Odpowiadam na pytania. Dziś o odpowiedzialności za własne życie

|Pytanie:|Jestem bratem alkoholika, sam też jestem alkoholikiem lecz nie piję.  Leczyłem się.  Otóż brat mój lat 26 stan jego marskość wątroby, cukrzyca, trzustka nie działa, pobyty w szpitalach tylko fizycznie pomagają. Wraca i dalej to samo, teraz już wodobrzusze i nogi spocznie. Zrobił badania  czekamy na wyniki.  Ale on chce wyjść z domu się napić ja nie pozwalam mu chodzę za nim wszędzie. I będę. Bo wiem że nic dobrego już nie będzie gdy wypije.  Co ja mam robić dalej. ?

Witaj,

Jestem pełna podziwu dla Ciebie gdy czytam, że nie pijesz, leczyłeś się i nie wracasz do nałogu. Rozumiem też Twój odruch kontrolowania Twojego brata na każdym kroku. Wiem, że trudno z tego zrezygnować. Ale też pytasz o to, co masz robić dalej, czyli jak rozumiem, masz pewne wątpliwości czy to wystarczy.

Fajnie jest pomyśleć, ach, ja zrobię wszystko co w mojej mocy, pokonam własne ograniczenia, zrezygnuję ze swoich potrzeb i marzeń, dam z siebie wszystko, wzbiję się ponad wszystkich, będę mega dzielny i niezłomny, dam radę i go uratuję.

Oczywiście możesz tak myśleć, a nawet postępować zgodnie z tym myśleniem, jeśli uznasz że to najlepsze. Zanim jednak ostatecznie się na to zdecydujesz, posłuchaj, co Ci mam do powiedzenia.

Ratowanie drugiego człowieka, nawet bardzo bliskiego, też ma swoje ograniczenia. Co więcej, droga, którą opisujesz, jest bardzo dobrze znana i mnie samej, i wielu ludziom, którzy mają uzależnionych bliskich. Najczęściej są to żony lub matki. Bardzo często są to osoby same pochodzące z rodzin obciążonych kryzysem, na przykład w których ktoś zmagał się z tą lub inną ciężką chorobą. Co nieco już na temat skutków podążania tą drogą wiemy. Jest nas dużo, bardzo dużo.

Ta droga po prostu, w przytłaczającej większości sytuacji, nie działa. Albo inaczej – działa przeciwko temu, kto chce coś naprawić. Większość ludzi wykańcza się nie widząc żadnego skutku swoich wysiłków. I albo rezygnują i odchodzą zrozpaczeni i bezradni, albo trwają w tym latami, ponosząc ogromne straty. A całkiem nie tak rzadko, ten ktoś, o kogo tak bardzo dbali, odrzuca ich i odchodzi. Albo odchodzi do wieczności, a to trudno uznać za zwycięstwo nad nałogiem.

Skąd się bierze chęć podążania taką drogą?

Przede wszystkim, tak jesteśmy w większości wypadków uczeni rozwiązywania trudnych sytuacji. Zawezmę się i dam radę. Niestety w przypadku uzależnienia to nie działa, ponieważ uzależniony może się uratować jedynie sam. Im więcej ma wolności (takiej prawdziwej, wolności, nie samotności), tym większe szanse, że się to uda.

Do tego, osoby żyjące od zawsze i przez cały czas w rodzinie, w której wszyscy są zdrowi, mają pewne przyzwyczajenia, umiejętności i priorytety, których mogą nie mieć ludzie pochodzący z rodzin mających kryzys na karku, albo długo żyjący w takiej rodzinie.

Jakie to dobre przyzwyczajenia?

  • w trudnych sytuacjach włączanie myślenia racjonalnego, a nie magicznego, oddychanie i refleksja, a nie uleganie impulsom.
  • branie odpowiedzialności za swoje własne życie. Ale nie na zasadzie, moje życie jest moje, mogę je zmarnować lub poświęcić, to moja sprawa. Nie. Jesteś odpowiedzialny za to, by Twoje życie było jak najlepsze, najpełniejsze, najszczęśliwsze. I to masz do rozliczenia przed całą historią, która Cię ukształtowała i Twoimi potomkami w przyszłości. Nie mówiąc o Sile Wyższej jakkolwiek ją rozumiesz.
  • branie na siebie odpowiedzialności za innych i za sprawy w takim zakresie, w jakim jest się w stanie im sprostać bez ponoszenia samemu znaczących strat, przez które postąpilibyśmy nieodpowiedzialnie wobec własnego życia.
  • umiejętność oceniania zamiarów na siły, którymi dysponujesz.
  • współpraca i korzystanie z pomocy innych, gdy jest za trudno.
  • przekładanie marzeń na realne plany poprzez częściową weryfikację tego, co możliwe, a co jeszcze nie jest możliwe.
  • poszukiwanie innych sposobów, gdy wcześniej wypróbowane nie działają.
  • uznanie innych członków rodziny za samodzielnych i odrębnych. Dawanie innym członkom rodziny wolności wyborów, wiara w ich umiejętność poradzenia sobie.
  • dostrzeganie opcji pośrednich, a nie tylko ekstremalnych.

O tych rzeczach właśnie nie pamiętają osoby współuzależnione. Nie znają ich i nie umieją stosować. Zwłaszcza o znaczeniu odpowiedzialności za własne życie.

Powoduje to, że ludzie współuzależnieni nie tylko są szalenie zawzięci, wytrwali ponad wszelką miarę, ale też nie szanują siebie i swoich granic, przez co ich działania przypominają sytuację, o której słyszałam na kursie pierwszej pomocy:

Wyobraź sobie wypadek samochodowy. Dwa auta w harmonijkę, powykręcane blachy, krew się leje, jakiś człowiek leży na jezdni najwyraźniej nieprzytomny, a Ty jesteś świadkiem i jedyną osobą, która może umieć udzielić pierwszej pomocy. Wkraczasz do akcji. Co robisz najpierw?

Osoba współuzależniona powiedziałaby – no jak, lecę i ratuję. Sprawdzam czy oddycha, robię masaż serca i tak dalej.

Otóż nie. Najpierw zabezpieczasz miejsce wypadku. Ustawiasz odpowiednio oznakowanie, trójkąt awaryjny, albo prosisz kogoś by kierował samochody na inny pas i upewniasz się, że coś nie nadjedzie i nie wjedzie w Ciebie. Bo jeżeli znokautują ratownika, to kto innych uratuje?

Działanie „na pałę”, poświęcenie się bez myślenia o skutkach dla siebie samego, rzadko daje dobre efekty.

I to właśnie chciałam żebyś wiedział zanim się zastanowisz, co dalej. Być może lepiej pomożesz bratu, a i sobie, gdy z pełną miłością pokażesz mu Twoje granice, a jednocześnie pozwolisz mu ponosić konsekwencje jego działań. Te dwie rzeczy. Na tyle, na ile umiesz. Resztę robisz świetnie i jeszcze raz Ci gratuluję wytrwania w trzeźwości.

Pozdrawiam Cię serdecznie, a jednocześnie proszę wszystkie dziewczyny i chłopaków, którzy byliście na tej drodze ku zagładzie siebie na własne życzenie, o komentarz. Bo tak, warto pomagać. Warto być przy bliskim uzależnionym. Ale nie trzeba ani za niego żyć, ani nie jest dobrze zrezygnować z siebie na rzecz ratowania kogoś uzależnionego, kto uratuje się jedynie gdy sam będzie na to gotowy…

Justyna

PS. Komentarze mile widziane. Twój adres email nie będzie publikowany w komentarzu. Wszystkich bardziej skrytych zapraszam do zadawania mi pytań o współuzależnienie całkowicie anonimowo na stronie www.pelniazycia.pl  🙂

One Response so far.

  1. Mirosława pisze:

    Droga Justyno czytam jak swoją historię.Jestem matką uzależnionego syna /od narkotyków i alkoholu.Tysiace strat a tak trudno wyrwać się z błędnego „pomocowego”schematu.Zapomnialam o własnym zyciu.Dziekuje za ten artykuł.Mirosława

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *