Szarpanina z pijącym mężem – pakujemy walizki? Ruszamy w podróż?

Nasz żaglowiec Witajcie! Zapraszam Was na pokład tego oto żaglowca. Właśnie zbieram załogę, wraz z którą wypłyniemy w rejs. Celem naszej podróży jest Dobre Życie. Oto jak się nasza przygoda rozpoczyna:

„Mam dobrego męża, kocha nasze 2 dzieci, ale nie mogę sobie poradzić z tym, że pije alkohol. trwa to już 15 lat. Były gorsze i lepsze czasy. Pije głownie w weekendy, często na imprezach. Wykorzystuje każdą nadarzającą się okazję. Przy tym używa mocnych argumentów. Jestem coraz bardziej zmęczona i zniechęcona tą ciągłą szarpaniną.”

Wszystkie osoby, które w powyższym przykładzie odnajdują historię swojego życia i mają dość tej szarpaniny, zapraszam do przeczytania tego artykułu uważnie, od początku do końca. Na samym końcu mam dla Was propozycję wyprawy, która może Was przybliżyć do dobrego życia. O szczegółach za chwilę…

Myślę, że wiele z nas dobrze zna podobne sytuacje. Mąż radzi sobie nieźle z życiem zawodowym, publicznym, towarzyskim, zasadniczo jest kochający i ogólnie jest dobrym, ciekawym człowiekiem. Tylko że pije i to przeszkadza. I nie przestaje pić, a wręcz robi to coraz częściej. Żona jest tym coraz bardziej zmęczona i zniechęcona. W rodzinie narasta problem.

Z moich obserwacji oraz z tego, co słyszę wynika, że problem taki może narastać latami i nikt z nim nic nie robi, dopóki ktoś (częściej ta trzeźwa osoba, ale różnie z tym bywa) nie ma absolutnie dosyć i nie robi „buntu na pokładzie”. Odchodzi, zabiera ze sobą dzieci, wysyła pozew o rozwód, występuje o alimenty i tak dalej. Rodzina się rozpada, co oczywiście może mieć skutki psychiczne dla wszystkich, szczególnie dla dzieci. Wszyscy w tej sytuacji mogą odczuwać, że ponieśli ważną porażkę.

Chciałoby się zapytać, czy nie można jednak zrobić czegoś, by zmierzyć się z problemem nieco wcześniej, gdy jest jeszcze szansa na uratowanie rodziny i stawienie czoła przeciwnościom losu? Pytanie to oczywiście jest głupio postawione, bo gdyby to było takie proste, każdy by się w porę orientował i podejmował właściwe działania służące odbudowie zdrowia swojego związku i rodziny. No bo przecież kto by tego nie chciał!

Zapytam zatem inaczej – co robisz w takiej sytuacji, że pozwalasz problemowi narastać?
Znowu pytanie jest głupie, bo każdy mi zaraz odpowie „Ja? – a jaki ja mam wpływ na to, że ten problem narasta? – to on (ona) powinien coś zrobić!”

Tak to przynajmniej wygląda na ogół z perspektywy partnerki pijącego męża. To on pije, więc on ma problem i musi sobie z nim poradzić. On jest odpowiedzialny za to, co się złego dzieje w rodzinie. Co więcej, ja – towarzyszka pijącego – nie mam wpływu na jego picie. On i tak będzie pił, niezależnie od tego co ja zrobię. A im bardziej będę go kontrolować i walczyć z jego piciem, tym on bardziej zawzięcie będzie pił, coraz bardziej będzie się ode mnie odcinał i tym gorzej będzie między nami. Jeżeli więc On uważa, że pije tyle ile powinien i nie zamierza nic z tym robić – to klops.

Zdaje się, że z perspektywy samego pijącego wygląda to nieco inaczej, chociaż wynik toku myślenia jest podobny. Poproszę w tym miejscu osoby, które mają doświadczenia z własnym piciem, o potwierdzenie lub zaprzeczenie, czy bardzo się mylę w moich wyobrażeniach na temat myśli osoby pijącej: „Ja? – nic takiego złego nie robię, jeżeli komuś szkodzę to sobie, a przecież mam do tego prawo. Zresztą nie piję więcej niż każdy facet. Zwłaszcza jeśli ma stresy, a ja mam je ciągle! Muszę się jakoś zrelaksować. Ona się czepia i chyba coraz mniej mnie kocha. Z wiekiem zaczyna mieć coraz gorszy charakter. I ma obsesję na punkcie picia. Jak by była milsza i się nie czepiała, to może nie musiałbym tyle pić.”

Z Jego punktu widzenia problemu w ogóle nie ma – inaczej – problemy są zewnętrzne, należy do nich czepialstwo żony i jej obsesja na punkcie picia.
Z Jej punktu widzenia, problemem jest On i Jego picie.

Jeżeli tak się patrzy na odpowiedzialność za swój własny związek i przyszłość swojej rodziny, za rozwiązywanie pojawiających się problemów, to niestety oznacza to, że każde z nas się od niej odżegnuje i przerzuca na drugą osobę. A problemy sobie tymczasem narastają.

Ale, ale, powiecie, przecież wykazuję odpowiedzialność za swój związek, przecież widzę, że On pije, nie podoba mi się to, no a teraz napisałam do Ciebie i pytam – co zrobić, żeby On przestał!

Odpowiem Ci tak: To dobrze, więc zapraszam Cię do podróży, w której spróbujemy odkręcić to, co się narobiło. Będzie to trwało odpowiednio długo, będziemy poruszać się małymi krokami, po drodze będą na nas napadać głodne zwierzęta i źli ludzie, zmierzymy się z siłami potężniejszymi niż Ty czy ja, będą nas boleć nogi i nieraz wszystkiego się nam odechce. Stracimy wiarę w wiele rzeczy, w które wierzymy, zyskamy wiarę w coś innego. Na koniec może się okazać, że rzeczywistość pozostała jaka była, a zmienił się tylko nasz charakter i podejście do niej. To być może paradoks, jednak właśnie na tym polega całe piękno podróży w stronę dobrego życia – dobre życie nie zawsze oznacza totalną zmianę okoliczności. To tak, jak w starym, żeglarskim powiedzeniu: „Nieważne skąd wiatr wieje, ważne jak żagle postawię.” Naszym celem w tej podróży jest zdobywanie umiejętności ustawiania naszych psychicznych żagli w zależności od pojawiających się warunków pogodowych, którymi jest otaczająca nas rzeczywistość. Celem naszej podróży jest Twoje dobre życie bez szarpaniny związanej z piciem partnera, ale też bez konieczności rozwodu, rozstania, zamykania rozdziałów i rozpadu rodziny.

OK? OK? To zaczynamy. W kolejnych artykułach będę podpowiadać, co robić z tą beznadziejną szarpaniną. Was natomiast poproszę o dzielenie się Waszymi doświadczeniami – co się stało gdy robiłyście to, o czym piszę. Mogą to być wnioski z prób podjętych teraz, lub wnioski z prób podjętych już wcześniej.

W kolejnych artykułach opiszę sposoby, od których warto rozpocząć podróż w stronę dobrego życia. Ale jest jednak pewien haczyk. Każdy nowy artykuł powstanie dopiero wówczas, gdy pod poprzednim pojawi się określona liczba Waszych wypowiedzi. Chcę mieć bowiem pewność, że to, co piszę, jest dla kogoś rzeczywiście przydatne. Wszystkie te artykuły są bezpłatne. Jeszcze nie wiem ile ich będzie – to zależy od Waszej aktywności.

Zanim pojawi się kolejny artykuł, w którym opiszę pierwszą, ważną rzecz, którą można zrobić, aby przybliżyć się do szczęśliwego zakończenia szarpaniny z pijącym partnerem bez rozbijania związku, proszę Was o odpowiedź na następujące pytanie:

Kto z Was jest tym w ogóle zainteresowany? Proszę o komentarze. Dopóki będzie ich mniej niż 20 – zajmę się innymi sprawami, a nasz żaglowiec niech trochę pokołysze się na redzie 🙂

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie,

Justyna

26 komentarzy so far.

  1. aneta pisze:

    Justynko czekam z niecierpliwością
    Pozdrawiam

  2. aneta pisze:

    Witaj Justyno. Ja mam bardzo podobny problem. Tez mam kochajacego, dobrego meza… ale kazdy weekend jest pijany… zaczyna sie na piatku a czasami konczy nawet i w poniedzialek. Najczestszym powodem picia niby jestem… bo sie czepiam bo cos powiem nie tak… bo nie chce z nim wypic piwa… Potem ubliza mi przy dzieciach.. a gdy trzezwieje powie przepaszam… wiem ze znowu zaskoczylem i tak do nastepnego weekendu… az sie odechciewa takich weekendow… na pewno jest nas wiecej.. a niestety nie potrafimy sobie z taka sytuacja poradzic… ja planuje na nastepny weekend wyjechac z dziecmi do rodzicow odpoczac od tych „pijanych” weekendow…

  3. Jola pisze:

    Justynko bardzo chętnie wypłynę razem z Tobą w ten rejs.Chciałabym dowiedzieć się ,nauczyć tego co ja mogę zrobić by zmienić swoje życie na lepsze.
    Pozdrawiam.
    Jola

  4. Sylwia pisze:

    Witam

    Ja też walczę z pijącym parnerem. Nie mamy jeszcze dzieci jednak nie potrafię odejść od niego. Od roku uczęszczam na spotkania grupy Al Anon w mojej okolicy. Odzyskałam spokój duszy, potrafię się już nie zadręczać gdy On wpada w kilkudniowy ciąg alkoholowy. W tych momentach powtarzam sobie, że alkoholizm jest chorobą i ja jestem bezsilna wobec tego problemu. Jednak czasami skumulują się emocje, których staram się unikać i mam tego życia dosyć. Chciała bym coś zrobić (…) i tu pojawia sie bark pomysłu co. Jestem wtedy zła na Niego krzyczę chodzę nerwowa – choć po roku przerabiania progremu Al anon wiem, że to jest niewłaściwe podejście. Czasami myślę, że nie ma sposobu na alkoholika. Dopóki On sam nie pojmnie problemu my partnerki nie możem nić zrobić. Gdy próbuję z nim na spokojnie porozmawiac na ten temat On sie zaraz irytuje, zarzuca mi, że wyolbrzymiam problem, że każdy facet tak robi, że Ja przesadzam. Gdy jest trzeżwy jest wspaniałym człowiekiem jest nam ze sobą dobrze rozumiemy się. Jednak w jednej kwesti się nie rozumimy odnośnie ilości i częstości spozywanego alkoholu. Mnie nie cieszą imprezy suto zakrapiane alkoholem – Jego bardzo. Od pewnego czasu odmiawiam udziału w takich imprezach, ponieważ żle się wtedy czuję i unikam ich jak ognia.

  5. Urszula pisze:

    Chętnie poczytam następne artykuły, na pewno są potrzebne. Jestem w związku z osobą, która przechodzi różne fazy – czasami jest normalnie(kochająca się rodzina), po jakimś czasie wraca picie, ja się buntuję , pakuję walizki, on przestaje pić i znowu jest „normalnie”. Przestaje, to nie znaczy,że nie popija piwa bo taki cud się chyba jeszcze nie zdarzył od 14 lat naszego bycia razem. Mam wyprany mózg, wszystko jest rozmyte i niejasne. Na zewnątrz inteligenty super gość, w domu opiekuńczy tatuś na zmianę z tyranem i psychopatą, tego drugiego jest więcej. Choroba, przez którą cierpimy wszyscy. Boję się odejść i aż nie wierzę, że to piszę bo przed tym związkiem, nigdy w życiu nie pozwoliłabym sobie na taki kompromis.

  6. Magda pisze:

    To dobry początek z dobrą nowiną. Pokusa radykalnych rozwiązań pod postacią rozwodu i pakowania manatków jest przeogromna, ale zdradliwa, jeśli przedtem nie podjęło się innych kroków. Wiem to, bo przechodziłam ten kryzys i udało mi się przetrwać bez ostrych cięć. I jest lepiej. Metafora żaglowca świetna. A właściwe ustawianie żagli przydaje się nie tylko w zajmowaniu pozycji wobec problemu alkoholowego, lecz także we wszelkich innych inwazjach i nawałnicach okoliczności.

  7. Alicja pisze:

    Niestety nie poradziłam sobie z upokorzeniem, jakie pojawiało sie w zwiazku z piciem mojego męża. Od stycznia jesteśmy już po rozwodzie.
    Problem jego picia komplikował się o tyle,ze jak zaczynał wyprowadzał sie do swojej kochanki. Zrobił to 10 razy. Oczywiście winił za to mnie i nasze dzieci. Twierdził, ze nie potrafiliśmy mu pomóc. Dzieci obwiniał,ze nie popisały się inteligencją pomagając mi w wyprowadzeniu b. męza. W pewnym momencie miałam dość tych upokorzeń i złozyłam pozew do sądu. dostałam rozwót z orzeczeniem o jego winie. Jeszcze mieszka w domu ale moje uczucie do niego z dnia na dzień stygnie. Niestety, ale odbieram jego przez pryzmat zdrad, picia i ciagłych nerwów i krzyków.

  8. dda pisze:

    Ja regularnie zaglądam na tego bloga i dalej będę zaglądać, także jestem jak najbardziej za:)

  9. Sarna pisze:

    Od 12 lat jestem z alkoholikiem, od 7 lat wiem że to alkoholizm, od 2 lat wiem że problem tak naprawde mam ja a nie on. Duszę się w swojej skorupie, boję się zawalczyć o siebie, nieśmiało szukam pomocy …. dlatego WSIADAM NA POKŁAD 🙂

  10. Sylwia pisze:

    Witam

    Justynko czekam na pierwszy artykuł z niecierpliwością. Czekam na nowe pomysły, które napewno spróbuje wdrażac w swoje życie i podzielę sie wynikami jaki przyniosą.

  11. Alicja pisze:

    Płynę z Wami.

  12. Jola pisze:

    Witajcie.
    Wczoraj postanowiłam że niezależnie od tego co będzie robił on ja będę realizować swój plan na życie. Po prostu będę robić swoje.
    Próbowałam już tak,to były pierwsze próbne kroki co się stanie gdy postawie na siebie nie oglądając się na niego.
    Bardzo niepewnie ale muszę stwierdzić że to działało. Trochę wystopowałam bo się przestraszyłam. Ale czego? Tego że zostanę sama albo tego że zobaczę dobre strony tech działań. Nie wiem. Ale czuję że to jest dobre i że w tym kierunku powinnam pójść. Boję się tego ,że niezależnie od tego co zrobię on i tak będzie mi towarzyszył bo ciągle będzie mi brakowało odwagi na to by zakończyć ten toksyczny związek.
    Najbardziej boję się tego że znienawidzę siebie za ten brak odwagi i zacznę niszczyć samą siebie.
    Mierzę się ze współuzależnieniem nie tylko od alkoholu.
    Mierzę się sama ze sobą.
    Z tego co obserwuję przegrywam z chorobą która we mnie jest a która nazywa się współuzależnieniem.
    Dziś trochę smutny wpis.
    Lecz i mnie smutno bo chciałabym wygrać lecz widzę że przegrywam.
    Jola.

  13. jaga pisze:

    i ja wsiadam na ten pokład.

  14. teresa pisze:

    i ja również wsiadam na ten pokład on spada mi z samego nieba piszesz Justyno jakbyś pisała o mnie samej czuję jakby zapaliło się dla mnie światło nadziei podziwiam Cię za odwagę dzięki której powstał ten blog szukałam podobnego od ok.5-u lat czuję jakby powstał specjalnie dla mnie myślę ze tak działa duch św. pozdrawiam serdecznie Teresa

  15. M pisze:

    Tak bardzo chciałabym już wypłynąć-pomóżcie

  16. goosiik pisze:

    co zrobic ze soba, maz alkoholik, dzieci dorosle, co dalej? od lat walcze z alkoholizmem meza bezskutecznie,terape,czary,szpitale,odtruwanie i wciaganie mnie w problemy z jego piciem. Z ogromna ciekawoscia i nadzieja czekam na nowe artykuly, ktore pomoga mi latwiej zyc. Wyplywam z wami.

  17. Emma pisze:

    Ja też czekam z niecierpliwością na te artykuły.

  18. Ela pisze:

    przeczytałam i wszystko pasuje, zarówno moje nastawienie i punkt widzenia alkoholika. Akurat mój mąż przestał całkiem niedawno pić (2 miesiące jest trzeźwy), ale nie rozwiązało to całkowicie naszych małżeńskich problemów, no, może mniej nerwowa jestem i chętniej do domu wracam.Bardzo podoba mi się ten blog.

    • Justyna pisze:

      Witaj Elu,
      Gratuluję Wam tego ważnego kroku i tych dwóch miesięcy trzeźwości. Trzeźwość bywa pod wieloma względami trudna, zwłaszcza gdy się przywykło od niej uciekać. Ale też jest bardzo fajna, znacznie radośniejsza i prawdziwsza niż nietrzeźwość 🙂

  19. agatka pisze:

    Płyne z Wami 🙂

  20. ryba pisze:

    Wsiadam z wami na pokład.
    Mąż pije od 18 lat, nic nie pomaga,nie chce się leczyć.W ten weekend wypił 14 butelek czystej wódki (były to butelki o poj.0,5 ltr; 0,25 ltr i 0,2 ltr.)To są butelki które znalazłam w piwnicy (pije przeważnie sam).Do tego trzeba doliczyć picie z kumplami pod wiejskim sklepem.Mówię, żeby sie poszedł leczyć a on na to: że pójdzie wtedy jak ja zacznę się leczyć z własnej głupizny.
    Żadne argumenty nie trafiają,jak grochem o ścianę.Dodam, że mąż jest kierowcą sam.ciężarowego i pije przeważnie w weekendy.Ten weekend trwał od piątku do wtorku, dzisiaj (środa-trzeżwieje bo jutro ma zamiar iść do pracy.Mamy dorosłe dzieci, są już na swoim.Mówię mu, że go zostawię bo dłużej nie mogę znieść takiego życia a on na to,”no i dobrze”.Zawsze mu na mnie zależało a teraz kumple ważniejsi.Na terapię nie mam odwagi pójść, dusi mnie ogromny wstyd.Coraz częściej myślę o odejściu.Ale w wieku 53 lat mam zaczynać wszystko od nowa i zostawić mu mieszkanie, które jest naszym wspólnym dorobkiem?

    • Justyna_Jannasz pisze:

      Witaj zatem w naszym gronie!

      Oczywiście, żadne argumenty nie trafią, bo tak działa ta choroba. Gdyby nie ten przemożny przymus picia, Twój Mąż dawno by się wyleczył. Ale alkoholizm wyłącza racjonalne myślenie, a nawet kierowanie się wartościami, które wcześniej były ważne. Prawdopodobnie dlatego Twój Mąż więcej czasu spędza z kolegami niż z Tobą.
      Jest bardzo uparty w trzymaniu się swojego picia, nie przyznawaniu się do tego, że coś jest nie tak.
      Ty też jesteś bardzo uparta, robisz coś, co sama widzisz, że jest co najwyżej rzucaniem grochem o ścianę, ale co tam – robisz to dalej.

      Może to Ci się wydać zabawne, ale Twój Mąż podpowiada bardzo sensowne rozwiązanie: bardzo wielu alkoholików zaczyna się leczyć, gdy ich żony rezygnują ze współuzależnionych schematów i zmieniają się same.

      Czasem – powiem więcej – często, zdrowienie zaczyna się wtedy, gdy zwrócimy uwagę na to, co nam przeszkadza i odczujemy to w całej pełni. Gdy przyznajemy się do tego, co nam dolega i przestajemy walczyć. Wtedy można stworzyć przestrzeń, zrobić porządek, oczyścić swój świat, a potem zebrać siły i naprawdę się zmienić. Rozumiem, że czujesz w głębi, że to co Cię spotkało nie jest powodem do dumy i opowiadanie o tym komuś jest trudne. Rozumiem Cię doskonale.

      Chodzi tylko o to, że jeżeli chcesz coś w swoim życiu naprawdę zmienić na lepsze i to w sposób w miarę pokojowy na ile jest to możliwe, o wiele łatwiej tego dokonać jeśli masz wspierającą grupę osób, które wiedzą, co przeżywasz i rozumieją Twoje problemy, a może także mają pomysły jak można w różnych sytuacjach postępować. O wiele łatwiej też jest dokonać zmiany, jeśli pomaga w tym terapeuta. Przy wsparciu cały ten proces trwa znacznie krócej. Samemu można się tak bujać latami.

      Oczywiście, wybranie się na spotkanie grupy lub do terapeuty wiąże się z otwieraniem się. Nikt jednak nie będzie Ciebie zmuszać do opowiadania o sobie rzeczy, których nie chcesz powiedzieć. W grupie nawet wcale nie musisz się odzywać, możesz po prostu słuchać co mówią inni. Zarówno grupa, jak i terapia gwarantuje Ci tajemnicę – nikt nie wynosi informacji o Tobie i Twoich sprawach na zewnątrz ani nie będzie plotkować na Twój temat. Terapeuta dba o swój prestiż zawodowy, a w grupie wszyscy jadą na tym samym wózku…

      A więc – wstyd jest zrozumiały, a przełamanie go i podjęcie zdrowienia to jest decyzja. Sama musisz ocenić, ile na tym stracisz, a ile zyskasz.

      Męża na razie zostaw w spokoju, nie musisz się z nim rozstawać. Niech poczeka i zobaczy co będzie, jak coś się zacznie zmieniać. W końcu robisz to, co sam zaproponował. Wreszcie przyjdzie czas, żeby i on zrobił to, co sam zapowiedział. A tymczasem powolutku i spokojnie, zadbaj najpierw o siebie.

      Ściskam Cię serdecznie,
      Justyna

  21. Wiola pisze:

    Również bardzo chętnie do was dołączę. Żyję z alkoholikiem prawie 15 lat.Mamy 2 dorastające córki. Był to czas wielu zmagań z tą paskudną chorobą. Mąż jest po 3 terapiach. Ja kilka razy skorzystałam z porad psychologa. Myślałam że już wszystko wiem na temat alkoholizmu, że już mnie nic nie zaskoczy. W ubiegłym roku dowiedziałam się że mój mąż od samego początku naszego małżeństwa zdradzał mnie z wieloma kobietami. Najgorsze jest to że wiele lat sypiał z moją najmłodszą siostrą. Nie potrafię tego zrozumiec. Mój świat się zawalił. Na domiar złego zdrowie mi się posypało. Przeszłam 2 operacje, kolejna w marcu. Podczas ostatniego pobytu w szpitalu, a było to w grudniu 2013 roku, postanowiłam zmienic swoje życie, podnieśc się z tego doła. Dlatego odnalazłam ciebie Justynko i z niecierpliwością czekam na kolejne artykuły.

    • Justyna_Jannasz pisze:

      Witaj Wiola,
      Jestem całym sercem z Tobą. Na pewno Ci się uda.
      Nieraz trudno podjąć decyzję o dużych zmianach, ale przecież życie jest jedno. 15 lat starania się o kogoś, kto nasze starania olewa, to naprawdę sporo. Warto zacząć żyć przede wszystkim swoim życiem. Tym jedynym.
      Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i przede wszystkim życzę Ci szybkiego powrotu do zdrowia!
      Justyna

  22. korozia pisze:

    Również do Was dołączam. Mąż nie pije od maja 2013 roku. Ja korzystam z pomocy terapeuty. Mąż okazjonalnie bywa na AA i to wszystko co robi w kierunku zdrowienia. Boję się że tak długo nie wytrzyma – wróci do picia. Co ja wtedy zrobię?. Dlatego z niecierpliwością czekam na kolejne artykuły. Pozdrawiam

  23. beata pisze:

    witam jeszcze ja też chętna na wspólne doświadczenia….
    pozdrawiam wszystkich

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *