Uzależnienia… anoreksja… jak mam sobie pomóc… jak mam pomóc bliskiej osobie…

„Jak mam sobie pomóc mając 25-letnią córkę uzależnioną od benzodiazepinów które bierze od 6-ciu lat po anoreksji. Psychoterapia pomogła na tamto uzależnienie ale wpadła w bezsenność i bierze już ogromne ilości leków na nerwicę lekową i bezsenność. Opiekuję się jej rocznym synkiem a ona pracuje /jeszcze/ a zięć nie rozumie jej choroby i nie wspiera w niczym i nie mieszka z nami. Mam nerwy zszargane przez jej anoreksję, a teraz zamartwiam się nią bo mam tylko ją i jej synka. Mam 64 lata i jestem u kresu sił a ona ostatnio zaczęła piwkować by wspomóc działanie leków. Jeździ na psychoterapię i płacimy po 60 zł za 1 godzinę i bardzo jej to pomaga. Ale na szpital trzeba czekać ponad 3 miesiące bo się dowiadywałam a jej na życiu nie zależy wcale bo nie ma motywacji do leczenia. Miała też depresje poporodową i nadal synek za bardzo ją nie interesuje i drażni przez jej nerwicę chyba. Co mogę zrobić bo tak chcę jej pomóc. Pozdrawiam…”

Witaj!
Z tego co piszesz, mogę się domyślać, że w Waszej rodzinie od dawna nie dzieje się dobrze. A dzieje się dużo.
Po przeczytaniu Twojego listu mam wrażenie, że w Waszej rodzinie porobiły się jakieś ogromne supły, tak poplątane i zasupłane, że już nikt nie potrafi się z tego wyplątać. Opisujesz to wszystko bardzo powierzchownie – ale pewnie zdajesz sobie sprawę, że za tym wszystkim co się dzieje, tkwi drugie dno – Wasza przeszłość, długie lata gromadzenia się problemów, o których nie wspominasz.

Uzależnienia, anoreksja, nerwica, depresja – to choroby które rzadko biorą się znikąd. Owszem, czasem się zdarza, że organizm wytwarza nadmiar lub za mało takiej czy innej substancji, co zwiększa skłonności danej osoby do ulegania tym chorobom. Jednak zwykle trzeba się nieźle napracować, lub inni muszą sporo pracować, by ktoś wpadł w którąś z tych chorób.

Myślę, że warto pokusić się o analizę całego układu rodzinnego i wszystkich tych spraw, które gdzieś coś psuły, a nie zostały rozwiązane. Może warto do nich wrócić, szczerze o nich porozmawiać, wyrzucić z siebie żale i wzajemnie się zrozumieć, podjąć decyzję, czy sobie przebaczamy, czy nie.

Myślę, że cały Wasz układ rodzinny cierpi i uważam, że warto – bardzo warto – zacząć wreszcie rozsupływać tę plątaninę – bo przecież macie teraz Dziecko, które ma szansę żyć szczęśliwie, nie obarczone ciężarami, które dźwigasz pewnie i Ty i Twoja córka, pewnie i inni członkowie Waszej rodziny, żyjący i nieżyjący.

Pierwsza moja rada – sama poddaj się terapii i wybierz się na grupę wsparcia dla rodzin osób uzależnionych.

Druga moja rada – porozmawiaj ze swoją córką i ze swoim zięciem o ich wyobrażeniach na temat ICH życia. Co to znaczy że nie mieszka z Wami! Przecież z Tobą nie musi chcieć mieszkać, tylko ze swoją żoną. Dlaczego ONI ze sobą nie mieszkają? Co się tu stało?

Trzecia rada – zacznij pracować nad kontrolą i nadopiekuńczością wobec swojej córki. Strzelam teraz, na intuicję, ale coś mi się zdaje, że jesteś wobec niej bardzo opiekuńcza, czym – paradoksalnie – wcale jej nie pomagasz. Twoja córka jest dorosła, a Ty chyba traktujesz ją jak dziecko (najlepszy dowód, że dla Ciebie oczywiste jest, że z Tobą ma mieszkać).

Proszę daj mi znać gdy podejmiesz jakieś decyzje, co chcesz zrobić, by Wam pomóc.
Wszystkich zapraszam do dzielenia się swoimi doświadczeniami w podobnych sytuacjach.

Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie,
Justyna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *