Wewnętrzne dziecko – terapia wewnętrznego dziecka

childSpokojnie spokojnie 🙂 Nie będę robić Ci terapii na blogu 🙂

Jak pamiętasz, ostatnio mówiłyśmy o tym, że człowiek zmienia stany psychiczne. Czasem czuje się jak dorosły, który potrafi sobie radzić z przeciwnościami i dąży do tego, by było lepiej. Czasem jednak wchodzimy w stan psychiczny, który można nazwać „wewnętrznym dzieckiem”. To jest stan, do którego przywykliśmy, gdy byliśmy mali. Tak reagowaliśmy na początku naszego życia na różne, czasem niezrozumiałe zachowania dorosłych. Tak przyzwyczailiśmy się działać. Tak broniliśmy się, gdy było niebezpiecznie. Tak robiliśmy, żeby było dobrze.

Jakie jest to dziecko?

Z jednej strony to ta część nas, która jest najbardziej autentyczna, najbliżej naszych prawdziwych potrzeb. Bezwstydna i wesoła. Czasem szalona. Niewinna.

Z drugiej strony, to ta część nas, która najłatwiej wpada w przerażenie. Nieraz czuje się mała i bezradna. Ucieka. Zamyka oczy udając, że rzeczywistość się nie dzieje. Wierzy w magię.

To jednocześnie ta część nas, która ma przekonanie, że wszystko, czego chce, jej się należy. Jest egocentryczna i skupiona na sobie. Przeczuwa, że gdy poruszy rączką, cały świat będzie się poruszał, a dziecko będzie nad tym panować. Będzie mieć pełną kontrolę.

Co to oznacza dla mnie?

Sama oceń, co to dla Ciebie oznacza. Dla mnie, że cechy korzystne mocno splatają się z niekorzystnymi, jak zawsze. Warto uczyć się radzić sobie z jednymi i drugimi.

Przyzwyczajenia i różne sposoby radzenia sobie, które człowiek sobie wymyśla, wypróbowuje, a wreszcie wybiera jako skuteczne w dzieciństwie, są bardzo ważne, ponieważ od bardzo dawna się do nich przyzwyczajaliśmy. Wielokrotnie się sprawdziły, gdy nie było innego sposobu.

Tylko, że… od tego czasu wiele się w Twoim życiu zmieniło. Urosłaś, jesteś większa, silniejsza. Nauczyłaś się wiele – czytać, pisać, liczyć, myśleć. Wiele umiesz sama zrobić, masz też większe doświadczenie w zachęcaniu innych, by robili to, co Ty chcesz. Przekonałaś się, że często lepiej im wprost powiedzieć, co mają zrobić – nie trzeba rozdzierająco płakać, ale też nie wystarczy się obrazić. Jednak ta dziecięca część wciąż się od czasu do czasu odzywa, na zasadzie przyzwyczajenia.

Czy z dziecka trzeba wyrosnąć?

W Liście do Koryntian można przeczytać: „Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce.”  1 Kor 12, 31 – 13, 13. Niestety wcale tak łatwo nie przychodzi nam oderwać się od dziecięcych nawyków gdy dorastamy, choć jednocześnie bardzo, ale to bardzo chcemy, żeby tak się stało.

Nieraz tak bardzo tego pragniemy, że w ogóle odcinamy się od tej naszej dziecięcej części. Zapominamy o niej, wykasowujemy ją z pamięci. Szczególnie często dzieje się tak wówczas, gdy czyjeś dzieciństwo było dalekie od wymarzonego i osoba ta nie lubi lub wstydzi się tego aspektu siebie. Wówczas, ta zaniedbywana część psychiki zaczyna żyć własnym życiem, zaczyna płatać psikusy, objawiać się w najmniej oczekiwanym momencie w najmniej oczekiwany i mało pomocny sposób. Wewnętrzne dziecko zaczyna pokazywać się w swojej negatywnej postaci. Płakać, szaleć, złościć się, obrażać i manipulować innymi. Powraca do magicznego myślenia, uciekania i zasłaniania oczu w sytuacji, gdy należałoby wziąć sprawy w swoje ręce.

Jednocześnie, zakopując naszą dziecięcą część w głębi psychiki, wiele tracimy. Dziecko to przecież także umiejętność spontanicznego śmiechu, poczucie radości z samego faktu, że się żyje, umiejętność cieszenia się z bliskości drugiego człowieka, otwarcia się, oddania się w opiekę. Bycie jak dziecko to zachwyt nad drobnymi przejawami codzienności, nad pięknem przyrody. To umiejętność dziwienia się, ciekawość, twórczość.

Jak odzyskać radość i szczęście, nie wypuszczając „demona z butelki”?

Przede wszystkim pamiętaj, że dziecięca część Ciebie ma aspekty pozytywne i negatywne. Dziecko w głębi nas przede wszystkim wymaga tego, czego potrzebuje każde dziecko: miłości, bezpieczeństwa, troski i wychowania. Jeżeli nigdy nie zastanawiałaś się nad dziecięcym aspektem swojej psychiki, pomyśl, czego mogło brakować dziecku, którym byłaś, gdy miałaś trzy latka, pięć, dziesięć… Teraz jako osoba dorosła możesz sobie sama to dać. Niektóre z tamtych marzeń mogą okazać się już nieaktualne. Inne wciąż są nierealne (np. żeby mieć skrzydła i latać). Jeszcze inne, to marzenia, które już teraz, jako dorosła osoba, możesz zacząć spełniać. Wiele dziecięcych marzeń, zwłaszcza gdy dziecko było zaniedbane lub nadużywane, to marzenia o tym, by ktoś dorosły nas kochał, szanował nasze zdanie i dbał. Pomyśl, może teraz Ty sama możesz być dla swojego wewnętrznego Dziecka kimś właśnie takim, na miarę Twoich własnych oczekiwań?

To idealny początek do tego, by wychować Wewnętrzne Dziecko na porządnego człowieka, tak by mogło żyć w harmonii z Wewnętrznym Dorosłym. W psychice dojrzałego człowieka to właśnie Dorosły odzywa się najczęściej, najczęściej decyduje o tym, co robić. Pozwala jednak wewnętrznemu Dziecku rozwijać się, iść naprzód i cieszyć się życiem.

Mam nadzieję, że dzisiejszy wpis zainspiruje Cię do wielu przemyśleń. Jeżeli chcesz się podzielić którymś z nich lub masz pytanie do mnie – zachęcam do komentowania.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

2 komentarze so far.

  1. Halina pisze:

    Dzienkuje,
    swietny artykul,wszystko sie zgadza, zylam w iluzji 15 dlugich lat,tak jak dziecko,a mam juz 44! Minal rok po rozstaniu i nadal nie mam calkowitej jasnosci myslenia, zbyt mocno zostala skzywdzona ta moja mala dziewczynka. Warstwy smutku i nismialosci tak mocno pszytloczyly radosc, ze bardzo rzadko ja czuje. A mam dwie corki,z bolem obserwuje jak staja sie podobne do mnie,tak samo unikaja ludzi, maja niskie poczucie wartosci. Probuje to naprawic,duzo sie ucze, tilko mysle ze brak mi takiej sily wewnetrznej, czasem sie pojawi na chwile, ale zaraz znika. Gdyby miala pani jakis artykul na ten temat, bede bardzo wdzieczna.

  2. Renata pisze:

    Myślę,że czasem dobrze jest wejść w głąb siebie, aby odnależć swoje wewnętrzne dziecko i posłuchać co chce nam powiedzieć.Może tak jak moje powie, żeby go kochać, przytulić…Czasem naprawdę warto się zastanowić, co dobrego można zrobić dla siebie, swojego małego dziecka.Mnie pomogła joga, wyciszenie i medytacje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *