Opowieść o Starym Amerykańskim Biznesmenie

opowieść o starym biznesmenieOto opowieść o Starym Biznesmenie, którą wczoraj usłyszałam od Amerykanów…

Jak wiecie, kiedyś w Ameryce wszystko było możliwe, a ludzie dochodzili do ogromnych fortun zaczynając z dziesięciocentówką w kieszeni. Wystarczyło mieć niezłomny charakter i głowę pełną marzeń…

Taka też była historia Starego Biznesmena, który dorobił się ogromnego majątku. Pewnego dnia zorientował się, że jest już stary, a ponieważ całe życie poświęcił na budowę swego potężnego przedsiębiorstwa, nie ma żadnego dziedzica, któremu mógłby przekazać swą ukochaną firmę…

Zawezwał zatem swych managerów i powiedział im szczerze, co go trapi.
– Nie mam dziedzica, a jestem już stary i zmęczony. Chcę odejść, lecz tę firmę, moje ukochane dziecko, chciałbym przekazać w godne ręce. Wezwałem Was dlatego, że jesteście moimi najlepszymi managerami. Jednak tylko jeden z Was zostanie CEO i odziedziczy po mnie fortunę. Ponieważ chcę mieć pewność, że przekazuję firmę we właściwe ręce, otrzymacie zadanie do wykonania. Każdy z was otrzyma nasionko. Będziecie je pielęgnować, podlewać i dbać o nie tak, jak należy dbać o roślinę. Co kwartał będziemy się spotykać na ocenę rezultatów waszych działań, a po roku spośród was wyłonię mego następcę.

Tak też się stało. Stary Biznesmen rozdał każdemu ze swoich managerów po nasionku i rozeszli się do swoich spraw.

Minęły trzy miesiące i nadszedł czas pierwszego kwartalnego zebrania. Każdy z managerów przyniósł to, co z nasienia wyrosło. Każdy miał małą roślinkę, słabszą lub mocniejszą, tylko jeden manager przekonał się porównując się z innymi, że nic mu nie wyrosło… Bardzo był zawiedziony i zmartwiony, bo przecież posadził nasionko w najlepszej ziemi, nie zapominał o podlewaniu i nawożeniu… a tu taka porażka!

Wrócił z zebrania z nosem na kwintę. Nawet żona zauważyła, że coś z nim nie tak i zapytała, o co chodzi.

– Ach wiesz – powiedział manager – każdemu coś z tego nasionka wyrosło, tylko u mnie nic… Właściwie nie mogę sobie nic zarzucić, bo wszystko robię jak trzeba, ale dlaczego nic się nie dzieje!

– Nie martw się – powiedziała żona, jeszcze większa część roku przed nami. Może to nasionko potrzebuje więcej czasu? Z roślinami różnie to bywa.

Przyszedł kolejny kwartał, czyli pół roku minęło. Na zebraniu kandydatów na dziedzica okazało się, że prawie wszyscy mogą się pochwalić pięknymi roślinkami. Tylko nasz pechowy manager przyniósł doniczkę, z której nie wystawał ani kiełek! Wrócił do domu jeszcze bardziej zmartwiony.

– Wszystko na nic – martwił się – teraz właściwie nie mam szans, wszyscy są ode mnie o wiele lepsi…
– Nie szkodzi – powiedziała żona – czasem trzeba wytrwałości, a efekty pojawią się w momencie, którego nawet się nie spodziewasz. A czasem trzeba się godzić z porażką… ważne, że wszystko robisz tak, jak trzeba.

Przyszedł trzeci kwartał – a tu dalej nic! Nasz manager chodził ponury, ze smutku i wstydu nie mógł jeść ani spać.

Wreszcie minął rok. Stary Biznesmen wezwał wszystkich swoich managerów po raz ostatni. Każdy przyniósł donicę, a w niej piękną roślinę. Jeden lilię z rozwijającymi się pąkami. Drugi – śliczny krzaczek. Trzeci – niewielkie drzewko. Widać, że poświęcili swym roślinkom wiele uwagi i pielęgnowali je z zapałem. Nasz manager niestety nie miał się czym pochwalić. Okropnie się czuł idąc na zebranie z pustą doniczką. Zebrał się jednak w sobie, poszedł i pokazał Staremu Biznesmenowi swą pustą doniczkę.

A Stary Biznesmen uśmiechnął się do nich wszystkich smutno i powiedział:
– Myślałem, że większość moich managerów to ludzie godni zaufania i naprawdę na początku nie wiedziałem, któremu z was powinienem przekazać pałeczkę. Teraz jednak nie mam już wątpliwości. A oto dlaczego. Otóż, każdy z was otrzymał jedno nasionko. Nie powiedziałem, co ma z tego nasionka wyrosnąć. Nie powiedziałem, że dziedzictwo otrzyma ten, kto przyniesie największą, czy najładniejszą roślinę. Mieliście się opiekować tym konkretnym nasionkiem, które każdy z was otrzymał. Jednak zanim rozdałem wam nasionka, każdemu jedno, porządnie wygotowałem je wszystkie we wrzątku. Nie miało prawa z nich nic wyrosnąć. Dzięki temu przekonałem się, że tylko jeden z Was jest uczciwym człowiekiem i zasługuje, by powierzyć mu pieczę nad moim majątkiem i wszystkimi moimi pracownikami, gdyż tylko uczciwy przedsiębiorca może budować organizację mającą prawdziwą wartość dla świata, ludzi i ojczyzny…

Nie zawsze wiesz, na czym polegają zadania, które przed tobą postawiono. Nie zawsze instrukcje są jednoznaczne. Zawsze jednak warto pozostać uczciwym człowiekiem i starać się jak najlepiej robić to, co do ciebie należy.

Zachęcam do refleksji i komentowania…
Justyna

4 komentarze so far.

  1. Grażyna pisze:

    Jestem pod wrażeniem opowiadania. Rzeczywiście uczciwość jest bardzo ważna, ale mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach mało ceniona. Nastrój mi się poprawił. Dziękuję 🙂

  2. Małgorzata pisze:

    Bardzo fajna opowieść.Uczy cierpliwości i daje nadzieję.Trochę mi dziś ciężko-więc wiedz Justynko,że mnie pokrzepiłaś.Teraz wracają do mnie historie,gdy byłam bliska poddania a wyszłam z nich zwycięsko.POZDRAWIAM

  3. malgosia pisze:

    ….zastanawim sie nie raz co moja uczciwosc daje…..wtedy mowie ze….mam to sczescie ze jestem zdrowa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *