Pić elegancko…

Witajcie,
Ostatnio przydarzyła mi się następująca sytuacja. Letni wieczór w Warszawie, idziemy sobie spacerkiem jedną z głównych ulic, aż tu pan siedzący w jednym z ogródków zaprasza nas na kieliszek znakomitego wina oraz na mniej lub bardziej filozoficzne pogaduszki. Wyglądał całkiem trzeźwo, lecz fantazję, śmiałość i swobodę miał wyjątkową jak na współczesne realia warszawskie.

Znam ten styl aż nazbyt dobrze, tacy alkoholicy są naprawdę bardzo atrakcyjnym towarzystwem, a nieraz też naprawdę wrażliwymi ludźmi i twórczymi osobowościami. To ten sam styl picia, co w filmie „Żółty szalik”. Z zewnątrz wygląda elegancko i fantazyjnie, a pod spodem kryje się na ogół bardzo smutna rzeczywistość.

Myślę, że rodziny tak elegancko pijących alkoholików mają przez długi czas poważną trudność w dostrzeżeniu problemu, a nieco dalsi znajomi mogą go w ogóle nie zauważać. Tymczasem alkoholizm to alkoholizm i powoduje destrukcję relacji rodzinnych i życia w ogóle, zupełnie tak samo, jak każde inne pijaństwo.

Myślę też, że osobom, które mają do czynienia z takim stylowym piciem bardzo trudno jest podjąć leczenie. Powodów jest kilka, jeden, to sama elegancja zachowań, bez awantur, przemocy, na bogato. Drugi, to standardowe wyobrażenie o alkoholikach jako pewnej kulturze (nie mającej z elegancją nic wspólnego) i niechęć do utożsamiania się z grupą społeczną, do której się nie należy. To dotyczy zarówno samych alkoholików, jak i ich partnerek.

W poniższym artykule jest więcej na temat „wysokofunkcjonujących alkoholików”. Znalazły się tam też propozycje tego, jak można pomóc w takiej sytuacji, zachęcam więc do lektury.
http://facet.onet.pl/impulsy/w-trojkacie-z-alkoholem,1,4353177,artykul.html

Komentarze mile widziane
Pozdrawiam serdecznie,
Justyna

2 komentarze so far.

  1. Renata pisze:

    Tak, niektórzy uważają się „z wyższej półki”, a trafiając na leczenie i widząc tych „z dna” mówią, że to nie ich bajka…Skąd ja to znam…?

    • Justyna pisze:

      Wiele osób to zna… Moim zdaniem to jest ważny temat, bo przez to tym „z wyższej półki” o wiele trudniej się leczyć, niż tym „z dna”, którzy na terapii czują się bardziej „w swoim gronie”.
      Anonimowych Alkoholików założyli jednak przecież panowie wykształceni, mający dobre zawody i chyba niezbyt ubodzy. Chcieli stworzyć wspólnotę, w której nieważne jest, czy ma się wykształcenie takie czy siakie, majątek taki czy inny i odpowiednie koneksje lub ich brak. Nie tu nikt nikomu się nie zwierza ze swojego życia. A jednak… trudno przyłączyć się do AA lub innej grupy terapii uzależnienia komuś, kto uważa się za „z lepszego świata”…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *