Ocean wiedzy

Nasz żaglowiec
Ahoj!
Płyniemy dalej, przed nami ocean, którego jeszcze nie znamy zbyt dobrze, ale możemy poznać. Pogoda taka sobie, niby ciepło, ale co i raz pada deszcz, więc prawie przez cały czas siedzimy pod pokładem. Większość z nas, bo ktoś musi stać za sterem, ktoś musi gotować i tak dalej.

Przyjrzyjmy się oceanowi.
Co właściwie wie przeciętna Polka o uzależnieniu?
Że są na świecie pijacy, palacze i narkomani. Albo – że się ma ich wokół siebie na co dzień. Że niektórzy są uzależnieni jakby z pokolenia na pokolenie. Że uzależnienie wiąże się z ubóstwem, bezdomnością, łachmanami. Że powiedzieć komuś, że jest alkoholikiem, a nawet że jest uzależniony, to poważna obelga.

Wiemy też, że wielu ludzi balansuje gdzieś na granicy, a może nawet są uzależnieni, ale nie przyjmują tego do wiadomości. Robią różne rzeczy, które wskazują na uzależnienie, zachowują się nieodpowiedzialnie, szkodliwie, niemoralnie, ale obrażają się, gdy ktoś wspomni o możliwości, że to jest właśnie nałóg. Często inni wokół też nie przyjmują tego do wiadomości, albo boją się przyznać, że widzą to, co widzą, tak jakby słowo „alkoholik” oznaczało wyrok śmierci.

W związku z tym wszyscy ślizgają się po powierzchni tego zjawiska, nie rozumiejąc ani jego przyczyn, ani jego początku lub końca. Nie rozumieją, jak wpływa na człowieka, którego uzależnienie dopadło.

Oczywiście, na temat alkoholizmu, nikotyny, narkomanii i innych uzależnień napisano wiele – w książkach i w internecie. Co z tego jednak, jeżeli sięganie po takie publikacje jest jakieś takie przykre. Ja sama pamiętam, z jaką ostrożnością sięgałam po publikacje na temat alkoholu. Było mi jakoś głupio je czytać, nawet w domu – a co dopiero w autobusie!

Wiedzę można też zdobywać idąc gdzieś, gdzie się o tym rozmawia. Na przykład do jakiejś grupy, powiedzmy Al-Anon. Czy myślicie, że łatwo mi było się tam wybrać? Bardzo długo byłam na to zbyt dumna (a tak naprawdę zbyt mało pewna siebie i zbytnio zawstydzona swoją sytuacją). Odważyłam się dopiero, gdy zrobiło się na tyle źle, że poszłam do psychologa. I owa pani psycholog wspomniała, że przecież nic nie szkodzi się przejść i zobaczyć jak tam jest. Po pierwszych kilku razach znów zaczęłam myślenie o problemie odsuwać od siebie. Musiało zrobić się naprawdę bardzo źle, że podjęłam prawdziwą pracę nad sobą, przyjrzałam się chorobie mojego towarzysza szczegółowo i drobiazgowo, zmieniłam wiele swoich postaw i zaczęłam inaczej myśleć. Czułam się w tej sytuacji podobnie jak nurek, który zanurza się pod powierzchnię oceanu, by poznać jego tajemnice, choć morze jest zimne, woda mokra, a głębia nieznana i niebezpieczna.

Podobno są na świecie miejsca, w których ocean wciąga. Pływasz sobie przy brzegu, aż nagle fala zabiera Cię daleko od brzegu. Jeśli się walczy, można zginąć. Żeby przeżyć, trzeba się poddać falom. Mówiłam już o tym? To nie będę się powtarzać. W każdym razie w tym wciągającym miejscu, żeby przeżyć, musisz wiedzieć, jak się zachować, bo jeżeli zachowasz się tak, jak Ci podpowiada instynkt – jesteś bez szans!

Aby radzić sobie z wielkim oceanem trzeba go dobrze poznać i zrozumieć.
Radzi się osobom, które mają w rodzinie kogoś uzależnionego, żeby czytały o uzależnieniach wszystko, co im wpadnie w rękę, właśnie po to, by poznać przeciwnika. Tymczasem tak naprawdę mało kto to robi. Wiele kobiet współuzależnionych ogranicza się do przeczytania jakiegoś jednego poradnika dla kobiet, jakiegoś jednego bestsellera. To naprawdę za mało. Wiedza zdobyta tylko od jednej osoby jest na ogół niepełna, często subiektywna i nieraz skłania do schematycznego patrzenia na nasz ocean. Nieraz jest tak, że z lektury pozostają nam w głowie jedynie slogany, jakieś hasła, które fajnie brzmią, jednak niewiele mówią, a przede wszystkim, nie wywołują w nas zmian.

Dlatego jako kolejne ćwiczenie, proponuję Ci, napisz w komentarzu, dlaczego było Ci trudno sięgnąć i przeczytać do końca kolejną książkę o uzależnieniu, co powodowało w Tobie opory przed wybraniem się na spotkanie grupy lub psychologa i jak udało Ci się te opory przezwyciężyć.

Zachęcam Cię także w tym miejscu do wymieniania lektur, stron internetowych i filmów, które były dla Ciebie największym olśnieniem, jeśli chodzi o wiedzę o uzależnieniach.

Serdecznie Cię pozdrawiam i czekam na Twoją wypowiedź!
Justyna

21 komentarzy so far.

  1. Teresa pisze:

    No tak…dokładnie to o czym piszesz też to przeszłam…najpierw było, że to nie ja powinnam, że on….potem wstyd że niby dlaczego ja na terapię, co powiem innym i czy w ogóle powiem…później jedna książka -REHAB- Osiatyńskiego – terapia indywidualna i grupowa – przyznanie się, że jestem bezsilna i nie rozumiałam tego, emocje, łzy itd…potem uświadomienie sobie, że nie jestem sama z tym problemem współuzależnienia…i potem już było łatwiej w terapii…nie jestem sama i nie mam wpływu na nikogo oprócz siebie…teraz czytam książkę – ALKOHOLIK instrukcja obsługi – J.Reisch-Klose E.Głowacz….bardzo polecam… 🙂

  2. Manu pisze:

    to prawda, jest jakoś lżej, jeżeli zrozumie się mechanizmy uzależnienia…mnie akurat udało się sporo książek przeczytać o uzależnieniu, chociaż faktycznie robiłam to w odosobnieniu, żeby nikt nie widział
    kilka tytułów: „Ile możesz wypić: o nałogach i ich leczeniu”, „@buty mojego męża.pl”, „Rak duszy: o alkoholizmie”, „Życie z kieliszkiem”, i dla DDA „Gdzie się podziało moje dzieciństwo” – książka niezbyt obszerna, ale bardzo prawdziwa

    • Justyna pisze:

      Super, bardzo dziękuję za te cenne przykłady. Do wyjścia na zewnątrz trzeba dojrzeć. Nie każdy jest tak od razu gotowy by się otworzyć przed innymi, a nawet żeby się „zapisać” do jakiejś grupy. Nieraz trudno się przyznać, że jestem taka sama jak oni tam w tej grupie, że mam podobny problem jak „żony alkoholików”. Hm… kiedyś też jakoś trudno mi było uznać, że jestem jedną z nich. Potem z kolei identyfikacja przeszkadzała mi pójść dalej i zamiast chodzić z nalepką „żona alkoholika, kobieta współuzależniona”, zacząć żyć jako ja, Justyna po prostu 🙂 To jest tak jakiś wieloetapowy proces, przez który trzeba przejść – a do każdego przejścia na kolejny etap trzeba dojrzeć i czuć gotowość 🙂

  3. Mirosława pisze:

    Olśnieniem dla mnie było uświadomienie sobie ,że swoje życie podporządkowałam uzależnionemu synowi.Gotowa do pomocy o każdej porze a tak naprawdę pomagałam jemu pić.Chcę to zmienić i zmagam się i próbuję od maja 2012 roku.Pomocne są dla mnie bardzo artytkuły,wypowiedzi pani Justyny.Pozdrawiam serdecznie.Mirosława

  4. Beata pisze:

    Kiedy po raz pierwszy zaczęłam się stykać z problemem współuzależnienia był w mojej głowie bunt… jak to ja taka poświęcająca się,lepsza od alkoholika robię coś niewłaściwego. Poza tym był wstyd, ze w moim domu tak się dzieje, a ja nie mam na to wpływu .Jednak dzisiaj to widzę,że właśnie moje zachowanie bycia taką perfekcyjną , pomagającą alkoholikowi tak na prawdę utrudniało mu trzeźwienie ..nie wspomnę o moim samopoczuciu.. Ktoś mądry zadał mi na początku mojej drogi w Al-Anon pytanie, jakie są moje marzenia , co ja dla siebie chciałabym zrobić, i okazało się że nic , że nie ma mnie…ale jest alkoholik i jego życie. Wtedy uświadomiłam sobie ,ze jednak jest jakiś problem ze mną. Od tego czasu zaczęłam ambitną pracę nad sobą . Zakupiłam całą literaturę jaką udało mi się wyszukać dla Al-Anon. Najcenniejszą pozycja dla mnie jest do dzisiaj ,a trwa to już 4 lata – jest pozycja ” Dzień po dniu w Al-Anon”. Czytam ją codziennie rano i jest moim przewodnikiem na każdy dzień. Poleciłabym jeszcze książki Melodie Pia ” Toksyczne związki”, czy ” Toksyczna miłość” ta literatura pozwoliła mi odszukać przyczyny moich niewłaściwych zachowań , a jak się okazuje powodowały to też nie zawsze właściwe wzorce wyniesione z domu. Ale najważniejsze w całym moim zdrowieniu było motto ” Nie poddawaj się – nigdy w życiu” Bo przecież czasem było ciężko zamienić myślenie kobiety żandarm w spokojną , nie działająca emocjonalnie . Ale udało się , co nie znaczy ze nadal nad sobą nie pracuje. Pozdrawiam i życzę wytrwałości w dążeniu do szukania siebie.

    • Justyna pisze:

      Dziękuję. Bardzo mądre słowa. „Dzień po dniu w Al-Anon” dobrze się komponuje z pomysłem prowadzenia dziennika. Może dostarczać wielu wskazówek jak ten dziennik prowadzić.

  5. Aneta pisze:

    Witajcie
    Ja własnie należe do takich osób, które wiedza ze potrzebują pomocy… ale jeszcze nie zrobiły konkretnego kroku tzn. nie poszłam do psychologa czy na spotkanie grupy Al-Anon. Jedyne co robie to zaglądam na Twoja stronę Justyno choc tez nieregularnie… bo jak jest dobrze to tak jak piszesz odsuwam mysli na bok… a jak jest źle to zagladam na Twoja stronę… A moze Ty Justyno poradzisz nam lektury od których nalezałoby zacząć, które naprawde sa warte przeczytania?

    • Justyna pisze:

      Witaj Aneto,
      Wierzę, że zrobisz to w momencie, gdy będziesz na to gotowa. Oczywiście jest wiele lektur i filmów godnych polecenia, wiele z nich zostało tu wymienionych. Ja bardzo lubiłam krótką i treściwą książeczkę Pani Wandy Sztander – „Poza kontrolą”. Jest krótko i precyzyjnie. Ale tak naprawdę najlepiej spojrzeć na zagadnienie z wielu różnych punktów widzenia, stąd moja zachęta żeby czytać „wszystko co wpadnie w ręce”.

  6. erwina pisze:

    Witam, to że piszę to fakt,że czuję się bardzo bezsilna i doszłam do ściany w walce z alkoholizmem.Nie mam problemu z czytaniem na ten temat nie mam problemu rozmowy z psychologiem (przeczytałam już chyba wszystko co jest na ten temat) i w żaden sposób nie mogę dotrzeć do osoby uzależnionej aby przekonać ją do porządnego leczenia nie rozumiem dlaczego uzależniony nie chce się leczyć ale jak się by okazało że jest chory np. na woreczek żółciowy odwiedzi 5 lekarzy a na alkohol nie chce się poddać leczeniu,chociaż jak widzi że przeholował z piciem i rodzina jest zła i u skraju wyczerpania nerwowego to mówi że jest chory i dlaczego mamy pretensje jak przecież alkoholizm to choroba co wy chcecie ode mnie TYLKO CZEMU SIĘ NIE CHCE LECZYĆ skoro sam mówi,że to choroba. nie jestem chyba wstanie tego zrozumieć……

    • Justyna pisze:

      Witaj Erwino,
      Większość książek dość jasno odpowiada na pytanie dlaczego alkoholicy nie chcą się leczyć.
      Jeżeli przeczytałaś ich wiele, na pewno wiele wiesz. Czy jest może coś, co w tych książkach nie zostało wystarczająco dokładnie omówione, albo zbyt mało konkretnie?
      Cała sprawa z alkoholizmem i innymi uzależnieniami polega na tym, że tradycyjnymi metodami (wyjaśnianie, tłumaczenie, gniewanie się, manipulacja) nie osiąga się na ogół żadnego skutku.
      W kolejnych artykułach staram się właśnie przybliżyć ideę „odwrotnej metody”. Jeżeli masz jakieś pytania, albo potrzebujesz żebym o czymś napisała bardziej szczegółowo, to proszę daj znać, chętnie się tym zajmę.
      Pozdrawiam serdecznie!

  7. edyta pisze:

    Hallo Pani Justyno.Ja czytalam ksiazek stosy ,chodzilam.na terapie niejedna ale nigdy sama nie dalam szansy na wyzdrowuenie ,na czucie,na znajdywanie nowych wyjsc z trudnych sytuacji .Ale czego najbardziej zaluje to ze balam.sue kochac zawsze ten sam schemat ,bylo dlugo fajnie i przychidzil moment ze niszczylam wszystko (uczucia)strach nigdy mi nie pozwolil na nic na zaden zwiazek i uciekalam i taj do tej pory jest ucieczka przed samym soba okropnosc

    • Justyna pisze:

      Witam Pani Edyto,
      Jeżeli już Pani wie, że on przeszkadza Pani się ustabilizować i stworzyć dobry związek, być może warto mu się baczniej przyjrzeć. O ile oczywiście zależy Pani na stworzeniu trwałego związku.
      Może Pani zacząć to przyglądanie się od pytania, co by się mogło wydarzyć, gdyby się Pani przestała bać zaangażowania? Nieraz pielęgnujemy nasze lęki dlatego, że są nam do czegoś potrzebne. Ale do czego? To wie tylko Pani…

  8. Ania pisze:

    Witam.Niechętnie sięgam po książki o samej chorobie, bo mam wrażenie,że jeszcze bardziej wchodzę w problemy drugiej połowy i nadal skupiam się na nim, zamiast na sobie. A ja już nie chcę, aby wszystko kręciło się wokół niego. Czytam natomiast książkę pt. Koniec współuzależnienia, autorka-Melody Beattie. Doznaję pewnego rodzaju ulgi, czasem olśnienia, czuję, że ta książka pomoże mi samej, ale myślę, że muszę ją przeczytać conajmniej dwa razy, bo są tam ćwiczenia, które trzeba przepracować ze sobą samą. Druga połowa ukończyła terapię odwykową, powiedziano, że wie, jak pracować ze swoim uzależnieniem, a ja nie jestem jego lekarzem, terapeutą etc. Natomiast razem obejrzeliśmy w domu film pt. Nazywam się Bill W. Polecam wszystkim, bo jest kwintesencją wiedzy o samej chorobie, mój mąż chciał mi przez ten film pokazać, co on czuje jako osoba z chorobą alkoholową. Na grupę po raz pierwszy wybieram się w środę. Obawiam się nieznanego, pójdę, zobaczę, czy to moja bajka. To mój początek drogi. Jako kolejną przeczytam książkę pt. 12 kroków, na bazie której uzależnieni pracują nad sobą. Współuzależnionym też pomaga, więc czemu nie. Na pytanie, czemu balam się ksiażkowo zmierzyć z tematem, mogę jeszcze odpowiedzieć,że dlatego, że bałam się, że znajdę coś, co spowoduje, że będzie trzeba coś zmienić, a może sięgnąć gdzieś głębiej siebie…tego współuzaleznieni nie lubią. My lubimy uczucia zakopać 10 metrów pod ziemię, ruszanie tego boli jak zrywanie starego chodnika. Ale trzeba, bo inaczej się pod ta warstwą kiedyś udusimy…

    • Justyna pisze:

      O super, dziękuję bardzo za tę propozycję filmową.
      Trzymam kciuki za początek nowej drogi. Warto znaleźć swoją grupę wsparcia.
      Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie!

  9. Magda pisze:

    Przeczytałam wszystkie zamieszczone wypowiedzi i pomyślałam sobie, że odnoszę takie samo wrażenie, jak na grupach terapeutycznych – że jest na świecie wiele wspaniałych kobiet, które coś z sobą robią. Pewnie, lepiej być pięknym i bogatym, w szczęśliwym związku niż narażonym na takie przejścia, jakie funduje życie z osobą uzależnioną i we własnym współuzależnieniu. Ale czy to możliwe? I czy na pewno lepiej? Wielu ludzi nie wykonuje takiej pracy nad sobą, nie osiąga takiego wglądu. Z doświadczenia wiem, że same lektury (liczne), grupa terapeutyczna i terapia indywidualna, grupy wsparcia i rekolekcje, rozmowy z mądrymi ludźmi i przyjaciółmi – na pstryk nie działają cudów. ALE WARTO Z NICH KORZYSTAĆ! Bo w końcu coś zaskakuje. Ktoś mądry mi powiedział, że samo szukanie pomocy świadczy już o kroku w kierunku zdrowia, bo zaplątana osoba pomocy nie szuka, tylko wiedzę o swojej chorobie wykorzystuje do manipulowania innymi. Na taką manipulację polecam wyobrażenie sobie, że dzieli nas kogoś takiego ściana z pleksi, widzimy ją i coś tam słyszymy, ale nie bardzo, w dodatku można sobie wyobrazić, że ta osoba mówi w niezrozumiałym dla nas języku – poradziła mi to kolejna mądra osoba i mnie pomaga. A trzecia mądra rada, którą słyszałam, to wsłuchać się w siebie i zobaczyć kto to w nas tak mówi o nas tak, że to działa na nas destrukcyjnie. Czy na pewno to my same o sobie tak sądzimy? Można się zdziwić, ale to pomaga. Ktoś powie, dobrze, my już zrobimy z sobą porządek, ale ten drugi – uzależniony – tego nie robi, czy możemy być w pełni szczęśliwe, skoro go kochamy? Pewnie błogostanu nie da się osiągnąć, ale mamy prawo być spokojniejsze, szczęśliwsze i lepiej rozeznające sytuację. Czego sobie i wszystkim życzę. 🙂

    • Justyna pisze:

      Witaj Magdo,
      Ponieważ rodzina funkcjonuje jako system, jeżeli jedna osoba się zmieni, siłą rzeczy ma to wpływ także na innych, nieraz także na osobę uzależnioną. Wielu ludzi, którzy rzucili nałóg zrobiło to dlatego, że coś się zmieniło w życiu ich partnerek. Dzięki za mądre myśli, to dobrze że o nich pamiętasz.

  10. Barbara pisze:

    Witam. Napiszę krótko: szukałam na zewnątrz, a powinnam była zacząć od wewnątrz (siebie oczywiście). Zadne medytacje, relaksacje nie pomagały, nie zmieniały mojego życia. A przecież starałam się być dla wszystkich taka dobra i uczynna. Oddałam siebie bez reszty, uciekałam od problemu, robiąc tylko pozory działania (dziecko we mgle). Teraz zaczynam otwierać oczy i działać. Zyczcie mi powodzenia, bo dużo do roboty mam. Pozdrawiam

  11. Ania pisze:

    Witam. Byłam wczoraj na pierwszym spotkaniu al-anon. Ogólna formuła w porządku. Podobało mi się, że nic tam nie muszę, mówię, jeśli tego chcę, jak nie chcę-nie mówię, nikt mnie nie ocenia, nie krytykuje, nie patrzy na mnie z góry, jeśli lecą łzy nikt nie zarzuca mnie litością, nie oczekuje, że się szybko ogarnę no i wysłuchano mnie z wielką cierpliwością. Ciężko było mi bardzo, ale ze względu na te emocje, które mam w sobie obecnie, a nie na współuczestniczki spotkania. Czuję, że będę tam przychodzić, ale wiem też, że ogrom pracy przede mną, ciężkiej pracy nad sobą.

    • Justyna pisze:

      Gratuluję dobrego kroku i bardzo Ci dziękuję za opis wrażeń. W spotkaniach Al-Anon bardzo fajne jest to, że każdy rozumie o co chodzi. To jest bardzo potrzebne.
      W Al-Anon uczymy się też mówić tak, żeby inni dobrze się czuli. To jest trudne i bardzo ważne 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *