W moim wieku to już nie warto…

A co ja będę robić rewolucje w swoim życiu, w moim wieku to już chyba nie warto.
Są dzieci, jest dom, to teraz już za późno żeby cokolwiek zmieniać.
No i co ja sama zostanę, to kto mnie teraz zechce, nie te lata już.
Hehe, ciekawe jak ja bym sobie poradziła.

Zdarzyło Ci się wypowiedzieć podobne zdanie?

Przyjrzyjmy się bliżej przekonaniom, które za nimi stoją i zastanówmy się nad nimi.
Po pierwsze, gdy się rozmawia z umęczonymi kobietami mającymi nieciekawą sytuację w domu, a do tego jeszcze milion obowiązków, pracę zawodową i obowiązkowy uśmiech na twarzy, nieraz mówią takie rzeczy o sobie i swoim wieku i w zasadzie nie ma większego znaczenia, w jakim wieku de facto są.

Zdarzyło mi się trafić do grupy, w której każda z nas myślała o swojej sytuacji właśnie coś podobnego, a było nas trochę, w rozstrzelonym wieku od lat 27 do 57. Ciekawe, prawda?

Po drugie, to chyba jedna z cech często związanych ze współuzależnieniem: że myśli się w kategoriach skrajności. Świat może być czarny, albo biały. Można mieć wszystko, albo nic. Można leżeć i pachnieć albo znaleźć się w rynsztoku. Można być posłuszną we wszystkim sługą swojego męża, albo trzeba odejść. Można być gwiazdą towarzystwa, albo samotną bidulą. Trudno wyobrazić sobie sytuację, w której zmiany następują stopniowo, bez rewolucji, w której poprawiamy swój los, a nie zaniedbujemy rodziny, przestajemy być zależnymi utrzymankami, a nie zostajemy same na świecie, itd. A tymczasem TO jest możliwe i jest w zasięgu każdego(każdej) z nas.

Po trzecie, kobiety, które radzą sobie doskonale wręcz z owym milionem spraw do załatwienia, wychowują sensownie dzieci, robią karierę zawodową, a w każdym razie nikt ich z pracy nie wyrzuca, mają skończone studia a w każdym razie oleju w głowie im nie brakuje, panicznie boją się, że sobie nie poradzą.

Zaufaj sobie. Zaufaj swoim możliwościom. Bądź swoim najlepszym przyjacielem. Nie musisz nigdzie się spieszyć, ale możesz być dla siebie dobra.

Smutek, złość, zwątpienie, strach – są zrozumiałe. Ale – jeżeli chcesz się z nimi rozstać, możesz zrobić coś, co Cię od nich uwolni na zawsze. Niemyślenie o sobie i zostawianie spraw tak jak są bardzo rzadko rozwiązuje problemy na długo.

Poczuj wolność wyboru – to przecież Twoje życie, masz na nie ogromny wpływ.
Pamiętaj, że za późno, to jest dopiero po śmierci, wcześniej – możesz jeszcze dużo osiągnąć. Zasługujesz na to!

Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie,
Justyna

One Response so far.

  1. Fantagira pisze:

    Wszystko to prawda. Dawniej też było czarne albo białe, ale praca na grupie uświadomiła mi, ze najpierw dobrze jest zrobić mały „trening”, stopniowo, bez zawrotów głowy. I tak zaczęłam: najpierw zmiana fryzury, potem kolorów ubrań, potem spotkania z koleżanką w kawiarni…życie nabrało blasku i znów się chciało, a ja częściej się uśmiechałam…
    Od kilku lat jestem sama i Świat się nie zawalił, przez ten czas skończyłam PRO, SPP, dwukrotnie studia podyplomowe i jestem szczęśliwa…
    Teraz pracuję nad relacjami z ludźmi, bo tu jeszcze zdarzają mi się nawroty, ale wierzę, ze będzie dobrze:) czego i Wam życzę…:)
    Dodam jeszcze, że teraz będąc samą (nie czuję się samotna) jest mi o wiele lżej, niż posiadając męża…On był moim „najgorszym dzieckiem” 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *