Wesołego Alleluja!

Jakoś w tym roku pogoda nie jest szczególnie świąteczna, jakoś wielkanocne tradycje nie pasują do tej zimowej aury 🙂
Dlatego o wiele łatwiej przyszło mi w tym roku zwrócić uwagę przede wszystkim na to, co jest istotą tych świąt w wymiarze duchowym.
Wielkanoc przebiega na ogół dwutorowo. Jeden tor to świętowanie nadejścia wiosny, nowego życia. To takie święto naturalne, związane z naszą biologią – w końcu jesteśmy częścią przyrody i żyjemy zgodnie z jej cyklami. Drugi natomiast ma wymiar chrześcijański, na który kładzie się duży nacisk, a jednak w wirze zajęć wokół świąt – przygotowań, gotowania, oddawania się wielkanocnym tradycjom – nieraz ten wątek schodzi na dalszy plan. Oglądanie grobów staje się co najwyżej czymś w rodzaju zwiedzania wystawy sztuki, obrzędy Wielkiego Tygodnia są po prostu tradycjami, podobnie jak Rezurekcja (jeśli ktoś się odważy) i wizyta w kościele w poniedziałek.

Nie wiem, ile razy w życiu zdarzyło się Wam naprawdę wyraźnie usłyszeć przekaz płynący z całej tej historii o ukrzyżowaniu i zmartwychwstaniu. Myślę zresztą, że jest on wartościowy zarówno dla tych, którzy są wierzący, jak i dla tych, którzy nie wierzą, albo nie interesują się religią.

Do mnie w tym roku szczególnie dotarł następujący przekaz:

Oto pojawił się człowiek, który był sobą.
Wiedział kim jest i był sobą.
Pozostał wierny sobie nawet gdy ludzie obrócili się przeciwko niemu, gdy sytuacja zrobiła się nieznośna. Niczego nie udawał, trzymał się prawdy. Mówił głośno, co widzi, ale nie próbował z tym walczyć.
Akceptował świat taki, jaki jest. Nie potępiał, nie buntował się, ale też miał odwagę występować publicznie i głośno mówić, co uważa. Robił swoje, mówił swoje.
Niektórych ludzi mocno to wkurzało. Wystarczyło kilku, by tłum, który ma wiele głów, ale mało rozumu, ruszył do bezmyślnego działania. A może po prostu takie były okoliczności, może po prostu tak się ułożyło…
W każdym razie człowiek ten, choć niewinny, został poddany dziwacznemu, sfingowanemu procesowi, a potem wymyślnym torturom, złośliwościom, biciu na takie i inne sposoby, upokorzeniom jakie tylko mogły przyjść im do głowy. W końcu umarł. A potem zmartwychwstał. To, kim był i czego uczył, stało się nagle dla (prawie) wszystkich zrozumiałe.

A co mówił? Że odkąd on to zrobił, każdy z nas tak może. Bez względu na okoliczności być sobą. Trzymać się prawdy. Mieć odwagę. Nie potępiać innych. Zmartwychwstać.

Życzę Wam naprawdę wesołych Świąt, bogatych duchowo i radosnych.
Justyna

Post Tagged with ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *