Przymusowe leczenie – czy coś pomoże?

Witam! jestem młodą żoną i matką. Do chwili wyjścia za mojego męża było ok, czasem impreza na której się upił nic więcej, ale później zaczęło się moje piekło: bicie, wyzwiska i jego dwa razy w miesiącu ucieczki z domu. Kilka razy się wyprowadzałam na trochę do mamy. Nigdy nie trwało to więcej niż kilka dni – dzielnie znosiłam wszystko. W listopadzie coś we mnie pękło.Wyniosłam się od niego na ponad miesiąc. Może wtedy coś zrozumiał, ale i tak zdarzały się ataki szału, że nie wracam. Zawsze wracałam po kilku dniach a tu mija miesiąc a ja nadal nie ulegałam. Wreszcie złożyłam wniosek o leczenie męża w urzędzie miasta. przyszła odpowiedź ma się stawić. Czy to pomoże skoro on nadal nie widzi tego że potrzebuje alkoholu jak tlenu? Choć od świąt mieszkamy w innej dzielnicy miasta, czasem czyli około 2 razy w miesiącu czuje od niego piwo, ale nie robię awantury. Jestem zła ale nie pokazuje tego. Sama nie wiem co jeszcze mogę zrobić, skoro on sam tego nie rozumie.

Witajcie!
Myślę, że autorce powyższego listu należą się wielkie brawa.

Pierwszym krokiem w radzeniu sobie z przemocą w domu i uzależnieniem jest przerwanie milczenia. Odważyłaś się napisać, odważyłaś się zgłosić to do urzędu. Prawdopodobnie jesteś na dobrej drodze, żeby poradzić sobie z sytuacją, jaka Cię spotkała.

Zwróciłam uwagę natomiast, że na razie przykładasz do jego uzależnienia większą wagę niż do przemocy i zastanawiam się, czy przypadkiem nie tłumaczysz alkoholem doznanych krzywd.

Kobiety współuzależnione są często dobre, grzeczne i dzielne. Wytrzymują bicie i poniżanie, bo przecież „miłość jest cierpliwa, łaskawa i nigdy nie ustaje”. Nawet gdy instynkt każe im uciekać i naprawdę uciekną, mają poczucie winy i chcą zrobić wszystko, by dało się wrócić. Myślą o tym, jak pomóc innym, a siebie mają zawsze na ostatnim miejscu.

Myślę, że tkwi w nas potrzeba dogadzania innym nawet kosztem własnego zdrowia, szczęścia i ogólnego dobrego samopoczucia. Bierze się z wychowania, przyzwyczajeń, myśli które nam wpajają od dzieciństwa i strachu, poprzez który inni nami manipulują.

Myślę też, że większość kobiet na świecie (przynajmniej w naszej chrześcijańskiej rzeczywistości) nie wyobraża sobie przemocy w domu. Kobiety te po prostu się na to nie zgadzają. Damski bokser nie jest interesującym towarzyszem życia. Podobnie jak facet, który wrzeszczy i wyklina. Każdy ma prawo do spokojnego, miłego życia, a także do wybrania sobie na towarzysza kogoś, z kim się dobrze czuje. Jeżeli ktoś po ślubie zaczyna źle się zachowywać, a na dodatek nic nie robi, żeby to się zmieniło i żeby najbliższa osoba nie doznawała krzywdy, moim zdaniem jest to z jego strony zwykła zdrada.

Tłumaczenie, że to dlatego, że pije i liczenie, że przestanie pić będzie lepszy, to bardzo ryzykowna konstrukcja myślowa, wypieranie faktów.

Bo z tego co piszesz, wydaje mi się że możesz myśleć tak: „Ma napady szału i przemocy. Ale to dlatego że pije. To zajmijmy się tym, że pije i jak przestanie – wszystko będzie dobrze.”

Tymczasem prawda jest taka, że zdarzyło mu się bić najbliższą i słabszą osobę, a także ją wyzywać. Być może zdarzyło się to nieraz, ale jeden raz powinien Ci wystarczyć, żebyś zauważyła, że TO JEST CZŁOWIEK KTÓRY JEST W STANIE BIĆ I WYZYWAĆ domowników. Alkohol nie jest żadnym wytłumaczeniem agresji, bo stan zamroczenia alkoholem nie zwalnia z odpowiedzialności za czyny, które się naprawdę popełnia.

Prawda też jest taka, że to Ty potrzebujesz ratunku z tej sytuacji, znacznie bardziej niż on. To nie Ty bijesz, wyzywasz, nie Ty pijesz. A skupiasz się przede wszystkim na tym, czy jemu da się pomóc. Być może warto żebyś rozważyła możliwość poczytania sobie o przemocy w rodzinie (np. www.niebieskalinia.pl), a jeszcze lepiej kontaktu z kimś, kto się tym zajmuje i podpowie co robić, żeby się na to więcej nie zgadzać.

W przypadku uzależnień pomóc komuś owszem można, ale nie tak, jak to sobie na ogół wyobrażamy. Nie zmusisz nikogo siłą, żeby trwale przestał pić. Sam siebie musi do tego namówić, zmusić i wreszcie to zrobić – i wytrwać. Dlatego środki takie jak urzędowy nakaz leczenia itd. są rozwiązaniem tymczasowym i mogą (choć nie muszą) co najwyżej przyczynić się do wzbudzenia w nim potrzeby wyleczenia się. Służą przede wszystkim jako wskazówka, że rzeczywiście jest źle. Nie każdy alkoholik ją dostrzeże. Takie działanie może pomóc, jeżeli nie potraktujesz tego nakazu jako wystarczające, ostateczne i skuteczne rozwiązanie, ale jako jeden z elementów wskazywania swojemu mężowi, że jest źle i że to nie przelewki.

Miłość jest cierpliwa i tolerancyjna, ale jeżeli grozi nam i naszym dzieciom krzywda z rąk ukochanej osoby, to możemy ją równie dobrze kochać trzymając się z daleka. A co więcej, miłość małżeńska fajnie gdy jest wzajemna. Trudno nazwać miłością stosowanie wobec kogoś przemocy, agresji i trwanie w uzależnieniu…

Kto się zgadza lub nie zgadza, niech napisze.
Kto z Was jest przeciwko przemocy w rodzinie? A kto uważa, że czasem jest dopuszczalna?

Zapraszam do dyskusji i pozdrawiam serdecznie,
Justyna

3 komentarze so far.

  1. Onna pisze:

    boże!przeczytałam, myśląc o sobie

  2. Onna pisze:

    mam nieco ponad 20 lat jestem męzatka, mam niespelna 5 letnie dziecko.przez cztery lata bylam bita wyzywana i zastraszana. moj maz potrafil dusic mnie nad wanna pelna wody i grozic ze mnie w niej utopi, a ja po chwili bliska omdlenia bieglam do sklepu kupic mu piwo.po 4 latach zaczelam szukac pomocy. nie mialam na zycie on nie przepracowal w jednej firmie dluzej jak miesiac ja dorabialam na polu przy zbiorach a i tak czesc pieniedzy oddawalam jemu. moje dziecko stalo sie smutne i zestresowane. zaczela budzic sie w nocy z krzykiem bojac sie o mnie bo niejednokrotnie byla swiadkiem tego jak maz mnie bil. trafilam do al anon. chcialam zeby maz sie leczyl kochalam go. poprawil sie na miesiac zaczal chodzic na mityngy, jak sam potem powiedzial tylko zebym sie uspokoila.potem koszmar wrocil. tylko ze ja juz nieco troche inna. balam sie go nadal ale juz nie dawalam sie bic w milczeniu tylko wybiegalam w nocy na klatke i wolalam o pomoc wzywalam policje. jeszcze trudniej bylo mi dlatego ze mieszkalam u tesciow a tam wszysy pili. dostal najpierw wyrok w zawieszeniu, potem go odwiesili.trafil do wiezienia na 3 miesiace.ja w tym czasie dostalam prace, co prawda za najnizsza krajowa, ale wynajelam skromne mieszkannie. bardzo duzo pomogli mi przyjaciele z al anon.jezdzilam do niego do wiezienia nic sie nie zmienil.

  3. Justyna pisze:

    Ano, problemy, o których tu rozmawiamy dotyczą wielu rodzin. Warto o tym mówić, bo niektórym udaje się przez to przejść, wyjść, a wreszcie ułożyć sobie szczęśliwie resztę życia. Jak to się robi? Moim zdaniem najważniejsze, by zacząć o tym mówić. Właśnie, wyjść na klatkę i krzyczeć. Znaleźć ludzi, którzy rozumieją, na przykład wspólnotę Al-anon. Myślę, że zrobiłaś bardzo dobry początek 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *