Ślepa na zagrożenie, czyli jak się wpada we współuzależnienie

Jeżeli kogoś bardzo kochamy, przymykamy oko na jego wady i niedostatki.

Niewłaściwe zachowania tłumaczymy ważnymi okolicznościami lub po prostu wspaniałomyślnie darowujemy. Bierzemy na siebie dodatkowe obowiązki, byle tylko w życiu wszystko grało. Nieraz w obliczu nieprzyjemnych sytuacji uciszamy siebie same – bagatelizujemy obawy, zdziwienia, niechęci – w imię przyszłości, trwania, niemącenia spokoju, nierobienia afer. Puszczamy mimo uszu opinie innych.

To w wielu przypadkach zupełnie sensowna strategia, żeby zbudować trwały związek, rodzinę, umacniać jej siłę w tyglu wspólnie rozwiązywanych kłopotów.

Zupełnie inaczej sprawa się ma, gdy mamy do czynienia z nałogiem.

Sensowna strategia staje się obosiecznym mieczem, który obraca się zarówno przeciw rodzinie i związkowi, jak i przeciw Tobie samej.

Jeżeli bliska Ci osoba nadużywa jakiejś substancji lub zachowania żeby „odreagować” stresy, smutki, nudę, rutynę, przełamać nieśmiałość, niepewność, albo by odnaleźć się w towarzystwie, powinno się zapalić żółte światło ostrzegawcze. Są to bowiem przejawy unikania konfrontacji z rzeczywistością.

Zdrowy człowiek żyje, pracuje, kocha i utrzymuje kontakty z ludźmi.

Na konflikty i stresy na ogół reaguje dążąc do ich rozwiązania, albo poszukując pomocy, rozmowy i wsparcia. Jeśli się tak nie dzieje, często oznacza to nadchodzące problemy, gdyż unikanie niczego nie rozwiązuje, ani nie daje prawdziwego ukojenia. Unikanie powoduje na ogół, że nierozwiązane kłopoty narastają.

Część z nas nie zauważa nadchodzącego zagrożenia z przyzwyczajenia.

Jeżeli w Twojej własnej rodzinie, z której pochodzisz, ktoś z dorosłych był nieprzewidywalny, niedostępny, nieobecny lub zajęty sobą (do tej grupy zaliczam wszystkich uzależnionych), wtedy takie niepokojące objawy mogą wydawać się zwykłą codziennością, a nie czymś niebezpiecznym.

Inne z nas bagatelizują sprawę lub uciszają niepokoje związane z zachowaniem bliskiej osoby z powodów całkowicie pragmatycznych.

Owszem, ponosisz koszty psychiczne, ale za to jest ktoś, kto Ci jednocześnie sporo daje – pomoc, utrzymanie, opiekę nad dziećmi, status społeczny czy poczucie względnej normalności. Nawet odrobina bliskości od czasu do czasu i choćby pozory przynależności do pary, rodziny, dają uczucie spokoju i jest dla wielu osób dużą wartością. Jeżeli weźmiesz pod uwagę te wszystkie zyski, możesz nie mieć ochoty na stawianie spraw na ostrzu noża i ryzykować, że i te zyski utracisz.

Jest to zrozumiałe, ale jeżeli tłumaczysz sobie swój brak reakcji w inny sposób (że wcale nie jest źle, że on wcale tak często nie pije, a jeśli pije to się nie stoczył) i jeżeli sama sobie wmawiasz, że nie ma tu żadnego niebezpieczeństwa, jesteś na dobrej drodze do współuzależnienia.

Rozwija się ono tak, że osoba najpierw zupełnie zwyczajna zaczyna tolerować coraz gorsze zachowania swojego bliskiego, opracowuje metody uciszania własnych niepokojów i emocji, bierze na siebie różne dodatkowe zadania, żeby można było powiedzieć, że rodzina funkcjonuje normalnie, stara się zachować zimną krew, przez co nie uzewnętrznia napięcia. Jest to zupełnie ten sam styl działania, który jest powszechny wśród osób uzależnionych, czyli unikanie. Napiję się, to nie będę się martwił że nie mam pieniędzy (zamiast wziąć się do pracy). Tu jest podobnie. Sama mam na głowie cały dom, ale za to nie muszę się martwić, że mój partner nie chce mi pomagać i jeszcze jest dla mnie niemiły. Nierozwiązane, nieomówione konflikty i problemy powodują, że rodzina wpada w stan permanentnego kryzysu. I przyczynia się do niego każdy dorosły członek rodziny, który działa unikowo, zamiast konstruktywnie mierzyć się z rzeczywistością. A ślepota na pogłębiające się zagrożenie rozwija się równolegle do uzależnienia tej drugiej osoby, która wpadła w nałóg.

Zarówno współuzależnienie, jak i uzależnienie narasta w oderwaniu od prawdy.

Bazuje na potrzebie jak najszybszego pozbycia się napięcia i nieprzyjemnych emocji. Zamiast opracować plan i wziąć się do pracy (systematycznej, nieraz wymagającej wysiłku), ludzie reagują w najbardziej znane sobie i rutynowo przećwiczone sposoby. On – napije się i uśnie, ona – poawanturuje się, pogdera albo popłacze, potem pozmywa podłogę, ponosi ciężary, włączy serial albo pójdzie na zakupy. Na koniec wszyscy są wyczerpani i nie mają siły zrobić niczego, co tak naprawdę mogłoby poprawić ich los.

Oczywiście te przykłady są przejaskrawione, jednak wybrałam je po to, żeby zwrócić Twoją uwagę na to, jak podstępnie rozwija się współuzależnienie, jak bardzo jest ono podobne do uzależnienia i jak bardzo niebezpieczne jest udawanie, że nic się nie dzieje, gdy dzieje się aż nazbyt wiele.

Nie bądź ślepa.

 

Zachęcam do komentowania – dyskusje pod spodem na ogół są ciekawsze niż to co ja jedna napiszę w artykule 🙂

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *