On na pewno nie jest alkoholikiem!

Witajcie!

Często spotykam się z sytuacją, w której kobieta, obolała życiowo, zarzeka się, że jej partner wprawdzie pije, ale na pewno nie jest alkoholikiem. Najgorzej, gdy takie poglądy wyrazi publicznie, na forum, w grupie czy na mityngu. Inne dziewczyny, być może większe znawczynie tematu, albo dalej na swojej drodze, zaczynają się wtedy nad nią życzliwie pastwić, dowodząc, że jeżeli n w ogóle pije, a do tego nie jest idealnym mężem, to jest alkoholikiem, i kwita, a ona jest współuzależniona, więc ślepa, głucha i pożałowania godna. Zganiona autorka pierwszej wypowiedzi zaczyna tym bardziej bronić swojego towarzysza niedoli przypominając, że jednak są ludzie gorsi od niego, więksi pijacy, że jednak nie jest on taki znów ostatni i tak dalej.

Podobno pojawiają się też w różnych miejscach w internecie opinie, że ponieważ diagnoza choroby alkoholowej to coś więcej niż tylko stwierdzenie prostego faktu, że ktoś pije i obliczenie, ile to wypada w tygodniu, miesiącu czy roku. Tego z kolei nie chcą słuchać kobiety, czy też osoby, które przyznały już, że mają w rodzinie uzależnienie, albo miały, i usiłują się wyrwać, albo zerwały z alkoholikiem (stuprocentowym, zdiagnozowanym lub nie).

Mówią: ok, popija, ale nie jest żadnym alkoholikiem degeneratem.

Zastanawiałam się, co ja na to i pomyślałam sobie, że mamy tu do czynienia z dwoma ekstremami. Z jednej strony, faktycznie wiele kobiet dopiero koło sześćdziesiątki, czy niewiele wcześniej, zauważa, że spędziły znaczną część życia w rodzinie alkoholowej. Wcześniej były jakby ślepe, nie dostrzegały faktów dla innych całkiem oczywistych, nie chciały słyszeć, gdy inni mówili, tłumaczyły wszystko na korzyść swojego związku, swojej rodziny, bliskiej sobie osoby. Tak jakby dzięki tym zabiegom, z pogranicza magii, problem miał zniknąć. A nie zniknął, za to zabrał znaczną część życia i sporo sił, choć tymczasem, nie robiąc wiele by się uporać z problemem, miałyśmy sposób na to, by myśleć nieco lepiej o sobie i swojej rodzinie. Co by było, gdyby taka kobieta zorientowała się wcześniej? Czy jej życie byłoby szczęśliwsze? Bardzo możliwe, że tak.

Mówią: przejrzyj na oczy, Twój facet jest alkoholikiem i tyle.

Inne kobiety z kolei orientują się znacznie wcześniej. Przyznają, że rodzinę dotknęła ta, było nie było wstydliwa, choroba, podejmują trudne decyzje, czy to o zgłoszeniu się na policję, czy o zgłoszeniu się do poradni lub na pogotowie, czy o separacji, wiele z nich ma tendencję do robienia z bliskiego człowieka alkoholika przez duże A. Nieraz same siebie przekonujemy do tego, że nie jest on aż tak wartościowym człowiekiem i że w związku z tym dobrze robimy odcinając się od niego. Ten sposób myślenia również jest bliski magii, bo to, że my bez uprawnień zdiagnozujemy naszego towarzysza niedoli, wcale nie oznacza ani tego, że faktycznie jest on chory, ani mu nie pomożemy. Za to możemy nieco lepiej o sobie myśleć.

Potem w konsekwencji takiego myślenia, wkrótce po tym, gdy przyznajemy, że mamy do czynienia z nałogiem, albo nawet zaczynamy chodzić na spotkania grupy wsparcia czy brać udział w forum internetowym, stajemy się tak jakby fanatyczkami, które kieliszek omijają łukiem szerokim na kilka metrów i spluwają za siebie widząc stojącą butelkę piwa. Czy nie kusi nas, by oskarżyć o alkoholizm każdego, kto tylko a) jest facetem b) czasem coś wypije? Dzięki temu to, co zrobiłyśmy ze swoją rodziną (rewolucja) i sobą (psychiczne odcięcie się od bardzo bliskiej osoby) staje się jeszcze bardziej uzasadnione, a zatem łatwiejsze do udźwignięcia. I możemy lepiej o sobie myśleć.
Popatrzcie, ile człowiek – całkowicie podświadomie – może zrobić, żeby zachować twarz, no właśnie mieć lepszy obraz siebie samego, lepiej myśleć o sobie. I jest to jak najbardziej zrozumiałe, choć w dalszym ciągu nie pomaga to odpowiedzieć na pytanie

Kto tak naprawdę jest alkoholikiem, a kto nie?

Zacznijmy od przypomnienia sobie, czym jest alkoholizm, czyli uzależnienie od alkoholu i jak się rozpoznaje tę jednostkę chorobową.

Alkoholizm jest chorobą przewlekłą, śmiertelną, nieodwracalną, choć można jej rozwój na wielu etapach powstrzymać.

Zanim możliwa jest diagnoza medyczna, choroba rozwija się powoli, nieraz przez wiele lat. Kryteria diagnozy medycznej służą temu, żeby lekarz miał podstawę skierowania kogoś na oddział szpitalny lub wypisać recepty na odpowiednie leki.

W praktyce, zdiagnozowana choroba oznacza stan, który tak naprawdę jest chorobą rozwiniętą w pełnej krasie. Jest to etap trudny do leczenia. Im wcześniej przed taką diagnozą osoba powstrzyma rozwój choroby, tym większe szanse wyleczenia.

Rozpoznanie medyczne choroby alkoholowej, uzależnienia od alkoholu

Kryteria rozpoznania uzależnienia od alkoholu wg klasyfikacji chorób i przyczyn zgonów Światowej Organizacji Zdrowia (ICD-10), definiują uzależnienie jako:

„Zespół objawów somatycznych, behawioralnych i poznawczych, w których picie alkoholu staje się priorytetowe nad innymi poprzednio ważniejszymi zachowaniami.

Do rozpoznania potrzebne jest stwierdzenie trzech z poniższych objawów w czasie ostatniego roku:
Silna potrzeba (głód) picia albo kompulsywne picie alkoholu
Trudności w kontrolowaniu zachowań związanych z piciem w sensie upośledzenia:
– kontrolowania rozpoczęcia picia (np. powstrzymywania się od picia przed piciem);
– długości trwania picia (np. ograniczania picia do jednego dnia);
– ilości alkoholu (np. konieczność picia do dna butelki);
Stan abstynencyjny spowodowany przerwaniem picia lub zredukowania dawki alkoholu, przejawiający się charakterystycznym zespołem abstynencyjnym, albo
– piciem alkoholu lub przyjmowaniem substancji o podobnym działaniu z zamiarem złagodzenia lub uniknięcia objawów abstynencyjnych;
Występowanie tolerancji, polegającej na potrzebie spożycia większych dawek do wywołania efektu powodowanego poprzednio mniejszymi dawkami (są one nieraz tak duże, że mogłyby spowodować śmierć osoby nieuzależnionej)
Postępujące zaniedbywanie alternatywnych przyjemności lub zainteresowań z powodu picia, zwiększenie ilości czasu potrzebnego na zdobycie alkoholu lub powrócenie do normy po wypiciu;
Picie alkoholu mimo wiedzy o jego szkodliwości np. o uszkodzeniu wątroby spowodowanych piciem, stanach depresyjnych po dłuższym piciu.” (Habrat B. 1996, s. 33).

Jak widzicie, nie trzeba spełniać wszystkich kryteriów, żeby lekarz mógł rozpoznać tę chorobę.

Więc nie musi to być to być akurat picie codzienne, mogą być trzy inne objawy. Ale rozpoznanie zagrożenia chorobą alkoholową jest tak naprawdę ważniejsze niż rozpoznanie samej choroby, gdyż, jak już napisałam, gdy choroba w pełni się rozwinie, jest już bardzo późno.

Alkoholicy anonimowi nieraz mówią, że uzależnienie to jest wtedy, gdy alkohol zaczyna więcej zabierać, niż dawać. Jest w tym sporo prawdy, ale to również jest już etap, gdy uzależnienie się rozwinęło. Myślę, że sygnał alarmowy może pojawić się wtedy, gdy ktoś przestaje się umieć bawić bez alkoholu, skupiać bez alkoholu, rozmawiać z bliskimi bez alkoholu, gdy po prostu są takie momenty, że musi się napić i gdy zaczyna nas przekonywać, że to jest normalne i uzasadnione. Nie jest. To tylko takie tłumaczenie tego, że się musi napić. Alkoholik pije nie dlatego, że ma jakieś powody, tylko dlatego że jest alkoholikiem. To właśnie jest kryterium „picie kompulsywne”, czyli przymusowe. Są faceci, ja takich znam, którzy, gdy mają powód, są zmęczeni, źli, smutni, wcale nie piją alkoholu ani nie przyjmują innych szkodliwych substancji.

Dlatego z punktu widzenia reszty rodziny, lepiej jest interweniować zanim będzie możliwa diagnoza. Lepiej jest dmuchać na zimne i być fanatykiem abstynentem, niż przymykać oko i wmawiać sobie, że jeszcze nie jest tak źle. Po prostu ktoś, kto ma skłonność do alkoholu może ocknąć się (a wraz z nim jego rodzina) gdy już będzie bardzo późno. Oczywiście nawet wtedy warto się podnieść i wyleczyć. Nawet najmniejszy kawałek życia, jaki pozostał, jest wart tego, by przeżyć go wspaniale, świadomie i dogłębnie. Dlaczego rezygnować z przeżycia we wspaniały sposób jak największej części swoich lat?

Jeżeli czekasz i starasz się nie martwić tym, że Twój partner czy syn pije i przymykasz na to oko powtarzając sobie, że przecież nie jest pijakiem, to po prostu zmniejszasz szanse na szybkie i trwałe wyleczenie. Im później, tym jest trudniej. Oby tylko nie było za późno.

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie, dzielcie się refleksjami i przemyśleniami, mam nadzieję, że teraz już wiecie, kiedy alkoholik może zostać zdiagnozowanym alkoholikiem. Wiecie też, że czekanie aż pełna diagnoza bez wątpliwości będzie możliwa, nie jest zbyt dobrym pomysłem, a to, że Wasz bliski owszem pije często, ale nie jest alkoholikiem, nie jest żadnym powodem do dumy.

Zapraszam do komentowania – w komentarzach na ogół dyskusja jest najciekawsza!

i pozdrawiam wszystkich

Justyna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *