dużo i często pije. Na początku pije się dlatego, że nie chce się myśleć ani czuć o przykrej rzeczywistości. Pije się, żeby było lepiej i weselej. Żeby się nie bać i nie martwić. Tymczasem nie załatwia się spraw do załatwienia, nie rozwiązuje się konfliktów służbowych, rodzinnych, osobistych, wewnętrznych… i góra problemów narasta tak, że naprawdę jest się o co martwić i czego bać. Wtedy pozostaje już tylko się napić… Trudno liczyć, że problem, który narasta przez lata, zostanie wyeliminowany w tydzień.

Alkoholik czasem naprawdę chciałby przestać pić i żeby było zupełnie inaczej, więc obiecuje że się zmieni. Niestety, nad piciem nie ma kontroli. To tak, jakby obiecywał że nie będzie mu się chciało spać. Bez sensu! Jeżeli ma bardzo silną wolę, na jakiś czas faktycznie przestanie pić. Ale potem wróci.

Leki takie, jak anticol, pomagają doraźnie. Powodują, że nie chce się pić przez kilka dni. Specyfiki do wszywania powodują przede wszystkim, że strach się napić, bo można umrzeć. A więc są bardzo skuteczne, tylko że na bardzo krótko. Poza tym, jak wcześniej napisałam, dla alkoholika najbardziej sprawdzonym sposobem na to, żeby się nie bać jest – no co takiego? – napić się! Jeżeli jedyną motywacją do niepicia ma być jeszcze dodatkowy strach, to akurat zadziała! To jest jeszcze tylko dokładanie do alkoholowego pieca. Gdy już się wyjmie „lek”, powrót jest szybki, wytęskniony… Wielu alkoholików nawet do tego momentu nie czeka, lecz przyzwyczajają organizm do alkoholu gdy jeszcze mają „zaszywkę” w sobie, pewnie przymus picia jest silniejszy od ewentualnych konsekwencji zdrowotnych.

Doraźne leki natomiast nic nie robią z chorą „głową”. „Zaszyty” alkoholik myśli dokładnie tak samo, jak „niezaszyty”. Jest natomiast trzeźwy i zdaje sobie sprawę ze wszystkich swoich zmartwień i lęków, więc jest mu bardzo źle. Wielu „zaszytych” ma cały czas fatalny humor, są zgryźliwi, agresywni.

Rozumiem, że czujesz się zmęczona tą sytuacją i zdezorientowana. Czasami chciałoby się rzucić to wszystko i być gdzieś zupełnie indziej… Boisz się uwierzyć w jego obietnice i przekonać się, że ich nie spełnił. Straszysz go radykalnymi krokami, ale jesteś gotowa ich nie podjąć, jeśli obieca że się zmieni, bo przecież to Twój mąż…

A co by było, gdybyś zaakceptowała rzeczywistość taką, jaka jest?
Na razie, z dystansu, wygląda to tak (dla mnie), że oboje obiecujecie sobie różne rzeczy i potem ich nie spełniacie. To znaczy, że prawdopodobnie żadne z Was nie jest gotowe na spełnienie swoich obietnic. Zobacz, Ty tak samo obiecujesz, jak on, choć prawdopodobnie z innej przyczyny. Skutek jednak jest taki, że się postraszycie, poobiecujecie… i w ostatecznym rozliczeniu nic się nie zmienia.

Skoro nie jesteś gotowa, to nie jesteś. I tę myśl możesz zaakceptować. Możesz też zaakceptować swoje powody, że nie jesteś gotowa. Zwróć też uwagę, że rzeczywistość składa się nie tylko ze skrajnych możliwości: pozwalać na picie – odejść. Jeszcze pomiędzy jest bardzo dużo miejsca na rozmaite pomysły.

Radykalne cięcia działają najlepiej wtedy, gdy się wie, że tego właśnie się chce. Jeżeli wcale nie jesteś tego pewna, masz jeszcze wiele innych dobrych rzeczy do zrobienia bez rzucania wszystkiego.

Możesz zacząć od tego, żeby obiecywać tylko to, co możesz spełnić i trzymać język za zębami, gdy przyjdzie Ci ochota straszyć czymś, czego wcale nie chcesz.
Zacznij też myśleć o tym, że on może przestać pić także wtedy, gdy będziesz przy nim. To, że jesteś, wcale nie musi oznaczać, że zgadzasz się na jego picie. Bardzo mądrze powiedziałaś mu, żeby robił coś dla siebie. Myślę też, że Ty również możesz robić coś dla siebie, i jest tego sporo.

Osoby współuzależnione bardzo często się wysilają, działają, robią coś, szarpią się. A może tak zacząć zmiany od tego, żeby na jakiś czas przestać cokolwiek z tym robić? Przestać walczyć. Rozejrzeć się spokojnie wokół. Przestać uciekać. Przestać obiecywać. Przestać liczyć na natychmiastowe spełnienie marzeń. Spojrzeć ze spokojem i dystansem na siebie. Dać sobie chwilę odpoczynku. Tydzień, dwa tygodnie… To krótki czas. Potem spojrzysz ponownie na swoje potrzeby – jakby nowymi – i zrozumiesz, co masz robić dalej.

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie,
komentarze jak zwykle mile widziane.
zapraszam w czwartek na chat.
Justyna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *