Poświątecznie, przednoworocznie

Ten okres pomiędzy świętami a sylwestrem jest taki dziwny.

Ani to święta, ani karnawał. Niektórzy z nas siedzą w domu i próbują pozbyć się efektu świątecznego przejedzenia, inni szaleją na nartach. Inni poszli do pracy. Jeszcze inni cieszą się, że już po świętach, a sylwester – kto by się przejmował.

Te kilka dni to dla większości taki okres wyciszenia, większego luzu.
Przez wiele lat spędzałam ten okres wesoło, w górach. Na nartach, z rodziną i znajomymi. Muszę przyznać, że nieraz było bardzo wesoło i fajnie że aktywnie, a nie przed telewizorem z kilogramami maku w żołądku.

Ale to, co mnie skłaniało do tych wyjazdów to chyba nie była sama chęć wyjazdu i oddania się aktywności, tylko raczej przymus, potrzeba ucieczki z domu i zajęcia się czymś, co pozwoli nie myśleć. Ciągle się zastanawiam, na ile to, co robię, wynika z moich własnych chęci, a na ile z potrzeby niemyślenia o tym, czego bym chciała i jak bym tego chciała (nie mówiąc o zorganizowaniu tego) oraz – przede wszystkim – z potrzeby niemyślenia o tym, jak mi w tym wszystkim jest.

Jeszcze kilka lat temu nie wiedziałam tego WCALE, lecz muszę przyznać, że było to męczące. Wyłożyć kasę (albo jeszcze lepiej – pozwolić by ktoś wyłożył) i wyjechać w góry – to było najprostsze rozwiązanie. Coś było nie tak, ale wystarczyło zapłacić, wyjechać, przebrać się i oddać się narciarskiej, wyciągowo-stokowo-hotelowej rutynie, żeby na chwilę o tym czymś zapomnieć.

To samo zresztą dotyczyło spotkań ze znajomymi, jedzenia, kina, teatrów, telewizora i wielu innych rozrywek. Tak naprawdę wcale tego nie przeżywałam, ani nie korzystałam z tych wszystkich miłych rzeczy, bo służyły mi one przede wszystkim do tego, żeby nie musieć myśleć. Ze znajomymi nawet nie musiałam się wiele odzywać, ani istnieć w żaden sposób. Nie oczekiwałam za bardzo interakcji.

Kiedyś w czasie pustki pomiędzy świętami a sylwestrem, jeśli nie było wyjazdu, czułam, że się męczę i uciekałam w krzątanie się po domu – byle nie myśleć.

Muszę przyznać, że poszerzenie świadomości i wzięcie swojego życia w swoje ręce spowodowało, że chociaż rozrywek mam obecnie znacznie mniej, są one przyjemne same w sobie. Nie służą mi do tego, żeby nie myśleć o mnie. Ani do poczucia prestiżu, podniesienia własnej wartości w czyichś oczach. Ani do osiągnięcia poczucia, że wszystko jest „normalnie”.

Czasami zapominam i wskakuję w stare koleiny, umiem jednak się otrząsnąć – coraz szybciej.
W ogóle to żyje mi się o wiele pełniej, na ogół naprawdę czuję, że żyję.

A Ty? Znasz tę pustkę pomiędzy, którą czymkolwiek trzeba zapełnić?

Pozdrawiam serdecznie i czekam na Wasze refleksje na temat tego tygodnia pomiędzy
Justyna

www.pelniazycia.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *