„Szczęście”?

Witaj!

Czasami wydaje się, że szczęście to samo co dobry los, przypadek, fart.

Jednych szczęście spotyka, innych nie i nie do końca wiadomo, czemu tak się dzieje. Wydaje się, że szczęście, nawet jeśli przychodzi, jest bardzo ulotne, kruche jak warstewka lodu na kałuży po pierwszym przymrozku.

Pragniemy odczuwać szczęście i chcemy go jak najwięcej. Ale skąd to poczucie brać? Różne rzeczy przecież uważa się za dające szczęście. Najczęściej wydaje się, że są to pieniądze, wielka miłość, otoczenie wielką miłością, spełnienie się w różnych rolach życiowych, kariera, prestiż, władza, uwielbienie ze strony innych, realizowanie pasji, spełnianie marzeń.

A przecież niezależnie od tego, ile i co się ma, można czuć się nieszczęśliwie. Naprawdę, mieć coś i to doceniać, to prawdziwa sztuka. Myślę, że w naszym kraju, w którym tyle się narzeka, tym bardziej jest to sztuką. Pomijam kwestię hipokryzji, bo wielu ludzi narzeka, żeby podnieść swoją wartość w oczach innych, pokazać że są cool, że im nie zależy. Ale gdyby wyłącznie o to chodziło, to by jeszcze nie było tak źle. Gorzej, że wielu ludzi, którym się powodzi całkiem nieźle, naprawdę się zamartwia i nie wierzy, że mogą odczuwać szczęście.

„Pani Justynko zazdroszczę Pani tego uśmiechu na twarzy. Ale jednocześnie cieszę się, że inni mogą być szczęśliwi.
Ja mam już dosyć życia, miałam ojca alkoholika, mamę [protected]schizofreniczkę, którą muszę i chcę się opiekować i mam także męża alkoholika. Moja córunia wyprowadziła się, zostałam sama i tak mi smutno. Mam nawracające depresje. Dlaczego życie musi tak boleć?”

Proboszcz w mojej rodzinnej parafii nieraz zaprasza gości, żeby powiedzieli parę słów o swoich doświadczeniach, nieraz znacznie różnych od doświadczeń większości parafian. Była więc pani dr Helena Pyz z Ośrodka Rehabilitacji Trędowatych Jeevodaya z Indii, byli misjonarze, którzy stykają się z rzeczywistością Afryki i Azji… Wniosek jest jeden: nam się tu w Europie naprawdę dobrze powodzi.
W większości mamy gdzie mieszkać, co jeść, w co się ubrać, jesteśmy raczej wolni i bezpieczni, wokół panuje pokój i spokój, kataklizmy zdarzają się rzadko. Nikt nas nie tępi. A nawet są wokół jacyś bliscy, serdeczni ludzie. Istnieje opieka zdrowotna, klimat względnie zdrowy. Wykrywa się przestępstwa… Można tak ciągnąć długo.

Drugi wniosek – Są na świecie ludzie, którym los poskąpił majątku, urody, zdrowia, rozumu, akceptacji społecznej i różnych innych rzeczy, a mimo to i wśród nich znajdą się zadowoleni z siebie, świata i życia.

Szczerze muszę przyznać, że gdy mi było bardzo źle w życiu, trochę mnie takie myślenie pocieszało, ale też trochę denerwowało mnie gdy ktoś tak mówił. Co mnie do diabła obchodzą ci inni. Sorry, ale los Murzynków w Afryce mało mnie interesuje w porównaniu z tym, co sama przeżywam. I jest mi obiektywnie źle. Gorzej niż ludziom, z którymi porównuję się na co dzień. Interesuje mnie porównanie z sąsiadami, koleżankami i rodzinami z najbliższej okolicy, a nie z jakimiś egzotycznymi sytuacjami! Gdzie jest MOJE szczęście?

Z takiego egzotycznego porównania da się jednak wyciągnąć bardzo ważne – dla mnie – wnioski. Bo wychodzi na to, że właściwie każdemu na świecie jest trochę źle, a trochę dobrze. Wiele z rzeczy dobrych się kończy, albo się nudzi. Czasem przychodzi kataklizm, czasem udaje się wykorzystać szansę i pchnąć swój wózeczek trochę do przodu. Zawsze jest ktoś, z kim można się porównać – na korzyść i na niekorzyść. Tak ma prawie każdy. Czyli właściwie narzekanie na los nie ma większego sensu.

No i dobra – a gdzie to szczęście? Co zrobić, żeby życie nie bolało?
Oczywiście, tymi zagadnieniami od wieków zajmowali się filozofowie i nikt pewnie nie znalazł na to uniwersalnej recepty (choć wielu uważa, że im się to udało). Ja Ci przedstawię moje poglądy, jakie mam na ten temat dziś:

1. Szczęścia nie warto szukać na siłę, lepiej się na nie otworzyć.

2. Warto zastanowić się nad zaakceptowaniem lub wyeliminowaniem konkretnie tych spraw, które przynoszą ból.

3. Wbrew pozorom, zaakceptowanie tego, co nam nie pasuje, jest najlepszą drogą do znalezienia rozwiązań, które nas od tego uwolnią, lub spowodują, że to coś przestanie przeszkadzać.

4. Życie to zlepek różnych spraw dobrych i niedobrych.

5. Życie najbardziej boli, gdy robimy coś przeciwko sobie, gdy sami siebie karzemy lub dręczymy. Gdy się nie szanujemy. Gdy dajemy przyzwolenie, by inni nas nie szanowali.

6. Życie boli, gdy stoimy w miejscu lub nadmiernie przyspieszamy.

7. Bardzo dużo szczęścia daje uważność. Niektórzy nazywają to cieszeniem się drobiazgami, albo dniem codziennym, albo życiem tu i teraz. Inni nazywają to duchowością. Jeszcze inni – życiem w zgodzie ze swoimi wartościami. Jeszcze inni – świadomością lub samoobserwacją.

8. Mi osobiście, ogromnie dużo szczęścia daje poczucie, że żyję, że uczestniczę w życiu i w świecie, a nie jestem tylko biernym obserwatorem. Że się wzruszam, złoszczę, śmieję, martwię, przeżywam, że oglądam własnymi oczami (a nie w tv) różne cuda przyrody (a nawet mogę dotknąć) i sztuki, że czuję zmęczenie, energię, siłę oraz że przebywam z cudownymi ludźmi. Myślę, że docenienie tego też wynika ze zwracania na te rzeczy uwagi.

Oczywiście nie znaczy to wcale, że jestem ciągle zadowolona, nie mam zmartwień, gwiżdżę na problemy które mnie spotykają, albo że nie popełniam błędów. Nic z tych rzeczy. Ale miewam też przypływy optymizmu, które to równoważą i staram się – to przede wszystkim – nie marnować za dużo czasu na smęty. Otwieram się na szczęście, dziękuję za to, co już mam, robię swoje i staram się szanować siebie. A reszta – e tam, pewnie i tak nie mam na nią większego wpływu, więc co tam 🙂

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i życzę miłego dnia
Justyna

[/protected]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *