Piekło na ziemi – zamienię na niebo

Witajcie!

Właściwie powracam do starego tematu – odejść, czy zostać. Dyskutowałyśmy na ten temat nie dalej niż w sierpniu, choć inspiracją było akurat inne uzależnienie, nie alkoholizm. Tamtą dyskusję znajdziesz tu.

A teraz podobne pytanie, ale może nieco inna odpowiedź. Liczę również na Wasze komentarze i słowa otuchy pod adresem autorki pytania.

„Jestem ponad 20 lat w zwiazku z alkoholikiem. z roku na rok jest coraz gorzej, teraz chcę odejść, ale nie wiem czy dam sobie radę sama, czy on jak zostanie sam to sobie może coś zrobi i potem miałabym wyrzuty, że go zostawiłam. Nie wiem co mam robić czy trwać w tym piekle na ziemi czy raz w życiu dać sobie szansę na zdrowe psychicznie życie, nie wiem co dalej.”

Po pierwsze, zachęcam Cię do skorzystania z e-booka „Twój pierwszy krok poza zaklęty krąg”, który już w najbliższych tygodniach będzie znów dostępny na moich stronach, w odnowionej szacie graficznej i z pewnymi modyfikacjami. Można się na niego zapisać klikając w odpowiednie okienko po prawej stronie ekranu – zapisanie się przed dniem premiery gwarantuje Ci najniższą cenę, gdyż zostaniesz powiadomiona o możliwości zakupu w pierwszej kolejności. W ebooku tym znalazły się informacje i ćwiczenia, dzięki którym łatwiej jest określić czego chcesz i w jakim miejscu się obecnie znajdujesz.

Z nadsyłanych do mnie maili i opinii na temat pierwszego wydania wynika, że wielu osobom ten e-book rozjaśnił w głowie i pozwolił trochę uporządkować myśli.

A teraz garść złotych rad – możesz z nich oczywiście skorzystać lub nie, decyzja należy do Ciebie a ja mogę się mylić.

1. Przede wszystkim – słuchaj siebie. Jeżeli masz jakieś obawy, prawdopodobnie są one chociaż częściowo uzasadnione. A to znaczy, że są to sprawy, które trzeba załatwić.

2. Nie rzucaj swojego dotychczasowego życia z dnia na dzień pod wpływem załamania nerwowego. Chociaż to czasem kusi. Lepiej to zrobić wyłącznie wtedy, gdy będziesz na 100% wiedziała że to jest TO.

3. Jeżeli obawiasz się, czy dasz sobie radę sama, zanim cokolwiek zrobisz, przygotuj sobie zaplecze. Uporządkuj sprawy majątkowe, na przykład rozdzielność majątkową, darowizny, alimenty dla dzieci, oszczędności oraz co jest czyją własnością. Jeżeli się pogarsza, to możesz to zrobić na wszelki wypadek, nie po złości. Przy okazji jak on zobaczy że się tym zajmujesz i obawiasz się o to co z nim się stanie, może się zmobilizuje?

4. Przygotuj sobie także zaplecze ludzkie. Do kogo możesz zawsze zadzwonić jak jest Ci źle i smutno? Jeżeli nie masz takiej osoby wśród rodziny i najbliższych znajomych, to zacznij poznawać ludzi gotowych udzielić takiego wsparcia. Na przykład w grupie wsparcia. Wyobraź sobie różne sytuacje awaryjne, jakie mogą Cię spotkać w razie czego i przygotuj sobie odpowiednie zaplecze.

5. No i teraz najtrudniejsza sprawa – wyrzutów.

Jeżeli chodzi o to że sobie coś zrobi, to powiem tak. My kobiety ze skłonnością do współuzależnienia chcemy pomagać za wszelką cenę i robić za innych wszystko. Tymczasem od wielu rzeczy są specjaliści, którzy lepiej się znają na pomaganiu w konkretnych przypadkach, są lepiej wyposażeni w środki i ogólnie lepiej sobie radzą niż my słabe kobiety.
Jeśli chodzi o zagrożenie zdrowia i życia – jest to pogotowie ratunkowe.
Jeśli chodzi o bezpieczeństwo – jest to policja.
Jeśli chodzi o powroty do domu – jest to taksówka.
i tak dalej.

Każdą z tych służb można wezwać w razie trudnej sytuacji telefonicznie i nie będąc na miejscu. Zapytasz zapewne, a co będzie jak mu się coś stanie, mnie nie będzie na miejscu, a on np. będzie nieprzytomny i sam nie zadzwoni nigdzie. To jest oczywiście duży dylemat. Specjaliści na ogół mówią, że na tym właśnie polega współuzależnienie. Że masz obok siebie dorosłego chłopa, który leje na własne zdrowie, a nawet życie, ale Ty go pilnujesz i nie dajesz mu zginąć, ogromnym wysiłkiem własnym, choć niemalże wbrew jego woli.

Wiem że to bardzo trudno zrozumieć, ale w ostatecznym rozliczeniu każdy jest odpowiedzialny przede wszystkim za siebie. Niestety takie pilnowanie i dbanie za niego o wszystko jest jednym z powodów, dla których tak trudno mu dostrzec, że coś jest nie tak z jego piciem, że to jest jakiś problem.

Ja sama w pewnym momencie z pewnym bliskim mi człowiekiem stosowałam taką metodę, że kazałam, żeby sam nie rzadziej niż raz na 48h dzwonił do mnie i informował, że wszystko z nim OK, inaczej bez pytania i sprawdzania wzywam pogotowie do jego mieszkania. Średnio działało, ale była to jakaś metoda pośrednia pomiędzy kontrolowaniem i sprawdzaniem, a liczeniem na jego absolutną samodzielność. Nie wiem co o tym sądzicie.

Jeżeli natomiast chodzi o wyrzuty typu „Boże, co ja zrobiłam, przecież to było moje małżeństwo”, albo „a może jednak trzeba zostać” powiem, że to są wielkie dylematy i nieuchronne w takiej sytuacji, zwłaszcza jeśli było się razem przez wiele lat i przeżyło się wiele dobrych i złych chwil i są między Wami wciąż uczucia (nawet jeśli nadszarpnięte). A jeżeli masz dylematy, oznacza, że jeszcze nie jesteś gotowa do podjęcia takiego działania. Więc radzę zacznij od zadbania o siebie i poszukania siebie w całym tym zgiełku i rozgardiaszu odpowiadając sobie na pytania:

Co czujesz?
Czego potrzebujesz?
Jak sobie wyobrażasz swoje życie za 5 lat jeśli nic się nie zmieni?
A jak jeśli się zmieni?
A może jak Ty się zmienisz i zaczniesz funkcjonować normalnie obok swojego partnera, to jego pociągniesz za sobą? Dlaczego to Ty się masz do niego dostosowywać? A może – może być też na odwrót i on się dostosuje do Ciebie?

Czasami, choć nieczęsto, piekło można zamienić na niebo (albo przynajmniej na ziemską rzeczywistość) nie przekreślając wielkiego kawałka swojego życia. Czasem decydujemy, że to w ogóle było nie to i jednak chcemy je przekreślić. Wtedy niebo tworzymy sobie od początku. Każda droga jest możliwa, a najlepsza jest ta, którą wybierzesz po porządnym nawiązaniu znajomości ze sobą samą.

Czego Tobie, sobie i nam wszystkim życzę 🙂
Justyna

6 komentarzy so far.

  1. Jerzy pisze:

    Witam! Czytam, te Wasze wypociny… i zły jestem…. mam żonę, ktorej coś nie zaskoczylo… zadłuzyła sie na 300 000. Długi spłacilem… stracilem mieszkanie… i teraz dowiedzialem sie, ze „jest wspołuzależniona”… Podobno ode mnie… wszędzie podaje, ze jestem alkoholikiem… I Wy piszecie o odpowiedzialnosci za siebie…
    Jerzy!

  2. Justyna pisze:

    Hm… ponieważ to ja tu głównie piszę, więc a co tam, napiszę.
    Rozumiem Pana wściekłość, wcale się nie dziwię, tylko że adresat tej wściekłości trochę jest chybiony w tym przypadku.
    Tak, to prawda, ja tu piszę o odpowiedzialności za siebie. Jednak mój wpływ na czytelników jest akurat taki, jaki oni sami zechcą żeby był. To już na Pana mam większy wpływ niż na Pańską żonę, Pan przynajmniej do mnie napisał i mogłam zmoderować Pana komentarz.
    A mówiąc poważniej, oczywiście fajnie by było, gdyby każdy, kto poczyta moją stronę stawał się natychmiast za siebie w pełni odpowiedzialny. Niestety różnie z tym bywa. Nieraz moje słowa są mylnie interpretowane albo puszczane mimo uszu. Na szczęście są także osoby, które postanawiają podjąć pełną odpowiedzialność za swoje postępowanie i słowa, a także za swoją przyszłość i jeżeli w jakimś nawet malutkim stopniu mogę się do tego przyczynić, naprawdę się z tego cieszę.
    Po tym, co Pan napisał odnoszę wrażenie, że jest Pan zły, że się w ogóle pisze o zjawisku współuzależnienia, ponieważ temat ten został wykorzystany przeciwko Panu. No więc niestety tak to jest, że każdy temat można wykorzystać jeśli się ma taką potrzebę i umiejętności, natomiast nie zmienia to faktu, że zjawisko współuzależnienia istnieje i że wiele osób niezasłużenie cierpi z jego powodu. Pisać się zatem będzie. Pozdrawiam, Justyna

  3. agacia_ pisze:

    Witam:)
    Panie Jerzy…. może warto zrobić sobie refleksję , czy aby pan za dużo i nie za często pije…skoro tak żona mówi….
    Niedawno też pewien alkoholik – na szczęście już nie pijący- udowadniał mi, że jest tak odpowiedzialny: bo pracuje, bo nie pije, bo zarania dużo kasy….
    A żona… no cóż żona wydaje tylko a to na fryzjera, a to na kosmetyczki, a to na stroje…..
    Tylko, że w rozmowie z jego żoną usłyszałam, że jego odpowiedzialność to tylko zarabianie kasy…. w domu nic się nie zmienia….dalej są kłótnie, awantury, wyładowywanie swoich niepowodzeń na żonie…. i tak można w kółko…..
    Jedno obwinia drugie….u drugiego chcemy źdźbło z oka wyjąć a swojej belki nie widzimy…..
    Współuzależnienie też trzeba leczyć…można się w nim tak zamotać i nie widzieć drogi wyjścia, narobić sobie różnych nieprzyjemnych spraw….
    Więc może dobrze, że Pana żona trafiła gdzieś , gdzie uświadomili jej jej problem. Teraz będzie mogła się nim zająć i nauczyć się między innymi odpowiedzialności za siebie.
    Pozdrawiam:)

  4. Aga pisze:

    świetny artykuł

  5. marzena pisze:

    witam cie serdecznie chce sie podzielic z toba moimi myslami jestem z rodzinydda mam meza alkoholika trwam w tym zwiazku cierpie przechodze pieklo bo jak ty zawsze myslalam tylko co on zrobi co mysli jaka jestem zona matka babcia i wiesz co wlasnie dzis postawilam na jedna karte zrobilam rachunek sumienia i do czego doszlam ze niemoge sobie nic zarzucic jako matka zona polegam tylko na sobie od dawna bo pijacy maz skupia sie tylko na sobie i problemach jakie wymysla zeby pic i powiedzialam dosc pomysl o sobie czy jestes szczesliwa czy nato zaslugujesz ?jak czuja sie twoje dzieci?szczesliwe moja mama niepotrfila odejsc od ojca trwala w chorym zwiazku cierpiala my cierpielismy z bratem i jak doroslam mialam do niej zal ze nieodchodzac od ojca zafundowala nam pieklo ktorego niepotrafilam zapomniec i ktore wywarlo namnie duzy wplyw na moje zycie i mowie boze ja robie dokladnie to samo moim dzieciom nielicz na cuda po 20 latach picia to ty sie juz staczasz psychicznie dopuki masz jeszcze sile i ochote na lepsze zycie koncz ten chory zwiazek ja wiem ze to niejest latwe ja wiele razy to sobie obiecywalam ale teraz czuje ze doroslam do tej decyzji dla siebie i dzieci jak tego niezrobisz sama cos sobie pewnego dnia zrobisz a on bedzie zbyt pijany by ci pomoc co wtedy z twoimi dziecmi?a pieniadze praca to drugorzedna zecz pieniadz zecz nabyta odzyskasz spokoj w sercu i zobaczysz ze wszystko inne sie potoczy po kolei w dobrym kierunku zrob cos dla siebie i swoich dzieci jak uformuja swoje rodziny jak beda mialy obraz bezradnej matki bea potem tak samo bezradne w zyciu bo nic innego im nie pokazujesz pokarz ze o swoje szczescie trzeba walczyc niepoddawac sie z nim nic dobrego cie juz nieczeka tylko cierpienie i poczucie winy jestem z toba i ty trzymaj zamnie kciuki mam nadzieje ze damy rade a dzis jest szczegolny dzien na postanowienia ja siedze sama on napity 4 dzien i juz nieplacze jaka jestem nieszczesliwa bo wiem ze bedzie lepsze zycie napewno niebedzie latwo ale damy rade uwiez w siebie i daj sobie szanse na lepsze zycie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *