Transakcje – dokąd prowadzą

Zdaniem twórcy teorii analizy transakcyjnej, Erica Berne’a, w umyśle człowieka na ogół dominują trzy części, tak zwane stany ego: Dziecko, Rodzic oraz Dorosły. Cały czas sprawa dotyczy części umysłu, którą można określić jako „ja”.

Każdy z tych stanów wiąże się z pewnym zestawem uczuć i wynikających z nich zachowań.

Dziecko odpowiada za spontaniczne, twórcze i beztroskie zachowania. Złości się i tupie nóżką, gdy coś mu nie pasuje, ale też radośnie podskakuje do góry, gdy wszystko gra. Na złość i niechęć ze strony rodzica reaguje obrażaniem się, wstydem, niechęcią do siebie i strachem. Dziecko może próbować kontaktować się z częścią dziecięcą innego człowieka, co jest bardzo fajne, twórcze, spontaniczne i radosne. Może też próbować rozmawiać z Rodzicem i wykorzystywać sztuczki, które na rodziców działały w dzieciństwie.

Rodzic potrafi udzielać rad i pogłaskać po głowie, ale też skarcić, postawić do kąta, nakrzyczeć, wyskoczyć z pretensjami, kazaniem, stosuje kary, korzysta z przewagi fizycznej, zawstydza i ośmiesza. Przemawia z pozycji władzy i na ogół stara się przemawiać do dziecka.

Dorosły natomiast jest dorosły. Nie boi się, bo wie, że nie ma czego. Nie pozwala na siebie krzyczeć, ani też nie krzyczy na innych. Racjonalnie myśli i rozumie, co się w nim dzieje. Ma sporo samoświadomości.

W różnych momentach naszego życia przewagę zyskuje coraz to inna osoba. Czasem dziecko, czasem dorosły, czasem rodzic. Nieraz też w komunikacji z innymi ludźmi posługujemy się coraz to inną częścią po to, aby uzyskać dla siebie jak największą korzyść.

Formy ich aktywności mogą być różne, od prostych i uczciwych po nieuczciwe manipulacje innymi.
Najmniej do manipulacji skłonny jest nasz Dorosły. Stara się on bowiem racjonalnie oceniać otaczającą rzeczywistość i ma do niej pewien dystans wynikający ze świadomości i przekonania o swojej własnej wartości.
Natomiast zarówno Dziecku, jak i Rodzicowi, zdarza się manipulować innymi. Co chcą uzyskać? Właściwie wszystkie trzy stany ego dążą do tego samego – do uzyskiwania od świata „głasków” oraz do maksymalizacji poczucia bezpieczeństwa.
W jaki sposób to robią?
Dziecko – jak dziecko. Nieraz się zdarza, że zamiast otwarcie powiedzieć, czego chcemy, zaczynamy się przymilać i robić różne sztuczki. Jesteśmy słodkie, malutkie, kochaniutkie, po to, żeby uzyskać to, co nam potrzebne. Albo tupiemy nóżką i obrażamy się.

Ludzie podświadomie wyczuwają istnienie tych trzech stanów ego u innych i nieraz próbują coś ugrać na kontaktowaniu się w różnych momentach z różnymi częściami ego partnera. Wcielając się w rolę dziecka staramy się wówczas zwrócić się do rodzicielskiej części partnera i liczymy, że ona na nasze zachowanie zareaguje tak, jak sobie życzymy.

Rodzic – jak to rodzic. Wypowiada się z pozycji swojej wielkości i nie wiadomo skąd biorącego się autorytetu. Huknie – wszystkie dzieci wokół mają się słuchać. Pochwali, dzieci mają się rozpływać z wdzięczności. Robi marsowe miny, ale czasem cię zauważy i liczy, że się posikasz ze szczęścia. Przemawia on na ogół do dziecięcego stanu ego, tak jakby grał na dawnych przyzwyczajeniach do posłuszeństwa, karności, lęku przed odrzuceniem i wstydzie.

Na tym właśnie polegają manipulacje stosowane przez Rodzica i przez Dziecko – na przemawianiu do tej części ego partnera, która została ukształtowana kiedyś tam i działa schematycznie, siłą rozpędu starych schematów.

Skąd to się bierze?

Kiedyś każdy z nas był mały i miał wokół siebie dorosłych.

Dorośli nieraz pozwalają sobie na brzydkie zachowania wobec dzieci – ośmieszanie, straszenie, grożenie, przymuszanie, zawstydzanie, nie wspominając o ewentualnych karach cielesnych. Dorośli wykorzystują swoją przewagę wobec dzieci w sposób dość brutalny, a wszelkie przejawy nieposłuszeństwa są bardzo często tępione na różne sposoby.

To, co nazywa się wychowaniem, dość często zamienia się w tresurę dzieci mającą na celu
a) niesprawianie dorosłym kłopotu,
b) zaspokajanie dorosłym potrzeb, których zaspokojenia nie znajdowali w swoim domu rodzinnym (na przykład bezwarunkowej miłości i szacunku, opieki, pomocy oraz wspomnianych wcześniej „głasków”),
c) zaspokajanie ambicji dorosłych.
Nie mam tu na myśli żadnych patologii, tylko bardzo normalne i zdrowe sytuacje rodzinne.

Co gorsza, dzieci nie bardzo mogą się przed tym bronić – nie dość że są mniej wytrawnymi dyskutantami, to mają mniej stabilny układ nerwowy, mniejszą świadomość rzeczywistości i na dodatek są fizycznie pięć razy mniejsze i słabsze od każdego dorosłego.

Pierwsze lata życia są zatem dla wielu z nas walką o przetrwanie w średnio sprzyjających warunkach. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak rodzice – przy całej swojej dobrej woli, szlachetnych intencjach i ciepłych uczuciach, jakie żywią wobec swoich dzieci – wtłaczają nas w sztywne schematy, w których nagrodą za samodzielność i miłość własną jest wstyd, strach i odrzucenie. Ponieważ nie możemy sobie poradzić z tymi trudnymi uczuciami ani poprzez dojrzałą rozmowę, ani przez krzyknięcie grubym głosem lub naprężenie wielkich muskułów, radzimy sobie z nimi na różne inne sposoby, między innymi przez manipulację.

Jednocześnie – ucząc się roli dziecka uczymy się także roli rodzica. Wiemy, że wystarczy na kogoś huknąć, pouczyć, zlekceważyć, albo zawstydzić, traktując go z góry i mówiąc „oj koteczku, taka jesteś słodka a taka głupiutka”, żeby uzyskać posłuszeństwo, święty spokój i miłe poczucie przewagi.

Anaiiza transakcyjna rozbraja te schematy. Pokazuje, że wiele poważnych konfliktów między ludźmi – wydawałoby się nie do rozwiązania – polega właśnie na wykorzystywaniu tych starych schematów. Że duża, silna i mądra kobieta po prostu czasem zapomina, że nie jest już małą zastraszoną dziewczynką i daje się zawstydzić. Że inna równie duża i stara baba kręci swoim facetem i całkowicie steruje jego życiem stosując metodę słodkiego tyrana. Co więcej, ponieważ te trzy stany ego istnieją w nas jednocześnie, sprawny manipulator ucieka się do wszystkich trzech w różnych okolicznościach, by uzyskać dla siebie jak najlepsze efekty.

Właśnie dzięki analizie transakcyjnej możemy nabrać świadomości i dystansu do takich sytuacji. Nieraz wystarczy zareagować na czyjąś próbę uruchomienia naszego rodzica lub dziecka poprzez przemówienie z punktu widzenia dorosłego.

Rozbrojenie większości gierek stosowanych przez ludzi polega właśnie na tym – by spojrzeć na nie z pozycji dorosłego: przestać brać w nich udział i odgrywać swoje role i stanąć w poczuciu rzeczywistości – wiem kim jestem i możesz sobie fikać ile chcesz, huczeć ile ci fantazja podpowie, a mnie to i tak nie sprowadzi do pozycji, w którą chcesz mnie ubrać, bo ja jestem sobą i finito.

Mam nadzieję, że zachęciłam Was do zajrzenia do książek Berne’a o analizie transakcyjnej, zwłaszcza do tej „W co grają ludzie.”

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie,
Justyna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *