Wiosenna zwyżka energii, przymus radości czy dołek?

Wcale nie jest oczywiste że każdy zawsze cieszy się wiosną.

Oczywiście media od marca już trąbią, że robi się coraz cieplej, coraz piękniej, że świeci słońce, ptaki śpiewają, dziewczyny się rozbierają, pary się całują, dzieci się rodzą, cały świat budzi się do życia i promienieje szczęściem.

Nieraz się zdarza, że właśnie wtedy zauważamy swoje problemy ze zdwojoną siłą. Bo przecież wszyscy wokół są szczęśliwi, a ja nie. Bo przecież powinnam być szczęśliwa, właśnie tu i teraz. Dlaczego akurat ja nie jestem? Dlaczego inni mogą, a ja nie?

Być może w takich chwilach radosnych dla całego świata osoby, którym nie dzieje się w danym momencie najlepiej, stają się jeszcze bardziej wrażliwe i jeszcze wyraźniej odczuwają różnicę między sobą a resztą świata. I samotność. Można mieć ochotę zamknąć się przed światem i nie widzieć nikogo, a zwłaszcza tych wszystkich szczęśliwców, albo na siłę robić coś, żeby poczuć radość, chociaż tak naprawdę wcale się jej nie odczuwa.

Oczywiście, jeżeli przez kilka ostatnich lat byłaś narażona na ciągłe huśtawki, jeżeli od lat zaniedbywałaś siebie i swoje potrzeby, albo jeżeli właśnie niedawno wydarzyło się coś przygnębiającego, nic dziwnego, że w takich momentach zamiast radości z piękna tego świata możesz odczuwać gorycz i frustrację.

No i co wtedy?

Poniżej kilka sposobów, które stosuję kiedy dopada mnie taki brak adekwatności i związana z nim samotność i smutek.

Jeżeli znasz inne sposoby, proszę napisz o nich, na pewno wszystkim nam się przydadzą, zwłaszcza, że nie każdemu wszystko pasuje i nie każdy sposób na każdego działa.

A oto kilka moich

  • Po pierwsze, przypominam sobie, że porównywanie się z innymi nie ma większego sensu. Ani na korzyść, ani na niekorzyść. Jak było w dezyderacie „Porównując się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały, bowiem zawsze znajdziesz lepszych i gorszych od siebie.”
  • Po drugie, przypominam sobie, że po deszczu na ogół wychodzi słońce, że nieraz były takie dni, gdy naprawdę nie chciało mi się żyć, a mimo to kilka dni później już mi się chciało i warto było poczekać!
  • Po trzecie, przypominam sobie, że mój czas jest ograniczony i nawet jeżeli teraz nic mi się nie chce, to gdy potem mi się zachce warto żebym nie była całkiem zmarnowana i żebym nie musiała za wiele odrabiać. Dlatego jeżeli jestem w stanie jakoś się ogarnąć i nie zaniedbywać całkiem, dbam o siebie.
  • Po czwarte, przypominam sobie, jak dobrze na moje stargane nerwy robi mi wysiłek fizyczny. Przy okazji jest to też dobry sposób, by wypuścić z siebie część nagromadzonych emocji.
  • Po piąte, umawiam się z kimś serdecznym, albo przychodzę na spotkanie grupy wsparcia. Nie siedzę sama w domu. Rozmawiam o tym jak się czuję, wyrażam swoje emocje, opowiadam o sobie komuś, kto chce mnie wysłuchać i nie czuje się tym obciążany.
  • Po szóste, akceptuję swoje uczucia, frustrację, gorycz, smutek, samotność. Myślę sobie o nich z troską i uznaję, że czemuś mają służyć. Być może temu, żebym potem silniej odczuwała radość? Być może temu, żebym naprawdę coś ze sobą zrobiła? Żebym była bardziej mną? Jeżeli jest mi smutno, płaczę. Jeżeli nie mogę się wypłakać, oglądam wzruszający film i płaczę. Jeżeli jestem zła, wieszam worek bokserski. Jeżeli jestem sfrustrowana, idę do lasu się wykrzyczeć. Wypuszczam z siebie negatywną energię.
  • Po siódme, myślę co jest w tej sytuacji moim największym problemem i staram się go konstruktywnie rozwiązać. To może brzmi jak z podręcznika i może być dla kogoś śmieszne, ale faktem jest, że podejmuję wysiłki w celu wykorzystania tego co mnie złego spotyka na moją korzyść. Kto chce, niech się śmieje.
  • Po ósme – to też jest dla paru osób bardzo śmieszne na pewno – jeżeli widzę związek mojego stanu z czyimś zachowaniem – modlę się za te osoby. Chodzi mi o poczucie dojrzałego dystansu do tej relacji i związanej z nią sytuacji i zdjęcie z siebie jej ciężaru. Czy wybaczam? Nie zawsze. Nie od razu. To musi przyjść samo – albo nie, ale ja chcę być wolna.
  • Po dziewiąte – szukam kontaktu z ludźmi, którzy emanują pozytywną energią. Sporo ich na świecie. Zresztą na ogół to wszystko fluktuuje, nieraz ja też mam w sobie mnóstwo pozytywnej energii i dzielę się nią z innymi. Można się wymieniać.
  • Czasem zdarzają mi się takie dołki mimo że cały świat wokół emanuje szczęściem. Gdy wszyscy wokół wyglądają na radosnych, świeci słońce i robi się pięknie, a mi akurat nie dzieje się najlepiej, bywa mi jeszcze bardziej przykro niż w szary jesienny dzień. Kiedyś bywało tak częściej, teraz już dość rzadko. Coraz szybciej też wracam do formy i częściej niż kiedyś korzystam z uroków tego, z czego korzystają ci „wszyscy”. A Ty? Co robisz żeby się wydobyć z dołka porównawczego?

    Pozdrawiam serdecznie i zachęcam do komentowania…
    Justyna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *